dzieci · dzieciństwo · lit. czeska · o rodzinie · o świecie · wspomnienia

Babcie – Petr Šabach

Babcie_okladka_frontOstatnio podczas rozmowy na fb o zabawnych książkach, odezwała się do mnie Julia z Wydawnictwo Afera i mówi: same nadęte te książki czytasz, ja Ci za niedługo podrzucę fajną książkę! (no dobra, prawie tak powiedziała:-P)
Rozkminialiśmy wtedy, że trudno jest napisać coś zabawnego, bo zazwyczaj podczas pisania najlepiej bawi się autor (z filmami chyba też tak jest), a z czytelnikami to tak różnie. Pewnie wynika to z tego, że sam autor jest średnio zabawny ale uparł się, że napisze zabawną książkę i również z tego, że trudno jednak przenieść na papier komizm sytuacji i nie zepsuć go słowami (może to kwestia zaufania do czytelnika?) A jeszcze poza wszystkim, różne miewamy przecież poczucie humoru.
No ale dobra, bo nie w tym rzecz. Julia faktycznie wysłała mi książkę i faktycznie była fajna! Podwójnie fajna, bo zabawna takim lekkim humorem i o babciach! O BABCIACH! (temat dla mnie bardzo osobisty.)
Myślę, że wszyscy już znają Petra Šabacha, wszyscy oprócz mnie, bo ja się z nim dopiero zaznajamiam. Za to po lekturze „Babć”, wygrzebałam u siebie jeszcze „Dowód osobisty” i poleciałam od razu. Po pierwsze, bo te książeczki to takie na raz więc człowiek raczej czuje niedosyt po skończeniu, po drugie to naprawdę świetnie się czyta.
Bohaterem ‘Babć” są oczywiście babcie ale widziane oczami wnuka, Matěja, który jakoś tak wydaje się być podobny do autora…
Ja wiem, że wspominek z naszych czasów PRL i sielanki dzieciństwa w książkach to mamy na tony, i że można z tego ułożyć niezły stosik pod sam sufit ale tu jest deko inaczej bo raz, że komunistyczne Czechy a dwa, że te babcie😊. No i humor!
Matěj urodził się w 51 i odtąd właściwie zaczyna się opowieść. Dorastamy z nim, obserwujemy rzeczywistość, idziemy do szkoły, wyjeżdżamy do Anglii (69) i Grecji (lata 70)i patrzymy na świat oczami autora, pardą, narratora.
Kiedy Julia wysyłała mi książkę, pisała, że Petr Šabach był cudownym człowiekiem i że biło do niego ciepło. To wszystko czuć w jego opowieściach.
O babciach pisze z ogromną czułością mimo, że śmiechu z nich co niemiara a mój ulubiony fragment to ten o proweniencji słoika dżemu ale więcej Wam nie powiem, bo jak sobie o mnie pomyślicie źle, to co najwyżej po lekturze:-). (Uwielbiam u Czechów to, że potrafią robić se jaja ze wszystkiego.)
Babcie są trochę jak lokalny, rodzinny folklor a Matěj kocha je miłością bezwarunkową. I nawet jeśli miałby im coś do zarzucenia (ja bym miała!) to szybciej uderzy się w pierś niż powie złe słowo. Jak na Czecha przystało ma w majtach luźną gumę i nic go nie uciska (no, z wyjątkiem naprawdę poważnych rzeczy jak np. najazd wojsk Układu Warszawskiego czy Alenka). I myślę właśnie, że sekretem tej książki (i odjazdowych babć) jest ten kąt widzenia autora. Bo jestem przekonana, że Polak machnął by martyrologiczny esej, gdzie umęczone babcie Polki byłyby pretekstem do opowieści o trudnych, szarych czasach PRLu, kolejkach, pustych półkach, odejmowaniu sobie żarcia od ust, kartkach i Lądku Zdroju. Zrobilibyśmy z tych babć święte pomniki w aureolach i okrasili smętnym biadoleniem. Tak naprawdę to, jaki jest nasz świat, zależy od tego, jacy my jesteśmy i jak go widzimy, co my mu z siebie dajemy i co chcemy wziąć. Tak to widzę.

Nie wiem, czy zdarza się Wam czasami, że w towarzystwie znajduje się jedna osoba taka właśnie z dystansem i na luzie i wszyscy do niej lgną, a impreza bez niej właściwie nie ma racji bytu. Bo ten ktoś daje nam pewnego rodzaju azyl od życia, namiastkę szczęścia, zapomnienia, umie się śmiać (z siebie też, przede wszystkim z siebie) ale wie, kiedy zachować powagę. I ta jedna osoba potrafi rozbawić całe towarzystwo pstryknięciem, bez wysiłku, bo świat, który ona widzi wygląda inaczej niż ten, w którym żyjemy. Petr Šabach jest właśnie taką osobą. Pełen ciepła, dystansu i humoru ale nie pozbawionego głębi i refleksji, umie sprawić, że w jego towarzystwie otaczająca nas przestrzeń jest jakaś taka znośniejsza i nie straszy. Bo on tak ją widzi, bo w takim świecie mieszka. Stąd chyba tak chętnie rzuciłam się zaraz na ten „Dowód osobisty”, żeby przedłużyć tę chwilę, kiedy spoglądam na życie jak po dwóch setkach wódki i na mnóstwo (błahych) rzeczy po prostu macham ręką. Aczkolwiek, trzeba dorzucić, że „Dowód ” uderza w znacznie mocniejsze struny ale, że Petr Šabach jest szczerym gościem i nie udaje, poczucie humoru jest to samo (choć występuje rzadziej i w innych kontekstach)

P.S.1 Książkę przetłumaczyła Pani Wydawca:-) Julia Różewicz

P.S.2 Mam jeszcze „Gówno się pali” oraz zakupiłam ostatnio „Pijane banany”, bo doszłam do wniosku, że nie ma nic fajniejszego niż dobrze się pośmiać, szczególnie ostatnio.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s