Brazylia · Claroscuro · czasy powojenne · dyktatura · emigracja · Historia · recenzje · społeczeństwo · tożsamość

K. Relacja z pewnych poszukiwań – Bernardo Kucinski

rhdrKiedy jeżdżę samochodem czasem słucham jakiejś płyty, najchętniej takiej, z którą mogę pośpiewać, ale najczęściej nie słucham niczego. Kiedy zdarza mi się jeździć z mężem jego autem,  nadaje radio. Po pięciu minutach pęka mi głowa i proszę o wyłączenie. Tłumaczę, że potrzebuję ciszy, a on się pyta po czym, przecież całymi dniami siedzisz w ciszy w domu, mówi … prawda to.
A dla mnie hałas jest jak dom, do którego ktoś znosi wszystko, co znajdzie, co przydasie i nieprzydasie, co ktoś polecił, ktoś zachwalił, ktoś zareklamował. Czuję się jak w graciarni z tymi wszystkimi informacjami. Nie ma czym oddychać, jak się ruszyć a najgorsze jest to, że to wszystko jest jakiejś takiej słabej jakości … nawet przysiąść nie można, żeby se tyłka nie obić. Więc wybieram ciszę. Chyba preferuje rozmach…
Lubię przestrzeń, mieszkam prawie w lesie, w domu ściany mam pomalowane na biało, bo to daje złudzenie jasności i bezgranicznej powierzchni. Potrzebuję oddychać. Czasem bardziej niż zwykle i nie wiem czy chodzi o nadrobienie zaległości czy zrobienie zapasów. To chyba nie jest istotne …

Muszę się też przyznać, że prawie całkiem wypadłam z obiegu nowości, tak długo się starałam a to stało się samo poza mną, do tego stopnia, że nawet jak widzę coś, co mogłoby mnie potencjalnie zainteresować, to niekiedy klikam na listę ale zaraz zapominam. Może przyda się na kiedyś a może nie. Nie wyszukuję już gorączkowo, co kto przeczytał i nie szukam zawzięcie po internetach. Teraz zaglądam do staroci, które mam i odkrywam je jak pierwszoklasista elementarz, jednego dnia zachłannie, jakby mnie to miało przenieść na inny poziom a kolejne trzy dni sprawdzam czy sufit mam równy … Ten rok chyba taki jest, poza tym zaczyna męczyć mnie ten wyścig, w którym nigdy nie chciałam uczestniczyć ale nawet w tej sytuacji czuję się wciąż szturchana i popychana. To chyba foch.
Są jednak takie książki, nazwiska czy wydawnictwa, gdzie wcześniej czy później (a raczej wcześniej) klikam, bo to jest trochę tak, jakbym wracała do starych przyjaciół. Takich, z którymi dzielę światy. Czaję się np. na nowe wydanie Moby Dicka z PIWu (na wiele książek od nich się czaję i boje się do nich pójść, bo za dużo bym wydała, bo np takie dwa tomy Opowieści niesamowitych, no kurde, chcę!), kliknęłam Nowickiego w przedsprzedaży (to mi się prawie nie zdarza!), bo choć nie jestem fanką Czarnego to Nowickiego wielbię bezgranicznie. Mam oko na nowego Barnesa i tak samo weszłam w posiadanie „K. Relacji z pewnych poszukiwań, Kucinskiego”… bo nie dało się inaczej…

Tytuł w zasadzie zdradza fabułę i konotacje, co znaczy, że raczej nie do końca chodzi o fakty ale o to, co między nimi. A fakty są takie że K. niczym Józef K. u Kafki zderza się z absurdem, bezwzględnością i bezdusznością aparatu państwowego aczkolwiek w zupełnie innej przestrzeni i innym wymiarze (i także innym niż u Lema). K. emigrował z Polski w latach trzydziestych uciekając przed wojną i jak przysłowie mówi wyszło jak z deszczu pod rynnę. „Zwyczajnie” uciekł z piekła o jedno piętro niżej. Bo K. traci córkę. Pewnego dnia odkrywa, że nie może się z nią skontaktować i mimo poszukiwań nie udaje mu się odnaleźć żadnego śladu po dorosłym już dziecku i jej mężu, którzy jak się dowiadujemy, padli ofiarą dyktatury wojskowej w Brazylii. (Lata siedemdziesiąte.)
Narrator wtajemnicza nas w szczegóły poszukiwań ale w tę relację pozornie niechcący wpisuje się jeszcze jeden wątek, jeszcze jeden dramat, który może nie wybrzmiewa wprost, choć zostaje nazwany. Bo K. też padł ofiarą. Wyrzutów sumienia (to jest ten schodek niżej od piekła). Że nie dostrzegł w porę zagrożenia, że nie nadto się interesował, że przeoczył, że przedłożył literaturę nad życie, że nie dopilnował, nie sprawdził, nie wiedział, lista jest długa. I że przeżył/żyje. I zanim przeczytałam o tym w książce, przyszła mi na myśl Zofia od Styrona i jej niemożliwy do dokonania wybór… jak żyć po czymś takim? Zofia nie mogła (zawsze, gdy wspominam tą książkę rozdziera mnie bezkresna rozpacz.)
K. też nie wie jak żyć więc szuka. Latami i już nie córki chyba tylko odkupienia, wybaczenia, katharsis. Spokoju. Najlepiej ucieleśnionego. Ale nie ma ciał, jest dezinformacja i nadzieje niczym raty rosnącego długu nie do spłacenia. Co nie zrobisz i tak będzie za mało … chwytasz się wszystkiego, choć wiesz, że nic z tego nie będzie … ale nie możesz inaczej
Relacja K. oprócz faktów („Wszystko w tej książce jest fikcją ale prawie wszystko wydarzyło się naprawdę”) jest wzbogacona o jeszcze jeden wymiar, ten osobisty, ten o którym nie trzeba się rozpisywać, żeby ukazać jego dramat. To jest to spoiwo lub przestrzeń między faktami. Oszczędność środków wyrazu uwypukla tragedię. Powściągliwość narratora, pozorne okrojenie relacji z emocji tylko je potęguje, bo pozostawia pole do wyobraźni, do interpretacji. I pozostawia miejsce na ból. Także nasz.
Tak jak pisałam, to książka na jeden wieczór, ale jej ciężar nosi się tygodniami. Historia, którą napisał Kucinski, nam, ludziom, którzy o wojnie uczyli się z książek albo słuchali opowieści od dziadków czy rodziców, nam którym PRL wydaje się dramatem, zwyczajnie nie mieści się w głowie. Jest trudna do ogarnięcia, bo dzieje się gdzieś daleko na odległej planecie między obcymi nam ludźmi. I jest absurdalna. Niemożliwa. I tylko wciąż dźwięczące zdanie: „Wszystko w tej książce jest fikcją ale prawie wszystko wydarzyło się naprawdę”, przywraca właściwe proporcje faktom i interpretacji.
Zachęcam do lektury tym bardziej że o całym milionie rzeczy jeszcze nie wspomniałam.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s