historia współczesna · Japonia · kobiety · kryminał · o świecie · reportaż · społeczeństwo · tożsamość

Kwiaty w pudełku bez Szczeliny

Od czasu do czasu przychodzi do mnie taki czas, kiedy literatura wysokich lotów mi się nie mieści, choćbym nie wiem jak pragnęła. To trochę tak, jak się uwielbia pączki i w tłusty czwartek człowiek się nimi objada bez opamiętania a potem przez tydzień nie może na nie patrzeć. Tak to sobie wyobrażam, bo ja fanką pączków nie jestem. Objadania się po kokardy też raczej nie.

Czekam więc cierpliwe aż głód dojdzie do głosu a tymczasem sięgam po tak zwane czasoumilacze. Jakiś czas temu w połowie wspaniałego „Dziedzictwa” Bedford, gdy poczułam, że zdania nagle padają obok a ja sobie wciąż obiecuję, że się skupię od następnego akapitu, ponieważ ten, który mam przed nosem czytam już trzeci raz, sięgnęłam po „Szczelinę” Kariki. No bo nie ma to jak dać się wciągnąć w kryminalną intrygę albo co więcej mroczny thriller i zająć umysł zdarzeniami, które nijak mnie nie dotyczą a co więcej, nie wymagają pracy komórek mózgowych. Szukałam rozrywki i zapomnienia i ufałam, że tam ją znajdę. Już wiecie, że się pomyliłam, prawda?

To było tak denne, że aż żal mi o tym pisać i zupełnie nie rozumiem, dlaczego tej książki nie odłożyłam. Nie jestem jakoś utalentowana ale myślę, że w liceum pisałam lepsze rzeczy. Serio. Oczywiście książkę kupiłam, bo na LC same zachwyty. Zazwyczaj w takim przypadku jestem nieufna ale uległam okładkowej rekomendacji.  Zaliczając taką pomyłkę zazwyczaj grzmię i ostrzegam więc i tym razem dałam upust swojemu niezadowoleniu na portalu. (http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4869961/szczelina/opinia/49467640#opinia49467640) Krótki, żeby można była łatwo przeczytać:-)

davSzybko otrząsnęłam się z traumy i sięgnęłam po „Kwiaty w pudełku. Japonia oczami kobiet.” Bednarz. Na początku byłam może nie tyle pełna zachwytu ale pełna optymizmu. (Fajna książka, pomyślałam.) Niestety od połowy jego poziom jakby malał. Przyznam szczerze, że po lekturze, uczucia mam mieszane. Bo wiedzy autorce nie można odmówić ale znajomość tematu to nie wszystko. Podzielam opinie, w których mnożą się zastrzeżenia do jednostronnego, feministycznego spojrzenia na Japonię. Mnie też to uwierało. Czytając czułam się trochę jak na krześle, któremu ktoś odpiłował jedną nogę. Było mi niewygodnie i niekomfortowo i z trudem utrzymywałam równowagę. (Myślałam, że runę tak prawdę mówiąc i nie dotrwam do końca.)

No rozumiem, że sprawy, które pani Bednarz porusza do miłych nie należą i zapewne rzadko dochodziły do głosu więc musiały wybrzmieć wyraźnie ale czy naprawdę jedyna szczęśliwa Japonka to ta, która wyemigrowała do Dublina? Czy naprawdę wszystkim Japonkom jest tak źle? Wszystkim? Nie powiem to, co wyczytałam powoduje ciarki i nie potrafię tego zaakceptować, ale do cholery ja jestem europejką wychowaną w innej kulturze. Myślę też, że dwulicowość polskich katolików w takim samym stopniu zaszokuje niejednego przyzwoitego człowieka a dla nas to nic nowego.

Absolutnie nie kwestionuję treści ani nie uważam, że należy spuścić zasłonę milczenia na to, co się dzieje i udać, że się nie słyszy, jak na razie jeszcze nieśmiałego, wołania o pomoc. Myślę jedynie, że świat nie jest jednoznaczny ani czarno biały. I że coś z czegoś wynika. Owszem autorka zaserwowała nam trochę rysu historycznego ale moim zdaniem za mało. Pamiętam jak parę lat temu czytałam Montefiore (Romanowowie), ja dopiero w okolicach 400 strony zaczęłam kumać mechanizm, który tam działa! Nie powiem, że ogarnęłam Rosję, bo mi do tego daleko ale pewne rzeczy, mimo, że szokujące, jestem w stanie wytłumaczyć. Bo wszystko jednak ma swoje źródło. (ale dojście do źródła nie usprawiedliwia problemu, pozwala go jednak zrozumieć.)

A takie jednostronne, określone spojrzenie wzbudza we mnie lekką nieufność. (Podobnie miałam z Indiami u Pauliny Wilk.)

Poza tym lubię jak reportaż otwiera mnie na pewne kwestie a nie serwuje zamknięte pudełka. Miałam wrażenie, że dostałam fakty (wyselekcjonowane pod tezę) i opinie a ja wolałabym same fakty. Opinie umiem sobie wyrobić sama.

Na koniec jeszcze tylko wspomnę, że schematyczna budowa rozdziałów (zaczyna się od zbliżenia na przedmiot/człowieka/fakt, by z czasem oddalić się z lekka i ukazać kontekst, który wyjaśni nam gdzie jesteśmy i do czego zmierzamy) po którymś powtórzeniu zaczyna męczyć.

Nie mniej, nie ukrywam, że ilość cennych informacji zawartych w książce (ktoś słusznie porównał ją do pracy naukowej) jest nie do przecenienia i choćby dlatego warto po pozycję sięgnąć. No i problemy, na które autorka zwraca uwagę są poważne i należy o nich mówić a nawet krzyczeć ale to w rożnego rodzaju manifestach, konkretnych przedsięwzięciach, akcjach pomocy itp. Reportaż moim zdaniem powinien dawać ogląd spraw z rożnych stron. 

Nie mniej książkę polecam tylko obok emocji uruchomcie też głowę.

P.S. Festiwal lekkich książek trwa, na tapecie „Pani od obiadów” Sztokfisz

Reklamy

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s