LC · lubimyczytac · o ksiązkach · o wnętrznościach · pasja · tożsamość

„Te książki” czyli słowa mają moc

davPrzeglądałam sobie ostatnio plebiscyt na książkę roku na LC (http://lubimyczytac.pl/plebiscyt), o którym pisałam ostatnio na fb i w zasadzie bez większego zdumienia skonstatowałam, że mało co czytałam z zaproponowanych pozycji. No trudno, zagłosowałam tam, gdzie miałam coś do powiedzenia. Natomiast przypomniała mi się inna fajna rzecz: w kategorii Literatura faktu są „Służące”. Mnie ta książka bardzo się podobała, nie żeby jakiś szok, zaskoczenie i miękkie nogi, po prostu była ciekawa i porządkowała albo w zasadzie uświadamiała wiele faktów. Ale to, co było w niej dla mnie najważniejsze, to odsyłanie do źródeł. W ten sposób trafiłam właśnie na wspaniałe na „Nowolipie” Hena …
O
bok polecanek od fajnych ludzi to moja kolejna zmora. Każda niemal książka odsyła do następnej. (Też tak macie? założę się, że tak:-)) A ja muszę wszystko mieć, wszystko przeczytać, bo zawsze mi się wydaje, że to dopełni mój obraz. Zawsze mi się zdaje, że wiem za mało, ze dostępny mam tylko kawałek. No i jak się wkręcę w temat, to nie ma zmiłuj. Pamiętam jak przeczytałam „Fabrykę muchołapek” Barta. Zaraz potem przeczytałam wszystko, co potrafiłam dostać o Rumkowskim. A o samej „Fabryce” słyszałam później dużo złego, że nadęta, słaba, nudna itd. No serio? Mnie wciągnęła w wir.
davTakich historii mam mnóstwo a „najpulchniejsza” z nich to „Wybór Zofii”. Pewnego dnia postanowiłam sięgnąć po opasłe dzieło Styrona. I … czytałam je okrągły rok. Pomijam ilość stron i emocje, których ciężar musiałam rozkładać na tygodnie, po prostu po drodze trafiałam na rozmaite odsyłacze. Musiałam (!) je zgłębiać. Jeden z nich zaprowadził mnie do „Oświęcimia w oczach SS” OMG! To nie była lektura, to było doświadczenie. Do tego stopnia, że obóz mi się przyśnił i byłam świadkiem tortur … To było ładnych parę lat temu ale pamiętam do dziś. No i w tak piękną niedzielę zrobiło się ponuro.
To teraz szybka zmiana nastroju.
Mam taką książkę, jedyną w swoim rodzaju, która z pewnością nie była największym artystycznym doznaniem w moim życiu ale niewątpliwie zapoczątkowała pewien zwrot w moim myśleniu i postrzeganiu siebie. Nie będę się tu wywnętrzniać ale po przeczytaniu „Płaczącej Zuzanny” Kimchi, postanowiłam zrezygnować z tysiąca pseudonimów, pod którymi ukrywałam się w sieci i podpisywać własnym nazwiskiem. Ta książka sprawiła, że zaakceptowałam swoje braki, niedoskonałości, niewiedzę i siebie. W pewnym sensie jest dla mnie święta, ponieważ moment, w którym teraz jestem, to efekt tych przemian (jeszcze są w toku mimo, że minęło już chyba z 10 lat) a ja jestem zwyczajnie … szczęśliwa
Macie takie książki? nie że dzieła, artystyczny dreszcz i takie tam ale takie, które miały na Was realny wpływ, coś w Was zmieniły, do czegoś zaprowadziły, coś odklikały?
Słowa mają moc, kto napisał te Wasze?

P.S.Dodam jeszcze, że inną świętą książką jest dla mnie „Francuski testament” Makina ale tu już z powodów zarówno artystycznych jak i bardzo osobistych. A więc inna kategoria

Reklamy

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s