Claroscuro · Francja · lit. francuska · o miłości · o rodzinie · o wnętrznościach · o świecie · społeczeństwo · tożsamość

Teoria Pandy – Pascal Garnier

48053047_2276480295696528_1168255182098661376_nAż się boje dzisiaj zaczynać, bo już czuję te dygresje, które łaskoczą moją pamięć. Ale trudno. Napiszę.
Będzie o najnowszej książce Pascala Garniera „Teoria Pandy” ale najpierw będzie o pierwszej, jaka wyszła w Polsce, bo od niej wszystko się zaczęło. To „wszystko” zostawmy w formie bliżej nieokreślonej ale chodzi mi o to, że kiedyś dawno, dawno temu wynalazłam „Jak się ma Twój ból” na stronie Claroscuro Publishing House. Jako świeżo upieczona „recenzentka” LC, zamówiłam. Przyszła. To było wow. Jak się okazało i moja „recenzja” została zauważona przez wydawnictwo (zawsze myślałam, że oni – wydawcy nie czytają:-p) i w ten sposób, dzięki Garnierowi, zaczęła się pewna wspaniała znajomość a mnie pootwierało się kilka okien i drzwi.
(Jakby ktoś chciał https://literyjakkwiaty.wordpress.com/…/zeby-bolalo-trzeba…/)
Zaledwie kilka dni temu Claroscuro wydało drugiego Garniera, kolejny raz przetłumaczonego przez Gabrielę Hałat i z całą odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że przetłumaczonego wspaniale. Czytałam bowiem w oryginale i po polsku i dwa razy wpadłam w zachwyt, zarówno nad klimatem książki jak i nad samą historią. (O trudnościach językowych nie wspominam nawet – chapeau bas!)

Gabriel, główny bohater, wysiada na stacji kolejowej w zapadłej dziurze w Bretanii. Nie wiemy, po co przyjechał ani skąd się wziął. Ale od pierwszej strony, od pierwszego zdania chyba czujemy, że będzie bum. Niewątpliwie coś się święci, coś wisi w powietrzu. Na początku trochę nie wiemy w jakim wymiarze i rozmiarze i w kogo uderzy to, co ma przyjść ale napięcie narasta z każdą stroną. Kartki chciałoby się przerzucać gorączkowo, i trochę tak się dzieje choć główka pracuje cały czas (próbowałam – nie da się wyłączyć) i nie da się ślizgać wzrokiem po stronach.

No ale dobra Gabriel przyjechał i rozgląda się po okolicy. Z tym zagada, z tamtym porozmawia, temu coś ugotuje (będzie trochę tego gotowania). Ale przede wszystkim jest i zaczyna uczestniczyć w cudzych życiach ale w sposób, być może pozornie, niezamierzony. Trochę jakby otwierał nocą drzwi do dziecięcego pokoju i zastawał w nich bałagan, porozrzucane zabawki po dniu pełnym wrażeń. Chce dojść do łóżka i pocałować śpiące dziecko nie naruszając zastanego „porządku”. Tylko czy tak się da?

Te postaci trochę się na łamach stron tasują, są jakieś interakcje, bo każdy ma przecież swoją historię ale za dużo nie mogę powiedzieć, choć strasznie chcę. (Nie wiecie jeszcze jaką potrzebę rozmowy będziecie mieć po lekturze!) Powiem tylko, że Madeleine – recepcjonistka jest trochę bierna i ma się za leniwą, właściciel baru Faro – José ma żonę w szpitalu, za którą tęskni, jest jeszcze dwójka narkomanów ale oni są już całkiem po…plątani.
To, co mnie ujęło naj, naj, to nie bum, które w końcu nadchodzi ale przemyślana logika zdarzeń. Postaci skonstruowane są tak dobrze, tak logicznie, tak konsekwentnie, że, cokolwiek nie zrobią wiecie, czujecie, że nie mogło być inaczej. No przynajmniej ja wiedziałam (z wyjątkiem jednej z nich, która mnie naprawdę zaskoczyła ale jako postać, bo jeśli chodzi o historię to nie). Poza tym ujmujące jest to, jak Garnier dba o rzeczywistość i detale. Jego język jest wyrazisty, precyzyjny i obrazowy. Bardzo piękny (ale nie egzaltowany ani górnolotny) a mimo to nie trzyma na dystans. Jest w nim coś takiego, co sprawia, że stoimy obok jego bohaterów, że jest nam do nich blisko. (Brawo dla tłumacza za zachowanie tych wrażeń) A w samych postaciach jest jakaś codzienność, zwyczajność, przeciętność rzekłabym. To możemy być my, nasz świat, nasze środowisko.
Druga rzecz, choć być morze powinna być pierwsza, tylko ja nie pochylam się nad tym, co trzeba, to warstwa filozoficzna. Ile tam rozważań o człowieku, o sensie życia, o (nie)szczęściu i co więcej, to nie są prawdy/sentencje, które akceptujemy lub odrzucamy w pięć minut, to coś, co się ze sobą nosi i mierzy zanim się człowiek zdecyduje, czy to do niego pasuje czy nie. (Ja najpierw odrzuciłam a teraz znów mierzę.) W „Jak się ma Twój ból” Simon żył jak żył i robił, co robił, ponieważ już nie czuł. No bo żeby bolało, trzeba czuć. W „Teorii pandy” Garnier rozprawia się dla odmiany ze szczęściem i tym, co po nim następuje, jak zmienia się nasze życie, czym się staje. Nie mogę Wam jednak powiedzieć, co czuje Gabriel … i jak się ma jego szczęście.

Garnier to jest chyba pisarz raczej krótkich form za to wypełnionych po brzegi treścią, skojarzeniami psychologią, filozofią, egzystencjalizmem i tzw bólem istnienia. (btw nieźle ma zryty beret) Myślałam, żeby napisać, że pozostanie na poziomie samej historii też będzie ok. i tez się będzie podobać, ale to nie jest prawda. Bo jeśli ktoś nie zaglądnie pod prześcieradło, to go to będzie męczyć i męczyć. Po prostu nie da się nie myśleć przy tej lekturze. Tym bardziej, że ona pochłania i zasysa.
I jakkolwiek to, o czym pisze Garnier i w pierwszej i drugiej książce, to rzeczy istotne i głębokie, to uwierzcie mi, do ogarnięcia (skoro nawet ja skumałam!)więc bez obaw.

I jeszcze jedno ostrzeżenie, kiedy weźmiecie książkę do ręki, uszykujcie sobie 2-3h i przeczytajcie ją na raz. Ja tego nie wzięłam pod uwagę i cierpiałam w chwilach, kiedy musiałam przerwać lekturę. Lepiej sobie tego szczędzić.

Reklamy

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s