historia współczesna · Lit. turecka · o wnętrznościach · o świecie · społeczeństwo · tożsamość · trudne dzieciństwo

Jeszcze – Hakan Gunday

46514255_2244246365586588_2023279065019973632_nNiewiele okładkowych zapowiedzi tak dobrze „reklamuje” książkę jak ta z „Jeszcze” Gundaya: „(…)Nie jest to jednak opowieść o nielegalnych imigrantach, lecz o kimś, kto ich przemyca. Na imię mu Gazâ. Jego ojciec jest przemytnikiem ludzi, a Gazâ mu w tym pomaga. Ma dopiero 9 lat. Wystarczająco dużo, by dowiedzieć się o ludziach i życiu wszystkiego, czego dzieci w tym wieku na pewno nie powinny wiedzieć.”
To nie jest powieść o uchodźcach. To tez nie jest powieść o przemytnikach ludzi. W moim przekonaniu to powieść o człowieku (choć tu świta mi znak zapytania), któremu dano albo który w pewnym momencie ma, jakąś władzę nad innymi. Słabszymi, bezbronnymi, zależnymi od niego.
I o ludziach, którzy znaleźli się w sytuacji stwarzającej poczucie zagrożenia oraz o człowieku, który w tej samej sytuacji miał poczucie władzy.
To powieść, która tak wiele kwestionuje, która zadaje mnóstwo pytań i nie koniecznie daje odpowiedzi, to powieść która wyraźnie, tytułami rozdziałów, mówi, że świat nie jest czarno biały, że nic nie jest oczywiste, że ważne są niuanse, detale, półcienie, przejścia między barwami. Że nic nie jest proste, że kolory nie są czyste, że życie bywa (okrutnie) wyrafinowane jeśli posiądziemy sztukę grania w życie (jak malarze posiedli sztukę malowania). Że nic nie jest tylko dobre albo złe i że w człowieku „osadzonym” w pewnych warunkach uruchamiają się pewne mechanizmy (o które pewnie czasem by się nie podejrzewał), które (być może) przejmują nad nim kontrolę. Pytanie czy to on się dopasował do warunków czy warunki mu sprzyjały. ( Wy tez myślicie teraz o „Władcy much”?)

Wg mnie książka ma dwie części. W pierwszej, w której obserwujemy dorastanie Gazy i pierwsze próby „zarządzania zasobem ludzkim” kończy się wypadkiem. To zarządzanie brzmi ironicznie okrutnie ale Gunday nie stroni w swej książce od okrutnych ironii, od wsadzania swoich bohaterów w sytuacje, które zazwyczaj autorzy czy nawet reżyserzy omijają. Mam wrażenie, że Gazâ robi rzeczy jakby wbrew przyjętemu (przeze mnie) porządkowi świata, wbrew (moim) oczekiwaniom, (mojej) logice. A jednak kibicuję mu. (Ja też tego nie rozumiem, może jednak dostrzegam w nim człowieka?) Wypadek, z którego uchodzi cało jest dla niego szansą, drzwiami do nowego życia. I przyznam, że oczekiwałam, że teraz będziemy obserwować jak nasz młody bohater mierzy się z traumą z dzieciństwa … I że mu się uda, bo przecież jest tak niezwykle inteligentny …
No i w pewnym sensie się mierzy ale też nie tak jakbym ja to widziała (chciała widzieć). W drugiej części, będącej czymś, co film określa kinem drogi, odnajduję jakby więcej metafor, jakby Gunday już chciał coś powiedzieć, wyjaśnić może ale nie wprost. Ja w każdym razie szukałam tu odpowiedzi, morału, zadośćuczynienia. Katharsis po prostu. Ta cześć wydaje mi się już mniej rzeczywista, mniej realna a bardziej symboliczna.

Znamienne jest też że Gazâ, który tak świetnie funkcjonował w zamkniętym świecie wykreowanym przez siebie świecie, w momencie podjęcia decyzji o ucieczce – po wypadku (co mogło w sumie nie być takie oczywiste) – po pewnym czasie ma problem z funkcjonowaniem w społeczeństwie, do którego musi się jakoś dostosować. Pojawia się nadwrażliwość na dotyk, uzależnienie od leków, manie a wszystko to tłumaczone jest wypadkiem a w zasadzie (długim) czasem oczekiwania na pomoc.(Nie mogę powiedzieć więcej.)

Nie jestem psychologiem wiec myślę ze wielu rzeczy mogłam nie dostrzec, może niektóre interpretowałam źle ale w moim własnym przekonaniu jestem człowiekiem i jako człowiek, podczas tej lektury, dostrzegałam jak wąskie jest moje widzenie świata, jak niewiele o nim wiem, choć nie raz mi się zdaje, że jestem najmądrzejsza z całej wsi …
Ponad to książkę połknęłam dosłownie w weekend choć należy czytać ją spokojniej i uważniej. Ja jednak nie mogłam się oderwać.
To nie jest łatwy tekst ale jeżeli nie macie czasu i swoje lektury wybieracie bardzo uważnie, to proszę niech wśród nich znajdzie się Gunday. Nie będziecie żałować.

Dla wytrwałych i ochotników fragmenty „Jeszcze” Gundaya, tłumaczenie, P Dorota Haftka – Isik:

„Wiele razy widziałem Ziemię z daleka. W filmach dokumentalnych. Głęboko niebieska, soczystozielona, śnieżnobiała kula zawieszona w smolistoczarnej kosmicznej przestrzeni! Zupełnie nie było widać, że gwałci się na niej dzieci! Z tej odległości nie można było zobaczyć tych, którzy w czasie wojny odrywali sobie wzajemnie stopy, a w czasie pokoju języki. Nie było słychać ani wydawanych krzyków, ani artykułowanych kłamstw. Kula, która powoli obracała się w ciszy i spokoju. Mówią, że najważniejszy jest kąt widzenia. Bzdura! Najważniejsza jest odległość, z której patrzysz! Ja na przykład na życie i wszystko inne patrzyłem wtedy przez mikroskop i wszystko wyglądało przerażająco. Stado wirusów! Mikroskopijne węże i smoki! (…)”

” Na co mu się zdało ufanie innym? Jaką miał z tego korzyść? Popełnił mniej błędów? Zdecydowanie nie! Być może jednak w mniejszym stopniu przypisywał je sobie, a nawet może w czasie spędzonym w zbiorniku w ogóle nie czuł się za nic odpowiedzialny. Dziwny spokój wyrażała jego twarz, którą przykryłem cienką kamizelką i która wyjaśniała tak naprawdę wszystko. Miała wyraz, jaki spotyka się u ludzi, którzy w ciągu całego życia nie podjęli żadnej samodzielnej decyzji, korzystając z własnego rozumu. Twarz, o którą nie otarło się poczucie obowiązku, i jej mięśnie, których nigdy nie sforsowała wolna wola… Właśnie tak! Wiara w rozum innych temu właśnie posłużyła! W dniu, gdy zrezygnował z podejmowania decyzji i uwierzył, że musi realizować cudze postanowienia, z jego barków spadł ciężar wszystkich wyborów, jakich powinien dokonać w ciągu całego życia. W pewnym sensie nawet odzyskał wolność. On również, jak wszyscy ludzie, urodził się osaczony przez konieczność dokonywania wyborów, lecz – choć za cenę umaszynowienia – wykazał się odwagą i rezygnując z wolnej woli, przedarł się przez okrążenie. Wyszedł poza odpowiedzialność! Zamiast swojemu, ufał rozumom innych, przez co nigdy nie zbrukał własnego umysłu życiem, a że zawsze posłuszny był rozkazom, jego postawa nigdy przez nikogo nie była podawana w wątpliwość. A już na pewno nie przez własne sumienie! Przyczyną tego, że był zwolniony z jakiejkolwiek oceny, było jego posłuszeństwo. Komuś, kto wyrzekł się wolnej woli, posłuszeństwo dawało swobodę popełnienia wszystkich błędów świata! Posłuszeństwo zapewniało świetną możliwość popełniania zbrodni, na które człowiek sam nigdy by się nie odważył! Posłuszeństwo było snem, z którego człowiek każdego ranka wybudzał się jako ktoś inny! Snem, w którym człowiek widział, że nieustannie coś robi, choć wiedział, że w rzeczywistości on sam nie robi nic. Posłuszeństwo było cudem! Sprawiało, że można komuś kazać zrzucić bombę atomową, a potem przekonać cały świat o niewinności tego człowieka. Posłuszeństwo było antidotum na poczucie winy i wyrzuty sumienia! Wszyscy powinni być posłuszni! Wszyscy powinniśmy znaleźć kogoś, komu będziemy posłuszni, i na niego zrzucić winę!”

Mam jeszcze dwa fajne fragmenty ale robi się już długaśny post więc odpuszczam.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s