o ksiązkach · o miłości · o wnętrznościach · o świecie · tożsamość · Zainspirowana książką

o przenikaniu materii

davLubię jak materie się przenikają. Nie lubię krystalicznych czystości, powtarzalności splotu, symetrii wzoru. Wolę jak przestrzeń, przedmioty się mieszają, jak się sobą nawzajem zarażają, skażają, brudzą, bo wtedy są piękniejsze, pełniejsze, bogatsze. Bo musi nastąpić reakcja na inwazję obcego ciała, bo trzeba je zbadać, otoczyć, poobserwować, może wyciągnąć działa a może pokojowo zapytać, z czym przybywa. Następuje jakiś ruch, jakieś poznanie. Jakieś wygospodarowanie miejsca przetasowanie przedmiotów i myśli. Coś się łączy, coś rozdziela, coś się wymienia, pełne przemeblowanie.
Dlatego lubię, kiedy świat mnie przenika. Kiedy próbuje przeze mnie przejść, nawet jeśli to ma być wędrówka znudzonego turysty przez zapomniane muzeum. Nawet jeśli zostaną po nim tylko okruszki lub wzruszenie ramion. Albo ziewnięcie. Bo wszystko to jest jak nowy obiekt w zapomnianych ścianach. I można go wyeksponować, przeanalizować albo odnieść do magazynu. Ale coś zrobić.
Oczywiście, że wolę zachwyty. Że preferuję przedmioty z obcych planet. Obce języki. Że potrzebuję rzeczy wymagających czasu, podejścia ze wszystkich stron, długiego macania, podglądania jawnie i z ukrycia. Ale nie zawsze jest jak wolę.
Dlatego, kiedy czytam wybieram uważnie a w swoim teatrze wrażeń zawsze mam jeden dodatkowy stolik dla doświadczeń, które postanowią zostać. Na szczęście zazwyczaj nie muszę długo czekać.
Macie książki, które coś w Was pozostawiły? Na chwilę, na długo, na zawsze? Które zmieniły Wasz punkt widzenia? Które były jak spotkanie z mądrym człowiekiem?
Wybrałam na zdjęciu kilka swoich. Kiedy łaziłam po domu w poszukiwaniu tych szczególnych, szybko okazało się, że nazbieram więcej, niż mogę udźwignąć. Zaczęłam więc selekcjonować. Nie brałam pod uwagę książek świeżych, zakładam, że potrzeba czasu i dystansu, żeby zrozumieć że ta książka coś zostawiła (choć bywają takie coup de foudre – uderzenia). Na pewno nie są to wszystkie ważne książki. Nie będę też wyjaśniać dlaczego tak a nie inaczej, powiem tylko o jednej pozycji – MW Łysiaka. Wiąże się z nią dużo moich licealnych wspomnień. Pierwszy raz czytałam ją właśnie mając naście lat i był to pożyczony egzemplarz (lubię mieć swoje ale wtedy nie dało się go nigdzie kupić). Tekstem, który najbardziej zapamiętałam był ten o statku w porcie. Nie przytoczę go dokładnie, bo jakby nie patrzeć minęło już dwadzieścia lat z okładem ale sens był taki, że bardzo często mamy w porcie taki statek i obiecujemy sobie, że jak uporządkujemy wszystkie sprawy to wsiądziemy na niego i odpłyniemy. Jeszcze tylko jedna rzecz do załatwienia. Jeden rok, jeden miesiąc, jeden dzień. Jutro. Oczywiście jutro nigdy nie następuje. Zawsze jest coś. Zawsze jest jakiś hamulec. Każdy ma swój…

O tym statku myślę do dziś, bo ja też mam swój i chyba nadal nie mam odwagi na niego wsiąść. Ale wierzę, że pewnego dnia …

Reklamy

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s