o czasie · o ksiązkach

Kiedy pada deszcz – Larkin – Zimowe królestwo

davAle pada, nie? Uwielbiam jak pada, trochę nie umiem tego wytłumaczyć. Mam wtedy wrażenie, że czas się tak delikatnie rozciąga, przeciąga, wyciąga leniwie jak kot między drzemkami. Że życie jest wtedy pełne półek, na których można coś poukładać, jakiś porządek zrobić. Że po to jest deszcz, żeby dostrzec tę szczelinę czasu, w której można się schronić na chwilę i odetchnąć.
Ale miałam kilka spektakularnych szczelin w swoim życiu. Dwie były pod namiotem (plus burza) jedna w drodze na Babią Górę. Ja wtedy chciałam się w tych szczelinach unicestwić, zniknąć, umrzeć, zatrzasnąć się i poczuć choć iluzję bezpieczeństwa. Bo kiedy cię nie ma, niebezpieczeństwo cię nie dotyczy. Ale to było niemożliwe. Pole namiotowe, ja w jedynce, samotna, noc, deszcz, zalewa mi wszystko, mimo, że kurczę się do rozmiarów ziarnka piasku, a szczelina czasu rozwiera się szeroko, jakby nie wyczuła momentu i noc zdaje się nie mieć końca. I znikąd wsparcia. Traumatyczne doświadczenie ale to nie dlatego nie jeżdżę już pod namiot:-).
Droga na Babią też była cała w deszczu, do majtek. Dosłownie. Ostatnich 45 min nie pamiętam. Zanim w nie wkroczyłam, siadłam na pieńku jak Jancio Wodnik z tą różnicą, że on chciał cofnąć czas a ja zamienić się w drzewo, trawę, cokolwiek, byle zniknąć. A mimo to kocham, kiedy pada.
I dziś jest właśnie taki dzień, pełen deszczu z wielką szczeliną, w której umościłam się jak na przestrzennej łące i z koniczynką w zębach sobie czytam. Dziś jestem bezpieczna i choć nadal chcę zniknąć, to sama w sobie i dla siebie chcę istnieć mocniej niż kiedykolwiek. I doświadczać.
Skończyłam „Kartaginę”. W większości wczoraj w nocy, no bo musiałam wiedzieć, jak bohaterowie to przyjmą, jak odbiorą rzeczywistość, która w zasadzie nie pozostawiała wątpliwości. Bo nie o akcje chodziło ale o motywy. Oates jest w formie jaką znam np z „wodospadu”. Ota tka jak pająk te swoje słowa, misternie cieniutko i niby delikatnie. A ja zawsze wpadam w tą sieć. Ile razy się wkurzam, że moglibyśmy już pójść do przodu, że trzeba dalej, prawa, lewa, prawa, lewa a ona zawsze robi postoje, co kilka kroków dosłownie. A potem się okazuje, że z tej wycieczki to ja przywiozłam cały pakiet nowych wrażeń. A z tych postojów najwięcej. Polecam!
Po południu za to siadłam przed swoim przepastnym stosem książek, jak panienka przed olbrzymią szafą i zasmucona wzdychałam, bo nie wiedziałam co wybrać. Tu zdanie tam zdanie, musi przecież pasować do tego co teraz czuję, co mi się chce, na co mam ochotę. Przecież książek nie czyta się zadaniowo ani na akord. Tak jak na tyłek nie wciąga się byle czego. To musi być przyjemność wysublimowana. Padło na „Zimowe Królestwo” Larkina. Tyle co zaczęłam a po chwili byłam już w połowie ale po kilku stronach naszła mnie refleksja, że właściwie nie umiem powiedzieć, co sprawia, że chce mi się albo nie chce brnąć dalej. W Larkinie od pierwszych zdań rozsiadłam się w fotelu jak na dobrym filmie … Zassał od razu

Zaraz na początku Katherine zastanawia się jak została przyjęta informacja o tym, że ma posadę w bibliotece. Co zagnieżdża się w ludzkiej wyobraźni (tu: jej niegdysiejszych „znajomych”) po takiej wiadomości…
Kiedyś gdy byłam nianią we Francji, moi pracodawcy zabierali mnie często ze sobą w góry. Po pierwsze ze względów praktycznych, (dwójka dzieci, przyda się dodatkowa osoba do dźwigania) po drugie wiedzieli (i byli w szoku, jak odkryli), że sama jestem wielką fanką pieszych wycieczek a okazja do wędrówek w Alpach czy Pirenejach nie zdarza się często. Obie strony korzystały. No i ci moi pracodawcy opowiedzieli mi, jak to mieli znajomych, którzy uwielbiali góry. Wysokie. (Ludzie u których pracowałam wchodzili na siedmiotysięczniki – ja niestety nie:-)). Z tej miłości do gór, kupili sobie schronisko w Alpach. (Byłam u nich! Malownicze krajobrazy) Żeby być bliżej. I przestali mieć czas na chodzenie po górach.

Z tą biblioteką pewnie jest tak samo choć ja niezmiennie marzę o pracy bibliotekarza … niestety nie stać mnie na to …
No wiem, że tak z niczym przyszłam ale kiedy pada zawsze mnie tak nachodzi, na porządkowanie szuflad i… znikanie, szczególnie kiedy jestem bezpieczna…

P.S. Fota prosto z wanny, tam nikt nie przeszkadza w czytaniu:-)

Reklamy

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s