o języku · o ksiązkach · pasja

znowu o książkach bez konkretów

434b2281a24f19fc3fec0046a0ea6cd7W książkach najbardziej lubię, kiedy autor umie przetłumaczyć język spojrzeń na słowa. Wiecie o czym mówię? Czasami ktoś popatrzy się „porozumiewawczo”, jednoznacznie niemal, następuje jakiś przepływ po drodze świetlnej i tajemne porozumienie na trzy sekundy. Świat zamiera a Wy staliście się nagle deszyfrantami i z wielu poplątanych znaków ułożyliście informację. Jesteście pewni, co ona znaczy…

Potem najczęściej, po takim spojrzeniu pozostają pytania, że może jednak mi się zdawało, że to była nadinterpretacja, że może źle odczytałam, mimo że jeszcze dwa dni temu, nie było cienia wahania. Bo to język ulotny ten wzrok, szeroki i wymagający. Ale jaki piękny.

Była w moim życiu taka książka „Chłopiec z sąsiedztwa”,  Irene Sabatini. Nie było o niej głośno a mnie urzekła, między innymi przez takie zdania (cytowałam już wielokrotnie):

Chcę mu powiedzieć, że nie jestem zdenerwowana, mimo że przestraszyłam się chwilę wcześniej. Chcę powiedzieć, że nie uważam go za złą osobę, że lubię jego imię, Ian,  że się go nie boję.
Ale zamiast tego wypowiadam tylko jedno słowo:
– Gorąco.

Tego szukam w książkach. Autorów, którzy umieją pisać szyfrem, który ja umiem odkodować, gdzie znaczenie nie mieści się w osobnych słowach ale jest idealną kombinacją znaczeń wszystkich wypowiedzianych słów, jest jak pyszne ciasto, które tak dobre jest tylko wówczas, jeśli w odpowiedniej kolejności, w odpowiednich proporcjach dodamy odpowiednie składniki, nie zamienniki, nie na szybko, nie byle jak, nie bo i tak się zje, ale z największą starannością o detale połączymy wszystko w jedność, a zapach który się uniesie, będzie zniewalający. A pamięć o smaku sprawi, że stanie się magdalenką. W zdaniach muszą być furtki, żebyśmy się nie podusili od ciasnych słów czy poglądów, żebyśmy mogli czasem wywietrzyć swoje prześcieradła, pozwolić by przeniknął nas czyjś krzyk, bo przecież do szczelnych pomieszczeń nic nie dociera. Wreszcie w książkach potrzebna jest przestrzeń na dialog, który podświadomie lub świadomie będę prowadzić. Muszę mieć rozmach, kiedy będę gestykulować albo szarpać, żeby się nie poobijać za bardzo. Kiedy tego wszystkiego brakuje, zwyczajnie uciekam, bo czuję się osaczona, zmuszona do noszenia szkolnego mundurka, który mnie zrówna z autorem, nawet gdy tego bardzo nie chcę. Musze wtedy chodzić dokładnie wytyczoną ścieżką i nie mogę się zapytać nawet, co to za krzew rośnie po prawej, gdyż to nie jest przedmiotem dyskusji. A ja chcę, żeby wszystko w książce mogło być przedmiotem dyskusji i było zaproponowane ale nie narzucone. Żebym mogła zwrócić uwagę na rzeczy nieistotne, jeśli mam ochotę, i się nimi zachwycić. Nie chce autora, który mi cały czas mówi: patrz na mnie albo patrz na scenę, bo ja umiem i lubię kręcić głową na wszystkie strony. A nieruchome ciało mnie boli. I nie chodzi w tym o to, że nie podołam chodzi o to, że w takich wypadkach to kopanie się z koniem i zwyczajnie stracony czas. No i ja wolę biegać po łąkach.

Uwielbiam, kiedy książki są jak miasta. Mają ciasne, wąskie uliczki i przestrzenne place i parki. Uwielbiam, kiedy mogę się w nich zgubić i odnaleźć, uwielbiam szukać, poznawać, doznawać, domyślać się, nie mieć pewności, biec i spacerować. Uwielbiam mieć wolność myślenia, kiedy autor wierzy w moje zdolności interpretacji i wie, że zrozumiem, że POCZUJĘ, przede wszystkim, że w jego sklepiku znajdę coś dla siebie, na miarę. Uwielbiam, kiedy uszykuje dla mnie miejsce przy swoim stole i delikatnie wysunie krzesło …

Dlatego tak bardzo w książkach nie lubię charakterystyk postaci, przesyconych przymiotnikami, które są jak zasłona dymna i po imprezie jak na dłoni widać tylko syf. Lubię za to jak książka mówi, a ja muszę myśleć, dopasowywać, ryzykować. Jak muszę szukać w sobie odpowiedzi, jak muszę się stawiać na miejscu bohatera i jak mnie wtedy zalewa jego życie i być może podtapiam się w nim nawet, bo nie ogarniam, dławię się, duszę i kaszlę ale przeżywam. W każdym kontekście. A autor mnie pyta potem: no i co? jak było?

Czasem mam wrażenie, że takich książek jest coraz mniej, bo powszechne „tu i teraz” zaczęło dotyczyć też literatury. Ważne, żeby wstrzelić się w czas, żeby szybko się rozeszło, w dużym nakładzie i dało dużą kasę, nie ważne, że za rok nikt już nie będzie o książce pamiętał …

Trochę mi zajęło czasu zanim zrozumiałam taki banał:-)

Chciałabym, jeśli tylko macie ochotę, żebyście podzielili się tytułami, które Was tak poruszyły, zapadły Wam w pamięć, otworzyły jakiś lufcik, lub zwyczajnie do Was dotarły.

P.S. obrazek znalazłam w internetach, niestety nie udało mi się dotrzeć do autora

Reklamy

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s