lit. polska · o wnętrznościach · społeczeństwo · tożsamość · trudne dzieciństwo

Bura i Szał – Aleksandra Zielińska

buraMarudziłam ostatnio, że mocno reklamowane książki często są jednym wielkim niewypałem, i pomijając już nawet fakt, że musiałam za ten niewypał zapłacić, nikt nie chce mi wypłacić szkodliwego za stracony czas, wqrw i oszustwo. Jeszcze mi wmawiają, że skoro się nie podobało to pewnie nie zrozumiałam. O ja głupia Czerwony Kapturek …
Na szczęście wszystkie reguły mają wyjątki a ja pozostaję radośnie naiwna. Ból mija i znów sięgam po jakiś hit. Nie wiem czy „Bura i szał” to był bestseller ale gdy kupowałam ebooka trąbiono o niej na prawo i lewo. Dałam się skusić i tym razem to był strzał w dziesiątkę. Przyznam szczerze, że nie czytałam wywiadów z Zielińską, za to pamiętam przytaczane jedno z jej zdań, a mianowicie, że kiedyś myślała słowami a teraz myśli obrazami. Phi pomyślałam, ja nawet mówię obrazami, co więcej mówię tak, jak się maluje obrazy, czyli zaczynam ze wszystkich stron i mozolnie, niespiesznie klucząc, zmierzam do celu (ale tez nie zawsze).
No w każdym razie dogadałyśmy się z Panią Aleksandrą pierwszorzędnie. Nie powiem, żebym się z Burą jakoś zaprzyjaźniła, bo to nie te klimaty ale wiecie jakoś usankcjonowałam sobie pewne rzeczy w głowie. Bura według mnie nie jest szalona, jest prawdziwa, bezkompromisowa i odmawia grania w rozmaite gry, które uwielbiają ludzie. A jak nie grasz to wiadomo, odpadasz. I tym, co cię męczy to właściwie nie jest samotność ale niezrozumienie. Nikt nie lubi kwestionowania reguł, które mu wyznaczają rytm życia, bo gdyby tak zaczął się nad nimi zastawiać, doszedłby do wniosku, że spora część z nich jest bezzasadna, fałszywa i bez sensu. Dlatego nikt nie lubi Burej. Z wzajemnością.
Dla mnie to była lektura z gatunku intymnych, ale nie takich, gdzie podczas czytania czuję zawstydzenie, że ktoś odkrywa moje tajemnice. To było raczej porozumienie podczas drogi, która kluczyła w ciemnościach i obnażała brudne sekrety. A po podroży zostają obrazy. Które potem jeszcze długo majaczą w głowie.

P.S. Żeby nie psuć nastroju nie powiem (!) że Chmielarz był taki se. Czytało się nawet dobrze, podobnie jak Kańtoch, choć tutaj częściej mi coś zgrzytało. Niestety podobnie jak u Kańtoch nie kupiłam finału. No po prostu w obu przypadkach to było jakieś takie, nie wiem, z dupy po prostu. Kiedy zaczynałam przygodę z Chmielarzem 2 lata temu, kupiłam sobie najpierw jednego ebooka. To było miedzy Świętami a Nowym Rokiem. Do 2 stycznia przeczytałam chyba wszystkie, które napisał, a teraz tej gorączki już we mnie nie było. Szkoda. Ale to nic, i tak czekam na kolejną:-)

Reklamy

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s