Góry · Historia · holokaust · Iskry · reportaż · społeczeństwo · Warszawa · wojna · wspomnienia

Raz na wozie raz pod wozem

Nazbierało się trochę z ostatniego tygodnia i było raz górką raz dołem.

large_w_lesieAbsolutnym hitem okazało się „W lesie wiedeńskim wciąż szumią drzewa” Nie ukrywam, że w moim przypadku dodatkowo zagrał fakt, że moje dziecko jest niewiele młodsze od bohatera książki – Ottona. Czułam się jakby chodziło o mojego syna, choć starałam się bardzo nie myśleć w ten sposób, bo można przecież zwariować od takiego czytania! Ale co ja poradzę? Nie trzeba mi wiele, żeby mnie wzruszyć choć czasem, gdy powinnam zmięknąć, jestem twarda jak głaz. (Ale np. dziś po raz 175 odtwarzałam reklamę pewnych gum do żucia i po raz 175 się popłakałam.) Poza tym niesamowicie mocną stroną książki oprócz języka były listy. Listy, w których więcej było ukryte niż powiedziane ale z każdym kolejnym zdaniem bolały jeszcze bardziej. Według  mnie ta książka została skonstruowana po mistrzowsku i tak samo świetnie napisana. Ale boli. Ostrzegam. Natomiast uważam (to tylko moja opinia), że historia jest niezmiernie ważna i ciekawa. Potrzebuję jej do życia, do zrozumienia świata, ludzi i siebie. Nie umiem tego wytłumaczyć ale potrzebuję prawdy, nawet kiedy bardzo boli, bo mam wrażenie, że dzięki temu, że czytam i wiem, tamci ludzie żyją. Nie chcę popadać w patos i pisać, że kogoś ocalam ale myślę, że nasze  życie to są takie paciorki nawlekane na sznurek, jeden koralik niczego nie tworzy, musi się połączyć z tym za nim i z tym przed nim, i że jakkolwiek chcemy być osobni to jest w tym wszystkim jakaś ciągłość. Nie ma nas bez historii. To oczywiście moja prywatna teoria. Tak to czuję. Teraz.

image002Na drugim biegunie postawiłabym natomiast książkę, „Czesałam ciepłe króliki”. Na LC same ochy i achy, że takie podejście pełne optymizmu i w ogóle (bohaterka, Pani Alicja Gawlikowska – Świerczyńska przeżyła obóz w Ravensbrück) ale dwie oceny znacznie poniżej powszechnych zachwytów bardzo mnie zaintrygowały. Przeczytałam. I powiem Wam, że choć trudno mi oceniać takie książki, no bo jednak jakim prawem, to nie zapałałam sympatią do bohaterki. Przede wszystkim dlatego, że odniosłam wrażenie, że jest to osoba nie do końca siebie świadoma. Określa się wieloma miłymi przymiotnikami a z historii, którą opowiada wyłania się ktoś zupełnie inny, już nie taki wspaniały, idealny i tolerancyjny. Jednym słowem przeszkadzało mi to, że pani Alicja chciała się pokazać od najlepszej strony, która niestety okazywała się jedynie jej wyobrażeniem o niej samej. Prawda była inna. Tak ja to odebrałam. Zastanawia mnie natomiast cały czas, co pan Dariusz Zaborek na to. Czy on też to dostrzegł, czy podszedł do tych opowieści bezkrytycznie. (A może to ja się mylę?) W każdym razie ta książka mnie nie bolała a drażniła.

plaza-za-szafa-polska-kryminalna-b-iext47368772Poza tym przeczytałam prawie całą (bez 10%) książkę Kąckiego „Plaża za szafą”. Nie wiem, czy ja tej książki nie rozumiem, czy co, ale dla mnie to był jakiś rozgrzebany brudnopis. Wielokrotnie po zakończeniu historii zostawałam z pytaniem: no i co? (Po pierwszej opowieści nie zorientowałam się, że to koniec, ale nowe imiona bohaterow nie dawały mi spokoju. Okazało się, że to nie nowe imiona ale nowa sprawa.) Bo nie rozumiem, miałam się zbulwersować? Doszukiwać prawdy? Komuś współczuć? Nie wiem. Głębokości nie znalazłam ani w historiach ani w postaciach. Po rewelacyjnym „Maestro” to był ogromny zawód. Nie chodzi o to, że się znieczuliłam ale ja nie rozumiem, po co to zostało napisane, wydane? Dla mnie nic z tej lektury nie wynikało, równie dobrze można sobie poczytać kronikę policyjną.

Sepiolo_Himalaistki_popr3_500pcxŻeby w tym wszystkim zachować jakąś równowagę podczytywałam „Himalaistki” (już kończę) i ta lektura pomiędzy innymi książkami dobrze mi robiła. (Była zupełnie z innej bajki.) Widać w niej jak na przestrzeni lat zmieniał się himalaizm kobiecy. Jeszcze bardziej myślę sobie, że zawdzięcza wiele Wandzie. Mój stosunek do niej też się bardzo zmienił.  Kiedy czytywałam o niej w młodości (nie, żebym stara była:-)) nie były to zbyt pochlebne opinie i ja też jej nie lubiłam. Dziś rozumiem z czym musiała się mierzyć i mam do niej dużo więcej sympatii (bo szacunek to miałam zawsze).

 

Na koniec się pochwalę, że nakupiłam sobie literatury fińskiej i będę penetrować. Postaram się podzielić wrażeniami, no chyba że znów zboczę z toru i skręcę w zupełnie inną stronę. Dostałam też od Iskier (nie zamawiałam ale dziękuję!) dwie nowości. Jedna z nich to Magda Samozwaniec, „Trzymajmy się” a druga to Paweł Dunin-Wąsowicz – „Dzika biblioteka”. O ile nie jestem fanką Magdaleny (dla mnie to jednak infantylna Magda) i przejrzę jedynie książkę (no chyba że mnie wciągnie to przeczytam) to „Dziką bibliotekę” chętnie zgłębię. Niestety nie wiem kiedy … wciąż tak mało czasu a tyle fajnych książek …

Reklamy

6 thoughts on “Raz na wozie raz pod wozem

  1. Ooo, bardzo mnie zaintrygowałaś opinią o rozmowie z Posmysz, bo ja też słyszałam wyłącznie zachwyty! Ja jeszcze jej nie czytałam, ale jest dość wysoko na mojej liście, ciekawa jestem, jak ją odbiorę 🙂 Książka Asbrink to dla mnie jeden z najlepszych reportaży w ogóle. A Kąckiego właśnie przeczytałam „Białystok” i był świetny, o „Maestro” też słyszałam, że rewelacja, natomiast „Plaża…” właśnie bardzo różnie jest oceniana (też mam i jeszcze nie czytałam). Mam też jego „Lepperiadę”, ciekawa jej jestem.

    1. Halo stop!:-) Posmysz to jest „Królestwo za mgłą”, mam ale jeszcze nie czytałam natomiast również słyszałam dobre opinie. „Króliki” to inna historia.
      Asbrik wszędzie zbiera dobre recenzje, nie powiem, że jestem zachwycona książką bo trudno tak powiedzieć o „Lesie” ale talentem autorki to już tak. Teraz wyszło „1947. Świat zaczyna się teraz”. Będę chciała przeczytać.
      A „Maestro” Kąckiego warto! Ukazało się już „Poznań miasto grzechu” i też mam na liście:-)

      1. O matulu, myślę o jednym, piszę o czymś zupełnie innym! 😀 Dzięki za poprawienie, nie wiem, skąd mi się ta Posmysz wzięła, ale chyba stąd, że ciągle ostatnio widzę jej nazwisko na Instagramie i że też przeszła piekło obozu, i tak mi się te dwie panie zlały w jedną postać… Co do Asbrink, to właśnie jej sposób pisania bardzo mi przypadł do gustu i „1947” też chcę przeczytać, bardzo ciekawy temat. Co do „Poznania” Kąckiego, to opinie są mocno podzielone, ale i tak jestem ciekawa, choć jeszcze nie nabyłam 🙂

        1. mnie się takie pomyłki zdarzają nader często:-)))
          W kwestii „Poznania” przyznam, że jeszcze nie czytałam opinii ale poczułam się zaniepokojona:-)

        2. Ja zarejestrowałam głównie teksty w stylu „nie tego się spodziewałem”, „to nie jest książka o Poznaniu”, „jak ktoś chce wiedzieć, jak się żyje w Poznaniu, to z tej książki się nie dowie”. Wydaje mi się, że wynikają one z innych oczekiwań wobec treści. A przecież podtytuł to „miasto grzechu”, więc można się spodziewać, że będzie o brudach 😉 Tak więc na pewno tej książki nie przekreślam!

        3. o dziękuję za przybliżenie! Kąckiego tez nie przekreślam bo te dwa reportaże, które przeczytałam zrobił świetne i pomyślałam po prostu, że dłuższa forma lepiej mu służy. Po Poznaniu spodziewam się tylko tego, że mi się spodoba:-))) o czymkolwiek będzie

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s