o ksiązkach · Uncategorized

Co robisz w sobotę?

22815353_1760734380604458_700010498712059267_nJak tam weekendzik? Duło, nie?
Ja na swój miałam plan, bardzo dobry plan (właściwie to Magda Danaj mi go ułożyła:-)). Wysłałam chłopaków daleko, daleko i zabrałam się za jego realizację Ostatecznie zrobiłam go na 200%:-) bo pobiegałam, porozciągałam się, posprzątałam, pogotowałam i poczytałam. Nie zdążyłam tylko z ostatnim punktem bo zasnęłam po pierwszym kieliszku nalewki:-)
Pod koniec tygodnia skończyłam „Niksy”. Zaczęło się dobrze potem było słabiej ale doczytałam do końca. Momentami niewiarygodny słowotok, generalnie Pan Hill cierpi na obfitość słowa i niestety negatywne skutki odczuwa przede wszystkim czytelnik. Dużo banału, naiwności, takie jakieś to wszystko wakacyjno plażowe. Mocno średnie. (Na LC coś tam napisałam. Właśnie, zaglądacie czasem na LC? Sugerujecie się opiniami? Ja tak, ale opiniami, nie gwiazdkami.)
Potem miałam się wziąć za najnowszą Strout ale miałam od niedawna na czytniku „Matki” Bennett i jakoś tak wyszło … Bałam się trochę, bo opis książki zachęcał a wiecie jak to jest z opisami… a do tego ja uwielbiam historie międzyludzkie, trudne miłości na linii rodzic dziecko i takie tam. Myślałam (obawiałam się) że będzie banał a nie było, mimo że historia wydawałaby się banalna. W tej prostocie kryły się głębokie uczucia … polecam!
Potem okazało się, że do mojej dyspozycji jest jeszcze niedziela. Chata czysta, kaca brak, dorzucili nam godzinę, pies mnie wyciągnął z wyra wcześnie (6.00 zimowego czasu), co było robić, otworzyłam sobie coś na motywację:-) „4 pustynie” Lewczuka. Czyta się błyskawicznie, ziuu i po książce, całkiem przyjemnie a potem pozostaje uczucie, że jak się chce, naprawdę bardzo chce, to człowiek się zbierze i to zrobi. Nic odkrywczego ale fajnie sobie przypomnieć. Powinnam takie ksiazki czytać przed dużymi biegami…
A! Jeszcze całkiem niedawno przeczytałam „Okruchy dnia” Noblisty i ten tego, ładne ale nic głębokiego. Jakoś mi się wydawało zawsze, że Nobel to powinien coś wnieść w moje życie. Taki np Wit Szostak wniósł i jak chodzę z psem to ciągle myślę o „Wnętrznościach”. Podobnie jak wracam myślami do „Nory Webster”. W mojej pamięci wciąż mieszka „Dziewczyna z poczty”, rany jak ja ją rozumiałam! Tak samo jak czytałam „Mam na imię Lucy” albo „Francuski Testament”, albo „Płaczącą Zuzannę”… Czasem czyta się takie ksiazki i ma się wrażenie, że ktoś z równoległego wymiaru, jakiś Ty z zewnątrz, widzi Cię jak na dłoni i wszystko wie. Co było, co jest, co będzie i wysyła Ci wiadomość. I to nie jest instrukcja, plan działania ani wróżba z Tarota. Ta wiadomość to Twoje życie, o którym nikomu nie mówisz, bo czasem sam sobie nie zdajesz z niego sprawy. Ale czytasz, oszołomiony, zadziwiony a potem czujesz jakbyś wypełnił w sobie jakąś lukę. To nie muszą być książki z top listy (najczęściej nie są) ale muszą pasować do Twojego braku…
Założę się, że macie takie książki …

Reklamy

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s