lit. polska · o miłości · o wnętrznościach · o świecie

Wróżenie z wnętrzności – „Wróż” Szostak

wrozenie-z-wnetrznosci-b-iext35864581To, co mnie najbardziej uderzyło we „Wróżeniu z wnętrzności” to fragment o Marcie i Sarze. O bogini Marcie i bogini Sarze i o ich szwach na styku między światami wewnętrznym i zewnętrznym. Ja wiem, że tam jest Mateusz i Błażej i każdy z nich wybrał własną drogę ucieczki (jeszcze ojciec, nie zapominajmy o ojcu!) i mogłabym polemizować z ich wyborami, gdzieś tam się zachwycić a gdzieś tam prychnąć z delikatną pogardą. Mogłabym mówić o pustce świata i tzw sukcesów o ich jednowymiarowości a zarazem bezsensie ale myślę, że większość czytelników zrobiła to za mnie. To, co ja wyniosę z tej książki to Sara, piękna bogini Sara tak wspaniale ignorująca swój obraz:

„Sara leży i jest jeszcze jasna, a ja patrzę i wiem, że niczego nie kradnę. Bo piękno Sary nie należy do nikogo, jest niczyje i nawet Sara go nie posiada. Sara jest piękna pięknem innym niż piękno Marty, Marta jest twarda, a Sara krucha, i Sara nie posiada swego piękna. Posiadała je, kiedy pozostawało zakryte, a teraz odrzuciła chusty i galabije i pozwala słońcu się dotykać, pozwala skórze pocić się, różowić i złocić. Sara nie posiada piękna, bo nigdy nie uważała się za piękną, jej piękno jest na zewnątrz niej i nie przeszkadzają mu szwy i blizny. Sara jest obok siebie, jakby mówiła, to nie ja leżę nago, tylko jakaś inna, śmiała i świadoma swego piękna kobieta. Tak musi myśleć Sara, choć głośno nie mówi tych myśli i pozwala światu wierzyć w inną opowieść o sobie samej.”

Po tym fragmencie miałam największe ciary. Nie mogę wytłumaczyć dlaczego:-)

Ale mogę powiedzieć, że jestem turystą w podroży po obu światach, że je zwiedzam, porównuję, żenię i rozwodzę, dlatego nie potrzebowałam wyjaśnień, kiedy Błażej przestał mówić. U Szostaka jest dużo nienamacalnej przestrzeni, nie nazwałabym jej niedomówieniami, w ogóle bym jej nie nazywała 🙂 Natomiast mam gdzieś przeczucie, że tą przestrzeń zapełnia czytelnik własnym doświadczeniem, przeszłością, wnętrznościami, z których może sobie powróżyć. Sam dla siebie rozwiązać rebus i wygrać milion. Żyjmy tak, żebyśmy nie musieli uciekać …

Mimo tego wymądrzania się tu powyżej, myślę, że jeszcze wielu rzeczy nie wyciągnęłam z Szostaka, że one tam się czają trochę jak ten Błażej, milczące, spokojne i czekają, bo wiedzą, że w końcu do nich dotrę. Dotrę. Wygram i ja ale na razie zachwycam się Sarą.

To druga po „Oberkach” książka Wita Szostaka, z którą miałam ogromną przyjemność spędzić czas. Jeśli mierzi Was wszechobecna komercja, „wspaniali, wielcy i nagradzani autorzy”, których koniecznie musicie przeczytać a potem w kąciku przeżywacie rozczarowanie, to sięgnijcie po Szostaka. Jeśli ktokolwiek się zawiedzie, może przyjść dać mi w zęby. Nie uchylę się.

Reklamy