biografie · historia literatury · Iskry · kultura · lit. polska · malarstwo · Młoda Polska · o sztuce

Wyspiański. Dopóki starczy życia – M. Śliwińska

wyspiaski-dopoki-starczy-zyciaWyspiański nie jest moim konikiem ale gdy zobaczyłam kto jest autorem biografii, nie wahałam się ani chwili, żeby sięgnąć po książkę. Po fantastycznym debiucie Moniki Śliwińskiej ( „Muzy Młodej Polski”), wzięłabym nawet książkę telefoniczną, gdyby tylko była jej autorstwa. I wcale nie przesadzam.
Śliwińska oprócz pracowitości, rzetelności i znajomości tematu ma jeszcze talent. I nie jest to tylko talent do układania ładnych, zgrabnych zdań, które mogą się spodobać. To, co mnie urzeka, co mnie zachwyca, to dar wskrzeszania ludzi, miejsc i rzeczy. Pisałam o tym chyba przy okazji sióstr Pareńskich i teraz czytając „Wyspiańskiego” tylko utwierdzam się w przekonaniu.
Jej bezpretensjonalny styl, bez zbędnych ozdobników jest istnym wehikułem czasu. Czytając biografię Wyspiańskiego czasem łapałam się na tym, że miałam ochotę skrobnąć do bohatera maila o tym, że go podziwiam, choć nie zawsze rozumiem…
Bez stawiania na piedestale, bez szlifowania kantów i strzepywania pyłku z płaszcza. Bez emfazy, przejęcia i pustego podziwu, Śliwińska przywraca do życia postać, jakbyśmy to dziś powiedzieli trendsettera, geniusza (na szczęście, bo tylko geniusz mógł być tak konsekwentny … albo uparty), którego obserwujemy, podziwiamy (bądź nie) rozumiemy (lub nie), ale z którym współodczuwamy …
Nie będę oczywiście nic mówić o Wyspiańskim, jak żył, jaki był, co czuł… O tym wszystkim poczytacie w książce. Mogę natomiast zaznaczyć, że o ile „Muzy Młodej Polski” zarekomendowałabym absolutnie wszystkim o tyle „Wyspiańskiego” już nie koniecznie.
„Muzy” to był obraz nie tylko ludzi (nie jednego człowieka, ludzi) ale też epoki. Czytało się to trochę jak powieść ( bardzo dobrą, pewnie dlatego, że życie ją napisało), nawet kiedy w czytelniku nie było zainteresowania konkretną epoką literacką ani ludźmi którzy ją tworzyli.
Z „Wyspiańskim” jest inaczej. Autorka często odwołuje się do tekstów źródłowych i dzieli się nimi z czytelnikiem. Mamy więc listy, recenzje, artykuły z prasy a wszystko to piękną polszczyzną sprzed 100 lat. (Jaka kultura w listach! Ile szacunku!) To może wybijać z rytmu ale też niezaprzeczalnie tworzy klimat. Przyznam, że początkowo czytałam po kilkanaście stron ( w drodze do/z pracy) i miałam problem, żeby dać się ponieść lekturze, czułam że wszystko jest jak trzeba ale coś nie iskrzy. W końcu przysiadłam do książki na dłużej i to było to! Zalecam więc wygospodarowanie sobie więcej czasu, żeby przenieść się do Krakowa z przełomu XIX i XXw i poczuć tamtą atmosferę. Będziecie oczarowani.
Absolutnie nie chce powiedzieć, że to książka dla wybranych, ale miejcie na uwadze, że skupia się ona na człowieku (wybranym, a jakże!) geniuszu, niejednokrotnie niezrozumianym we własnych czasach (w naszych chyba tez, prawda?). Autorka nie fabularyzuje prawdy, nie uwypukla skandali, nie szuka sensacji, po prostu umawia się z nami na spotkanie przy kawie i przyprowadza ze sobą człowieka, Wyspiańskiego, i to Wy musicie chcieć go poznać. Ja Wam powiem tylko, że warto.

Reklamy