lit. polska · społeczeństwo · tożsamość · Wsi spokojna wsi wesoła · wspomnienia · Zainspirowana książką

„Po trochu” W Gogola – refleksje okołksiążkowe

po-trochu-9788365595515„Nie wiem, jak to jest, ale niektórzy widzą coś, czego nie powinno być, a inni nie. Tak jest z czarownicą i mustangami w Olszynach. Niektórzy je widzą, inni nie. Nie wiem dlaczego.”
„Po trochu” Weronika Gogola
Niby takie proste, niby oczywiste, żadne tam odkrycie na miarę Kolumba ale jak zmienia perspektywę taka świadomość osobnego kontynentu. Tego oddzielonego przez morze. Ta woda pomiędzy kwestionuje wszystko, zanurzcie się w niej czasem a sami się przekonacie. Osobiście bardzo lubię krainy pomiędzy, choć turystycznie są prawdziwym wyzwaniem. Za to przy wyjściu na drugi brzeg można dojrzeć inną stronę rzeczy i tym samym nabierają one pełnego kształtu. Tak to wszystko kwestia mustangów. I czarownic.

Pamiętam, kiedy w czasach liceum jeździliśmy na plenery klasowe (tak, miałam być artystką, tylko po drodze się okazało , że pewnych, fundamentalnych przymiotów mi brakuje), rozkładałam sztalugi gdzieś w polu/lesie szukając sobie kadru, który skradnę na moje płótno. To szukanie nigdy nie trwało zbyt długo, przecież wszędzie jest pięknie. Zazwyczaj było nas kilka, rozsiadałyśmy się w niedalekich odległościach od siebie, wyciągałyśmy pędzle, farby i palety i zaczynałyśmy malowanie… I pamiętam, że im dłużej przyglądałam się swojemu obrazkowi, temu w naturze, tym więcej dostrzegałam w nim kolorów. I że z czasem musiałam coraz więcej mieszać ze sobą barw aby choć odrobinę zbliżyć się do tej, którą widzę. I gdy mi się zdawało, że jestem już blisko, to wszystko się wymykało. I nie była to tylko kwestia światła. Denerwowała mnie trochę ta niemoc, ale i bawiła. Natomiast efekt finalny potrafił zaskakiwać. Kiedy odstawiałam „obraz” na kilka dni i potem wracałam do niego, nie mogłam uwierzyć skąd ja wzięłam te wszystkie kolory …
Z tymi mustangami jest podobnie. Czasem wystarczy popatrzeć chwilę dłużej, odrobinę dokładniej, czasem ciut przymrużyć oczy i otworzyć się tam w środku na rzeczy niemożliwe, te, o których uczą nas, że są tylko w bajkach.

Gogola jest młodsza ode mnie 12 lat, dorastała już w trochę innej rzeczywistości, w mojej nie było kucyków pony, ale o grzaniu stóp w odchodach krowy słyszałam tylko od dziadków, którzy pół życia spędzili na wsi. Nie ukrywam, że czasami miałam wrażenie, ze Pani Autorka tu i ówdzie koloryzuje, bo kiedy pisała o ewentualnych wizytach DDTVN to policzyłam, że TVN jeszcze wtedy nie było, ale mogę się mylić, nigdy nie byłam dobra w rachunkach i nie dlatego, że jestem humanistką tylko dlatego, że mi się nie chce nad tym zawieszać, po prostu. Poza tym, nie jest to takie istotne, nawet jeśli trochę ubarwia. Wyszło już tyle retrospekcji o PRLu, dzieciństwie, cudownych latach itp., że trzeba to jakoś posegregować. Może być podług fantazji. I serio nie zżymam się. Wolę poczytać kogoś, kto widzi NA SERIO czarownice i mustangi, bo to mi daje jakieś poczucie istnienia i jakąś namacalność tej prawdy, którą i ja wyznaję, tej widzianej trochę z innego kąta, ale wcale nie mniej wartościowej niż stawiać pomniki na stacjach przeszłości, na które nikt by nie zwrócił uwagi, gdyby nie ten pomnik właśnie… Poza tym czymże jest czas dla kogoś, kto był na Tralfamadorii …

Nie wcale nie umarłam z zachwytu, podobnie jak nie klękałam przed „Gugułami” Grzegorzewskiej. Już z ostatnio czytanych najbardziej podobało mi się „Dwanaście srok za ogon”. Ale są książki, gdzie czasem podczas czytania, między kartkami, przemknie mi taki mustang właśnie. I nie wiem, czy tylko go „sobie zobaczyłam”, czy mi go wysłał autor.

Reklamy

3 thoughts on “„Po trochu” W Gogola – refleksje okołksiążkowe

  1. Przeczytałam „Po trochu” kilka dni temu i bardzo mi sie spodobała. Jest taka „swojska” i lekko napisana. Przyznam też, że mnie trochę zainspirowała by wrócić do pisania i pomysłu na książkę sprzed wielu lat. Z tym, że teraz zmodyfikowanego pod wpływem Gogoli.

    1. Fajnie jak książki inspirują, osobiscie lubię ale tych powrotow do dzieciństwa i radosnej eksploracji własnego zyciorysu jest imho za dużo dlatego mój entuzjazm w stosunku do Gogoli jest umiarkowany … to ksiazka chyba bardziej potrzebna jej niz nam. Takie jest moje zdanie

Możliwość komentowania jest wyłączona.