LC · lit.irlandzka · lubimyczytac · recenzje · społeczeństwo · tożsamość

Nora Webster – Colm Tóibín

592766-352x500Jeśli ktoś jest fanem Tóibína jak ja albo bacznie śledzi nowości, mniej więcej orientuje się, co może mu zaoferować „Nora Webster”. Myślę, że wielbicieli autora „Mistrza” czy „Brooklynu”, nie trzeba nawet specjalnie namawiać do lektury, a ja mogę bez ogródek, zapewnić, że nie będą zawiedzeni.

Tym samym chciałabym przekonać i zachęcić do sięgnięcia po „Norę” wszystkich, których książka nęci ale wciąż, się wahają i tych, którzy Tóibína nigdy nie czytali. Warto, to naprawdę dobra rzecz!

Nora, tytułowa bohaterka, ma czwórkę dzieci , które jeszcze do niedawna wychowywała z kochającym mężem. Wraz z jego odejściem, wszystko uległo zmianie. I wcale nie chodzi tylko o to, że odtąd utrzymanie rodziny w każdym jej aspekcie, spoczywa na jej barkach. To, co obserwujemy strona po stronie, dzień po dniu, to próba poradzenia sobie ze stratą, oswojenie pustki ale też odnalezienie siebie.

Nora jest wyważoną osobą, powściągliwą, rzadko daje upust emocjom, co nie znaczy, że ich nie ma. Ale nie histeryzuje, nie rozpacza zapominając o świecie i dzieciach i nie krzyczy: dlaczego?! Tej charakterystyki nie przepisałam z kart stron, autor opisując codzienność wdowy, jej wahania przemyślenia, rozterki, pozwala czytelnikowi na samodzielne wyciąganie wniosków i ocenę bohaterów. Przyznam, że byłam pełna podziwu, obserwując jak młoda wdowa stopniowo przejmuje na siebie obowiązki drugiego rodzica, jak radzi sobie z każdym dniem, jak martwi się o córki, jak bacznie obserwuje swoich synów, starając się ze wszystkich sił, by niczego im nie zabrakło, nawet jeśli pewnych osób, rzeczy nie da się zastąpić. To nie był heroizm z zaciśniętymi zębami i płaczem co noc. Nora nieustannie ujmowała mnie rozsądkiem, determinacją i mądrą matczyną miłością.

Ale pani Webster jest też człowiekiem, kobietą, świadomą, inteligentną, z marzeniami i pragnieniami i choć myśli o sobie na końcu, to jednak (na całe szczęście) pozwala sobie na bycie kimś osobnym, indywidualnym, niezależnym. Na bycie nie tylko matką czy żoną jak wcześniej ale właśnie człowiekiem, który sam o sobie decyduje. I tą drogę do odkrywania siebie też mamy okazje obserwować.

U Tóibína niezmiennie urzeka mnie narracja. Nie wiem, czy to dlatego, że przed laty moją pierwszą lekturą jego autorstwa był „Mistrz” (biografia Henry’ego Jamesa – gorąco polecam), dostrzegam w jego książkach styl i postrzeganie świata właściwego dla autora „Portretu damy”. Jest koronkowo, detalicznie, z najdrobniejszymi półcieniami, z których wyłania się naprawdę niezwykły, precyzyjny, ale i przestrzenny obraz. Pozornie nic nieznaczące sceny czy wydarzenia są skrupulatnie opisane i nierzadko wydaje się, że nie zmierzają do żadnej puenty, że nic z nich nie wynika i w zasadzie można by śmiało sobie je darować. Nic bardziej mylnego! Wystarczy tylko zmrużyć oczy, by zrozumieć jak z tych pozornie niepotrzebnych fragmentów składa się życie, któremu przecież nie bark sensu. To zadanie dla nas, czytelników.

Być może moi rówieśnicy pamiętają jak swojego czasu w szkołach „był szał” na obrazki 3D. Trzeba było długo i w skupieniu wpatrywać się w kartkę, która na pierwszy rzut oka wyglądała jak wielobarwna (lekko psychodeliczna) tapeta, aby po chwili zobaczyć wyłaniający się z niej przedmiot. Podobnie jest z „Norą Webster”, gdy ogarnie się umysłem całość, nie tylko treść książki ale i życie jako takie, otworzy się na nieznane, książka wyda nam się czymś niezwykłym, boleśnie prawdziwym i osobistym. Nie sposób pominąć jeszcze muzyki, która w życiu bohaterki zaczyna odgrywać niezwykle ważną rolę i warto po niektóre utwory sięgnąć, ponieważ są one nie mniej istotne niż treść książki.

Nora była jedną z tych bohaterek, z którymi się zaprzyjaźniamy i za którymi tęsknimy wraz z przeczytaniem ostatniego zdania. Przyznam, że choć czasem musiałam odłożyć lekturę, bo zbytnio pozwalałam dać się ponieść emocjom i zapominałam, że to „tylko” książka, kiedy dotarłam do końca zrobiło mi się niezwykle przykro. Zupełnie jakby ktoś bardzo mi bliski mnie opuścił.

Colm Tóibín ma na swoim koncie jeszcze kilka powieści, które nie zostały przetłumaczone na język polski. Liczę, że to się szybko zmieni i pozwoli mi zapomnieć o tęsknocie za Norą.

Recenzja ukazała się na portalu www.lubimyczytac.pl

potyczki z pamięcią

Reklamy

6 thoughts on “Nora Webster – Colm Tóibín

  1. Och, jak miło przeczytać taką recenzję! Miałam bardzo podobne odczucia podczas czytania tej książki, i po jej zakończeniu. Lubię Toibina, jego styl bardzo do mnie przemawia 🙂

    1. Fajnie znaleźć w sieci miłośników Toibina:-) Ja odnoszę wrażenie, że ta książka ma wiele płaszczyzn i jest w niej tyle przyczynków do dyskusji i … do zachwytów. Trudno mi się było z nią rozstawać.
      Ile trzeba wnikliwości i jak dobrze trzeba znać kobiety, żeby tak świetnie sportretować Norę!

      1. Tak, Toibin potrafi wspaniale pisać o kobietach! I masz rację, że to wielopłaszczyznowa książka, którą trzeba czytać powoli i uważnie. Chyba muszę ją jeszcze raz przeczytać! 🙂

        1. ja tez nie wykluczam ponownej lektury ale nie wiem czy na Twoim miejscu nie rzuciłabym się na inne powieści. Dla mnie angielski to wciąż bariera ale rozważam zakup książek en français:-)

        2. Ja się ciągle rzucam na nowe powieści, ale stos „do przeczytania” mimo wszystko nigdy nie maleje, a wręcz przeciwnie – rośnie! 😀 A jest jednak tyle książek do których chciałabym wrócić, tylko kiedy… Po angielsku czytam od dawna (jestem po filologii angielskiej), ale ostatnio też zaczynam przygodę z książkami po francusku. Póki co przeczytałam dwa reportaże o Rwandzie (które już kiedyś czytałam po polsku) i to był chyba dobry start, bo jednak język reportażu a powieści jest zupełnie inny (szczególnie ten nieszczęsny passé simple mnie trochę wkurza, a w tych dwóch książkach praktycznie nie występował 😉 ).

  2. oooo ja mam podobnie, chorobliwie nabywam książki, czytam, kiedy mogę ale i tak stosy wciąż rosną. Myślę sobie, że do końca życia nie przeczytam tego, co już mam a przecież cały czas dokupuję!
    Ja passe simple bardzo lubię szczególnie w klasycznych powieściach:-) sprawia że czuję się trochę jak te damy o których czytam:-))) przyznam, że reportaży po francusku nie czytałam i to mogłoby być ciekawe.
    Widziałam że prowadzisz blog po angielsku, stąd wniosek, że możesz mieć dostęp do większych zasobów niż nasze ojczyste:-) ja sie uczyłam tyle lat, ze w końcu odpuściłam i poszłam na hiszpański:-)))

Możliwość komentowania jest wyłączona.