Claroscuro · Francja · kryminał · lit. francuska · społeczeństwo

Arab Jazz – Karim Miské

Okładka Miské Arab Jazz 960 fbNiektóre książki po przeczytaniu, odkłada się na półkę ale trudno odłożyć je na półkę w głowie. One gdzieś tam przez jakiś czas zostają w nas, wciąż otwarte. A nie opowiada się przecież o zdarzeniach, które jeszcze się nie skończyły …

Być może wyda Wam się nieco zabawne, że uderzam w takie tony pisząc o kryminale, ale jak już rozpowszechniałam plotkę wszem i wobec, to nie jest taki zwykły kryminał. Arab Jazz Karima Miské to w pewnym sensie raczej książka obyczajowa. Może nie koniecznie obyczajowa z wątkiem kryminalnym w tle, bo on zdecydowanie nie jest marginalizowany. Stosunki międzykulturowe w paryskiej dziewiętnastce w niczym nie ustępują zbrodni i zdecydowanie nie są takim zwykłym landszafcikiem, czy po prostu mocno wyeksploatowaną kotarą, na której szpilkami przywiesza się prowizorycznie akcję. Mocowanie jest solidne a „krajobraz” wspaniale współgra z działaniem.
U Miské w każdym opisie, niezależnie czy chodzi o dzielnicę, akcję czy bohatera jest autentyczność i prawda. To jest ten sposób przedstawienia miejsca, który nas do niego przenosi i ten sposób prezentacji bohatera, który sprawia,  że można się bez trudu w nim zadurzyć (lub zaprzyjaźnić), jeśli tylko poczujemy, że nadajemy na tych samych falach. (Książkowe świry mnie zrozumieją.)
Zastanawiałam się skąd się bierze taki efekt, bo przyznam, że nieczęsto trafiam na książki, w których czuję się co najmniej naocznym świadkiem; zupełnie jakbym wyglądała przez okno i obserwowała z narastającym przerażeniem, co się dzieje z synem mojej dobrej sąsiadki, na którego zobowiązałam się rzucić okiem podczas jej nieobecności (Ahmed wyzwalał u mnie instynkty opiekuńcze).  W takich książkach mniej liczy się, o czym są a bardziej czym są i kim ja się staję (na czas lektury), dokąd się udaję, gdzie przebywam. (Podobne uczucie miałam podczas lektury Brody zalanej krwią Galery.)
Myślę, że to może być, oprócz niewątpliwego talentu, kwestia narracji, która nie jest prowadzona z dystansem, z pozycji wszystkowiedzącego narratora. Czytelnik ma wrażenie, że wszyscy: on sam, bohaterowie i narrator dowiadują się o poszczególnych faktach w tym samym czasie. I chyba to postawienie nas na równi z tak ważnymi elementami powieści, daje poczucie uczestnictwa w opowiadanej historii.

Myślę sobie też, że abstrahując od autora, osobą współodpowiedzialną za te wszystkie ochy i achy jest tłumacz. Nie udało mi się dotrzeć do oryginału więc nie mam porównania (a nawet gdybym dotarła, to też jakiś wielkich kompetencji nie posiadam, żeby się powymądrzać) ale jestem przekonana, że Pani Gabriela Hałat tej książki nie zepsuła. Przecież fakt, że czyta się ją tak dobrze, jakby samemu brało się udział w akcji chyba o czymś świadczy, prawda?

Nie chciałabym pisać o tej książce więcej, raz, ponieważ jeszcze jej w sobie nie zamknęłam a dwa, że jest to powieść tak kompletna, tak cała, że cokolwiek bym nie dodała, nie dorzuciła, będzie zarówno nie tak, jak i za dużo. To nie jest arcydzieło, nie odkryjecie nieznanych zakamarków swojej duszy ani nie zmieni się Wam światopogląd. To jest po prostu świetnie napisana rzecz, a jak na debiut to już w ogóle chapeau bas. To  czytając właśnie takie książki zaczynam rozumieć pragnienie i potrzebę powrotu do raz przeczytanej lektury.
I jeszcze jedno, w The Guardian napisano, że Arab Jazz jest jedyny w swoim rodzaju tak jak Pulp Fiction jest filmem osobnym. Pełna zgoda ale kiedy tak myślę o powieści Miské, to bardziej ją widzę w rękach braci Cohen niż Quentina Tarantino.
Tak czy siak warto przeczytać. Nie zakochałam się co prawda w Ahmedzie ale za nim tęsknię. Bardzo.

Reklamy