Uncategorized

Przegląd – Hiszpania

Kiedy zaczynałam się uczyć hiszpańskiego, myślałam, że spełniam jedynie marzenie sprzed prawie 20 lat. Okazało się, że to coś znacznie więcej niż zwykłe pragnienie, bo ja już myślę o tym, jaki język będzie następny na tapecie! Na celowniku miałam rosyjski – chciałam wrócić, łacinę, która mnie fascynuje a w domu sama jakoś nie mogę się zmobilizować a ostatnio rozważam poważnie rumuński – zostając już w kręgu języków romańskich i uwaga, węgierski – terra incognita! I czuje się, jakbym sobie wybierała kierunek na dłuższe wakacje – jestem mega podekscytowana!

No ale żeby nie zaczynać miliona rzeczy na raz i żadnej nie skończyć, skupiam się na razie na tym co nadal przynosi mi radość i co dopiero zaczynam odkrywać. Z nauki słówek przenoszę się na przestrzenie między nimi, które pomogą mi zarówno budować zdania jak i rozumieć, co się do mnie mówi. To odkrywanie niewidzialnych połączeń i struktury półek, z których ściąga się obce słowa jest bardzo ekscytujące. Tym samym chciałam się podzielić (tak, zmierzam już do brzegu) wrażeniami po niezwykle ciekawej książce Aleksandry Lipczak – „Ludzie z Placu Słońca”. W kwestii Hiszpanii jestem całkowitą ignorantką, choć pamiętam moment kryzysu na początku wieku …

57c881-ludzie-z-placu-sloncaPoczątkowo, lekko oszołomiona po Brygidzie Helbig („Inna od siebie”) nie bardzo mogłam wejść w zupełnie odmienną konwencję języka, ale gdy zaskoczyło, chłonęłam tak, że przejechałam swoją stacje WKDką i musiałam dymać z powrotem na piechotę. Ale warto było. To Hiszpania inna niż ta na folderach z biur wakacyjnych. Jest trochę tak, jakbyście z reprezentacyjnej ulicy skręcili już nawet nie w te mniejsze na tyłach splendoru, ale weszli do domu mieszkańców. I tam jecie z ich miseczki i śpicie w ich łóżeczku. Polecam. Ja, dyletantka byłam zachwycona ale myślę też, że wielbiciele tego słonecznego kawałka Europy nie pogardzą.

Dziś rano wsiadając do kolejki rozważałam, za co by się tu złapać w przerwie miedzy dynastią Romanowów („Romanowowie 1613-1918” – Montefiore) (jestem w połowie i chyba muszę odpocząć, choć nie ukrywam, lektura fascynująca mimo zastrzeżeń do formy) a „Lśnij morze Edenu”  – Andrés Ibáñez (czytam lsnij-morze-edenu-b-iext48717873do poduszki przed snem, więc po kawałku, ale pierwsze skojarzenie jakie mi przyszło do głowy, to remake „Władcy much”. Nie pomyliłam się zbytnio, z okładki można wyczytać to samo:-). Enyłej wciąga, styl wydaje się trochę przegadany ale właśnie poczułam, że zamienia się w bluszcz, który zręcznie oplata umysł i go obrasta. Ciągnie mnie do tej książki od momentu, kiedy ją odkładam, ale nie chcę ferować wyroków, bo mam za sobą zaledwie 50 stron a jest ponad 800!)
No więc wsiadając do tej WKDki rozważałam między „Pixelem” ( „Pixel. Tekst ciała” Krisztiny Toth) a niewiadomoco. „Pixel”, bo kupiłam wczoraj polecane przez kogoś „Linie kodu kreskowego” a koleżanka uświadomiła mi, że to przecież autorka „od Pixeli” no i nie www.rebis.com.pltrzeba było więcej. Wbrew wszystkiemu jednak wybrałam niewiadomoco, ponieważ na liście tytułów na czytniku pojawiła się przed Pixelami „Zima w Lizbonie”. Kliknęłam tak o i dojechałam do pracy. Będzie poezja czuję to!

 

Chciałam dwa zdania a wyszło dwieście. Nie umiem być zwięzła. Kiedy ma się w słowniku dużo słów, człowiek niedoświadczony ma ochotę użyć wszystkich na raz, zapominając o estetyce i złotej zasadzie umiaru i równowagi. Cóż anim złota, ani umiarkowana, ani harmonijna. Dlatego jest jak jest:-) Czasem co prawda myślę, że większość  słów w moich tekstach jest niczym durnostojki w niektórych domach ale pocieszam się, że są ludzie, którzy o takich pomieszczeniach mówią – przytulne 😛

Reklamy

2 thoughts on “Przegląd – Hiszpania

Możliwość komentowania jest wyłączona.