Uncategorized

I po majówce

large_dsdddOstatni dzień majówki przeznaczyłam na lenistwo. Dziś zamierzam nic. Ta błogość rozlewa się przede mną niczym wiosenna łąka, po której zaraz będę brykać. Nie, dziś nie ma jutra, zdecydowanie, a czas sączy się kropelka po kropelce i stopniowo nawilża świadomość. Bardzo mi tego brakowało.
Wobec powyższego dzień zaczęłam jak zawsze od spaceru z psem a potem szybciutko sprawdziłam promocje na upolujebooka i oczywiście zalando, bo może w moim schowku coś znacznie się wypromowało?
Wyszło tak, że dziś ubrałam się w książki:-) nabyłam:
„Fabrykę absolutu” – Capka
„Felix Austrię” – Andruchowycz
„Fałszerzy Pieprzu” – Sznajderman
„Życie to za mało” – Michalewicz
a wczoraj jeszcze na allegro „Wizytę starszej pani”(Durrenmatt), bo nie ma to jak klasyka I poczułam się jakaś taka … spełniona:-)
Od razu zabrałam się za „Felix Austrię” choć już otwierałam „Inną od siebie” Helbig („Niebko” było bardzo obiecujące!). To od razu to może jednak lekkie nadużycie, bo z godzinę zastanawiałam się, co wybrać, tyle tytułów mnie kusi. I co ważniejsze wszystkie mam w domu! Czyżbym była w raju?
W zasadzie to zmierzam w zupełnie inną stronę, ale już tak mam, że moja logika to ciąg osobnych, niezwiązanych ze sobą myśli. Nikt oprócz mnie nie widzi między nimi związku przyczynowo skutkowego. Nijak się nie kleję.
Skończyłam „Wróżbę’ Pleijel i to do tego cały czas zmierzam. Literatura skandynawska ma swój język (nie mam na myśli kryminałów, przeczytałam chyba tylko trylogię Larssona). Trudno mi się w nim zadomowić może, ale czasami umiem włożyć buty bohaterek i one mnie nigdzie nie uciskają, nawet gdy czuję, że są nie moje. Tym razem było inaczej, choć szczerze mówiąc nie umiem powiedzieć jak inaczej. Dużo zdań mi pasowało, rozkładałam je przed sobą i kiwałam głową pełną empatii, ale te zdania nie były na wyciągniecie ręki, nie dźgały w serce. To nie chłód spowodował ten dystans. Nie wiem czy to język? Ale on też nie był jakiś wyzuty z emocji i pełen faktów, pod powierzchnią których wrzą wulkany (co się zdarza). Te historie, uczucia były moje i tak bardzo obce jednocześnie, tak ode mnie oderwane, choć niejedno zdanie mogłabym napisać sama. Nie umiem powiedzieć, co nie tak jest ze mną czy z książką, że ta opowieść była typu: ktoś komuś opowiedział, że ktoś znał kogoś, kto… Tak strasznie dalekie to było, jak kry dryfujące po morzach Antarktydy. Nie mniej, gdy wracam myślami do treści, wiem, że przeczytałam coś dobrego.
Tego uczucia obcości i oddalenia nie miałam, gdy czytałam Wassmo (cokolwiek) czy Undset i szczerze mówiąc męczy mnie to, czego określić nie potrafię … może kiedyś znajdę na to słowa?
A tymczasem dość gadania, wracam do książek. Udanej leniwej środy!

Advertisements