biografie · lit. francuska · lit. włoska · o czasie · o miłości · podróże · społeczeństwo

Jak Tony Halik ominął Pustynię Tatarów

Nie wiem, jak tam u Was ale ja Świąt nie lubię. Żadnych. Bo jakoś od wielu lat to nie jest czas, gdzie w końcu coś mogę tylko nieustannie jeszcze bardziej muszę. Bardziej niż na co dzień. Od lat już odmawiam świątecznych porządków eufemistycznie nazwanych wiosennymi. O myciu okien nie wspominam. Pewnie łatwo mi mówić, bo święta nie są u mnie, ale jak były, to też nie szalałam (no z zakupami to i owszem). No generalnie im szał większy tym moja niechęć narasta, tym bardziej, że ja mam milion lepszych pomysłów na wykorzystanie dodatkowego dnia wolnego niż siedzenie za stołem. A z rodziną wolę się spotykać poza tym szałem, jakoś mniej nerwowo jest:-)

No dobra bo się robi narzekalnia:-)

Skończyłam Pustynię Tatarów (D. Buzzati). To brzmi jak wyczyn a książeczka jakby tak usiąść, to na wieczór maksymalnie dwa. Bo i pięknie napisana i objętościowo nie przytłacza. Trochę bez sensu wydaje mi się analizować tutaj treść, ponieważ gdziekolwiek nie wpiszecie tytułu, wyskoczy Wam wszystko, co chcecie wiedzieć. A przede wszystkim to, że to książka o życiu w poczekalni i nieustającej nadziei, którą czekanie utrzymuje przy życiu. Treść bardzo uniwersalna i wiecznie żywa, ponieważ bardzo często na wielu płaszczyznach poddajemy się losowi mylnie ufając w przygody zapisane w gwiazdach. (i w te duże i w te małe) Nic z tego, jak dupy nie ruszysz, to prześpisz życie. Nic wielkiego może ale pięknie napisane i serio zmusza do refleksji nawet jak człowiek jest tego wszystkiego świadom.

Jednocześnie dla odmiany zapuściłam się w zarośla i chaszcze z Tonym Halikiem. (tak patrzę teraz w jak wielkiej opozycji były obie książki!) Moim równolatkom i starszym nie trzeba niczego tłumaczyć. Napis: Tu byłem. Tony Halik. widziałam w setkach najdziwniejszych miejsc w Polsce a teraz mam w domu, zebrane te wszystkie (autentyczne) miejsca do kupy, oprawione w okładkę. „Pieprz i wanilię” oglądałam bardzo często i uwielbiałam, więc cokolwiek o tej książce by napisano i tak bym kupiła. Tymczasem opinie na LC są dobre a i ja się do nich przychylam. Owszem Wlazły dociera do mało chlubnych faktów ale co z tego? Podaje je z ogromnym taktem, bez oceny, moralizowania czy taniej sensacji. Tony do końca pozostał w moich oczach Superhero i nie przestałam go uwielbiać. Cieszę się, że Pani Dzikowska nie odmówiła współpracy przy książce i trochę szkoda, że nie było jej tam więcej ale tak wiem, to przecież była książka o Haliku.

A na tapecie Flaubert! Czytam Emmę po raz trzeci i kurcze powiem Wam, że dopiero teraz dostrzegłam błyskotliwą ironię autora. Niby pisze poważnie, niby na serio, (pamiętam, gdy czytałam pierwszy raz byłam wielce przejęta), a uśmiecham się pod nosem. Ile lat musiałam do tego dojrzewać?! I tak, prawda, wcześniej czytałam trochę z musu ale nie bez przyjemności, teraz czytam bez musu dla samej przyjemności i się delektuję. Do lektury Pani Bovary zachęciły mnie fajne dziewczyny o tu. Jeszcze nie jest za późno, by dołączyć.

Nie wiem, co będę czytać jak skończę z Emmą, co chwilę mam pomysł na coś innego. I fajne jest to, że nie wiem, co wylosuję finalnie. Na pewno będę się dobrze bawić.

Advertisements

2 thoughts on “Jak Tony Halik ominął Pustynię Tatarów

  1. Mam książkę o Tonym i dobrze, że ci się podoba, bo nie chciałam się rozczarować. Za bardzo go lubiłam. Zabieram się za czytanie

    1. Czytaj bez obaw! Nie mogę zagwarantować że i Tobie się spodoba ale mnie podobała się bardzo. Podobnie jak Ty cenię sobie zarówno Pana Halika jak i Panią Dzikowską, a po lekturze moje uczucia tylko się umocniły:-)

Możliwość komentowania jest wyłączona.