lit amerykańska · lit. francuska · lit. norweska · lit. podróznicza · lit. polska · o ksiązkach · społeczeństwo · trudne dzieciństwo

post zbiorczy ale nie na odwal się

Zaniedbuję strasznie bloga i co gorsza, nic nie wskazuje na to, aby w najbliższym czasie miała nadejść zmiana. Nie przestałam nagle czytać ani też nie przeszła mi ochota na wymądrzanie się na temat przeczytanych tekstów, ale ten … na blogu trzeba ułożyć ładne zdania; wstęp, rozwinięcie, zakończenie, tu przyprasować, tam założyć pliskę a gdzie indziej jeszcze obszyć dziurkę. A ja lubię tak sobie palnąć cztery zdania na krzyż w lekkim chaosie z dużą dozą emocji. Poza tym jak klikam na wordpressie „new post” to mi się tak monumentalnie robi od razu i zaczynam się gubić. Ale z drugiej strony przecież kurcze to mój pokój, nie? Ja tu rządzę, wiec może zarządzę jakąś anarchię:-) Ostatecznie przecież nie mam niczego do stracenia a przynajmniej będzie po mojemu.

Tymczasem zdarza mi się wyłuskać jakąś nieskoordynowaną opinię na temat tego czy tamtego na fejsbooku. Zapraszam.

I tak (kolejność przypadkowa):

  • Wynurzałam się po trosze na temat „Amerykańskiej sielanki” Rotha i im dalej jestem od książki i filmu tym bardziej książkę lubię a film coraz mniej. Bo ja po filmie (jak oglądałam byłam w połowie lektury) byłam przekonana, że bycie miłym jako wyjaśnienie (to bardzo duże uproszczenie) to tylko opcja i że nawet samospalenie mnichów nie było punktem zapalnym, bo i bez tego to wszystko by się wydarzyło. Ja myślałam, ja byłam przekonana, że Roth chciał mi powiedzieć, że takie rzeczy po prostu się zdarzają i nie mamy na to wpływu. Tymczasem Roth chciał mi powiedzieć co innego. Nie wykluczam też że zawiodła moja inteligencja ale jakoś niezbyt przychylam się do takiej konkluzji:-)
  • Wspominałam o Springerze i jego „Archipelagu”, który z ogromną przyjemnością podczytuję wieczorami łuskając słonecznik. Lubie Springera, bardzo ale nie zawsze zgadzam się z jego spojrzeniem. Tym niemniej jak skończę „Archipelag” wezmę się za coś jeszcze (mam zapasy).
  • Nie wspominałam (jeszcze) o Milczeniu Shusaku Endo. Nie widziałam filmu – ale muszę. Generalnie myślałam, że przeczytam 50 stron i cisnę w diabły ale okazało się, że po 2 dostałam wypieków i całość pochłonęłam. Może nie jest to jakaś rewelacja, bo w końcu Ameryki nie odkryłam a i argumenty jakoś też nie otwierały mi szerzej oczu – generalnie ta finałowa scena mnie zawiodła, chyba się spodziewałam jakiegoś czary mary, ale byłam cholernie ciekawa jak to się rozwinie, dokąd dojdzie umysł ludzki, na poniekąd stabilnym bardzo szkielecie. (trochę doszedł tam, gdzie myślałam)
  • I co tam jeszcze, A! przecież! Właśnie kończę „Jednego z nas”. Ta książka była długo na mojej liście a im dłużej tam była, tym bardziej się oddalała. Brevik mi się ulewał. Ale uważam, że nie można olewać rzeczy, które są daleko, udawać, że nas nie dotyczą, nie chcieć wiedzieć, żeby potem nie być zmuszonym jakoś ułożyć sobie życie z tą wiedzą. Ale tak naprawdę to bulszid:-) zaczęłam, bo zachwalała mi ją koleżanka:-) Nie mniej jednak mając za sobą 85% treści opisującej z chirurgiczną precyzją atak (dla mnie opis był lekko sadystyczny), uważam jak powyżej. Zżymałam się przez pół książki na Asne Seierstad, za te bolesne szczegóły, ale tak, najłatwiej jest odwrócić głowę, nie wiedzieć, dostać kilka wypolerowanych zdań naszpikowanych eufemizmami, po których można się wszystkiego tylko domyślać. Tymczasem tu dostajemy prawdziwe mięcho i prawie trzymamy je w rękach… wstrząsa ale warto
  • Pisałam jeszcze o książce Anity Demianowicz – Końca świata nie było. Kurcze jak fajnie mi się ją czytało mimo, że jestem raczej pańcią z hotelu niż podróżniczką z plecakiem. Nie mniej miałam epizod w Ameryce Południowej z plecakiem właśnie ale to nie w nim upatruje zauroczenie książką Anity, dziewczyna odbyła po prostu fajną podróż i szczerze o niej napisała.
  • Pewnie były jeszcze jakieś inne wzmianki ale napomknę tylko o „Chagrin” Duroya i tylko w jednym zdaniu, bo książka nie została przetłumaczona na polski, wiec nie wiem, czy to kogoś zainteresuje. Przebrnęłam przez 200 stron i powiem, że lektura nie jest sielankowa ale podoba mi się niezmiernie. Wydawcy, uważam, że ktoś powinien pomyśleć o rozpowszechnieniu jaj na polskim rynku! Temat trudnej wielodzietnej rodziny nie traci na aktualności.

I tak Was teraz zostawię, moja nieliczna, wierna garstko czytelników. Mam nadzieję, że znajdę formę, która nie uwłacza blogom a mnie nie każe zakładać służbowego uniformu.

P.S. Nie mam żadnych ładnych zdjęć, wiem że to słabo

Advertisements

One thought on “post zbiorczy ale nie na odwal się

  1. O borze zielony, jak ja Cię doskonale rozumiem! Mnie nigdy te wstępy, rozwinięcia i zakończenia nie pociągały. Do „przeuroczej” rozprawki pałałam nienawiścią, a mój nauczyciel polskiego stwierdził kiedyś, że z tym moim literackim niechlujstwem i „luzem w dupie”doskonale bym się odnalazła w krainie eseju i wodolejstwa – pięknej Hameryce 😀 Dlatego tak bardzo kocham fejsbuczka – cztery treściwe zdania na krzyż sprawdzają się tam doskonale! Ale kto nam broni i bloga tak prowadzić? Ja zamierzam, a co! 😀

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s