biografie · historia literatury · kultura · lit. polska · Młoda Polska · recenzje · społeczeństwo

Szkło i brylanty. Gabriela Zapolska na tle epoki – Arael Zurli

szklo-i-brylanty-gabriela-zapolska-w-swojej-epoceMyślę, że na hasło Zapolska odzew może być jeden – „Moralność Pani Dulskiej”, dlatego też, gdy w zapowiedziach Iskier zamajaczyła mi pozycja „Szkło i brylanty”, zatarłam ręce z radości. Uwielbiam odkrywać jakieś zapomniane zakamarki postaci, dorzucać cegły i dekoracje do moich wyobrażeń o epoce, poznawać nowych ludzi lub spotykać tych całkiem już znajomych. To wszystko obiecuje Zurli i … wszystko to daje! A nawet więcej i ta obfitość właśnie potwornie mnie zmęczyła. Ale zanim się poznęcam kilka ciepłych słów.  (Chociaż… jako że jest to już kolejne miejsce, w którym zamieszczam ten tekst, zaczynam odczuwać coraz większą niechęć do książki. Być może niesłusznie.)
Doceniam skrupulatność i pracę autora jaką włożył, aby odmalować tak szczegółowo i wnikliwie postać Zapolskiej. Myślę, że przeczytawszy dokładnie książkę, można by się doktoryzować z tematu. Odnoszę wręcz wrażenie, że Zapolską poznałam lepiej niż siebie samą, na dodatek ze wszystkich stron i wszystkimi oczami i w każdym momencie życia. Doceniam również ogrom wiedzy o teatrze jaka została zamieszczona na stronach. Te wszystkie nazwiska, dyrektorzy, aktorzy, recenzenci, prawdziwa perełka, przypuszczam, dla fanów teatralnych desek. Domyślam się, że przeczytanie materiałów, na podstawie których książka została napisana, było zajęciem czasochłonnym i wymagającym. Tak bardzo nawet, że autor nie miał siły spojrzeć na to, co zebrał, wyciągnąć kilka sensownych wniosków i przedstawić nam postać i obraz epoki zamiast streszczenia dokumentów, które znalazł podczas przygotowań do pisania.
Wszystkiego jest za dużo, za szczegółowo, zbyt dygresyjnie. Wiele akapitów niczego nie wnosi, wiele cytowanych fragmentów uważam za zbędne, wiele się powtarza. Każda niemal uwaga czy opinia autora musiała być skrupulatnie udowodniona. (po co?!) Portretowi Zapolskiej brakuje jakiegoś résumé, często odnosiłam wrażenie, że to wszystko o czym pisał autor, to portrety chwili, wyłaniające się z dokumentów, nad którymi akurat pracował (a wierzcie mi, dużo tego było), po chwili ta sama osoba mogła być sportretowana nieco inaczej (albo raz jeszcze, podobnie). Jednym słowem brakuje mi spójności i jakiegoś jednolitego obrazu. Sama Zapolska jawi mi się jako szereg fragmentów (nadbudówek), które momentami trudno ująć w jedną postać, choć niezaprzeczalnym jest fakt, że w końcu miałam okazję ją poznać. Nie mniej zabrakło mi selekcji materiałów, z których Szanowny Autor korzystał.
O ile dobrze pamiętam podobny zarzut miałam podczas lektury „Bagiennej niezapominajki” ona jednak była dużo krótsza i jakoś ten efekt umyka, ale niestety tu, przy prawie 500 stronach natłok dygresji, opinii i informacji przytłacza a nawet drażni (mnie, bardzo).
Nie oceniam tej książki (w sensie przyznania punktacji). Myślę sobie, że znajdą się odbiorcy, którzy docenią to, co mnie tak potwornie umęczyło (czytałam książkę kilka tygodni) i że ktoś uzna całą pracę włożoną w biografię za potrzebną. Dla mnie, amatora literatury, to było stanowczo za dużo. Lubię Młodą Polskę wraz z jej przedstawicielami kultury ale nie muszę wiedzieć wszystkiego o pieskach pewnej komediopisarki, w szczególności o tych, które miała tylko 2 dni.

Advertisements