LC · li. indyjska · lubimyczytac · o miłości · pochodzenie indyjskie · społeczeństwo

Miejsce na ziemi – Umi Sinha

31ea66e0daef508860b05575d7eaebde_3Pełna emocji i imponująca rozmachem opowieść o miłości i stracie, tożsamości i przynależności

Skreśliłam to, co uważam za nadużycie. Rozmach to miał Proust, Sigrid Undset („Krystyna córka Lavransa”) czy nawet Christensen w „Półbracie” i już nawet nie o strony idzie tylko o zawartość treści w zdaniach, o głębię, o wartość i o wiarygodność nawet jeśli decydujemy się na fikcję.

Tak jak się spodziewacie, będę się czepiać i iść pod prąd. Nie żebym lubiła (choć trochę jednak tak) ale nie godzę się na uwznioślanie rzeczy przeciętnych, słabych czy byle jakich. Bo proszę Państwa w mojej ocenie „Miejsce na ziemi” to miłosne czytadło na miarę Danielle Steel. Wiem, że są czytelnicy, (jest ich nawet dużo, bardzo dużo) którzy jej powieści cenią i uważają za niezwykle głębokie i życiowe. No cóż pozostaje mi pozazdrościć im życia, bo moje wygląda nieco inaczej. I na wszelki wypadek zaznaczę, nie mam nic przeciwko takiej literaturze, mam co nieco przeciwko literaturze, która udaje. Tak jak mam coś przeciwko ludziom, którzy pretendują do bycia kimś innym, jakby się siebie samych wstydzili.

Żeby było weselej zdaje mi się, że sama autorka nie próbowała niczego udowadniać ani nikogo udawać. Książka wydaje mi się pisana momentami na kolanie ale nie widać w niej fałszu. Umi Sinha ma po prostu taki styl i taki ogląd na świat. W mojej ocenie to nie ona próbuje podrzucić swoją powieść na inne półki…

Ta „olśniewająca saga” prowadzi nas od drugiej połowy XIX w do początków XX w. Jest w niej miłość i tajemnice. Poszukiwania tożsamości ani miejsca na ziemi nie stwierdziłam nawet jeśli bohaterowie przemieszczają się między Indiami a Anglią. ( W temacie książek o Indii polecam świetną książkę o … jedzeniu z historią i kultura w tle – Wśród mangowych drzew). Akcja toczy się do przodu z umiarkowaną prędkością i skupia się na momentach dla mnie zupełnie nieinteresujących. Jest tło historyczne (oparte na faktach), które potraktowane jest jak landszafcik sprzedawany w letnie dni na rynkach małych miast. No wiecie gładko i po wierzchu, nie ma zakamarków, oka nie ma na czym zawiesić. Poza tym ona go kocha on kocha ją. Ten kocha tamtą a ona jego nie ale się z nim żeni. I jeszcze on kocha jego, tak, tak, wątek gejowski też jest o zgrozo ( nie mam nic przeciwko wątkom gejowskim, ale pobłażliwego traktowania poważnych rzeczy nie lubię). Ten wie ale nie powie. Ta się domyśla, tamta się obrazi a jeszcze inna nie umie wyrażać uczuć więc nic nie wyraża. No w „Kamiennym kręgu” prawie.

Zastrzeżeń mam cały worek, wszystkich nie wysypię, choć nawet gdybym to zrobiła, nie zaszkodzę książce. Zewsząd zachwyty. I ja to nawet rozumiem. Więcej, ja bym się nawet tak nie czepiała, gdyby nie zrobiono z tego takiego wydarzenia. Przede wszystkim dlatego, że raczej bym nie przeczytała tej powieści. (Choć, kurcze, pewna nie jestem – okładka podoba mi się bardzo!)

I na koniec powtórzę raz jeszcze, uważam, że jest miejsce dla takich pozycji i rozumiem tych, którzy od trudów życia codziennego uciekają w gładkie zdania, bo to jest ich sposób na odprężenie. I wszystkim tym, którzy taką literaturę lubią, książkę gorąco polecam. Jest lekko, łatwo i przyjemnie. Pozostałym, którzy lubią się zmęczyć, żeby odpocząć radzę pobiegać:-P To działa!

Recenzja ukazała się na portalu lubimyczytac.pl

lc_logo

Reklamy