LC · lit. włoska · o czasie · o miłości · recenzje · tożsamość · wspomnienia · Włochy

Na krawędzi – Gianrico Carofiglio

na-krawedzi-b-iext43321187„Uwagę naszą ściąga ten, kto po krawędzi rzeczy stąpa”*

(…) A może niebo było wtedy zachmurzone, a te promienie widziałem zupełnie kiedy indziej, tylko teraz, jak to się często zdarza mieszają mi się wspomnienia. Albo po prostu ponosi mnie wyobraźnia. Mówi się że pamięć nie przypomina filmu zapisanego na taśmie, bezpiecznie schowanej w składziku ludzkiego umysłu. Mówi się, że jest bardziej skomplikowana, ulotna. Polega raczej na malowaniu obrazu niż odtwarzaniu filmu. Może (…)**

Nazbierałam trochę cytatów z książki, ale przede wszystkim nazbierałam trochę pytań. Niekiedy zdarza się tak, że czytając o czyichś rozterkach, uświadamiamy sobie swoje własne. I to wcale nie musi być wielki pisarz czy wielka literatura (ani wielkie dylematy), czasem cichy, prosty tekst trafia głębiej i ma większą moc rażenia. Bo nas po ludzku dotyczy.

Nie będę deliberować nad wielkością prozy Carofiglio, nie mniej podkreślę chociaż raz jeszcze, że ten niepozorny tekst jeśli nie szturchnie Was kilka razy, to na pewno zapewni Wam kilka przyjemnych chwil. I zaznaczę również, że osobiście, gdybym tylko miała taką możliwość, przeczytałabym książkę w jeden dzień. Za każdym razem odrywałam się od niej z niechęcią. I z niecierpliwością czekałam aż ponownie ją otworzę.

Enrico Valesi jest pisarzem z jednym dziełem na koncie (oficjalnie). Zdaje się, że sukces wywarł na nim presję, która z kolei zablokowała go na długie lata. Enrico ma talent i chce pisać ale nie może. Zaczyna wiele historii by wkrótce, zniechęcony, je porzucić. Nie może się zdecydować, miota się a frustracja narasta. Pewnego dnia decyduje się wrócić w rodzinne strony, bez specjalnych planów, pewnie oczekując, że tam znajdzie jakąś odpowiedź albo chociaż trop.

Powrót do wspomnień, do krainy dzieciństwa jest trochę jak grzebanie w pudełku małego chłopca, głęboko ukrytym pod łóżkiem. Można się zdziwić i można uśmiechnąć z pobłażaniem. Można też ugrzęznąć w gąszczu pytań. Jak to było? Co wydarzyło się naprawdę? Co sobie domyśliliśmy lub dopowiedzieliśmy? Czy wszystko było tak, jak pamiętaliśmy, czy wydarzenia się pomieszały. I właśnie jest jak to jest z tą pamięcią, polega na malowaniu czy odtwarzaniu filmu?

Bohater próbuje do tego dotrzeć, no a my razem z nim. Nie wiem jak będzie u Was ale ja się parę razy zatrzymałam, coś tam mi zaświeciło, coś nabrało kształtu. To były miękkie momenty. Podobały mi się. Były takie prawdziwe.

Jest jeszcze jedna kwestia, którą porusza Enrico (a bardziej autor). Kolorujemy nie tylko nasze wspomnienia, w szczególności, że pewnie robimy to bezwiednie. Opowiadamy nasze bieżące życie dodając im barw, zmyślając zwyczajnie, przekręcając fakty. I nie chodzi mi tu o subiektywny punkt widzenia. Nadkładamy słów do tego, co się wydarzyło, bo być może nie mieliśmy odwagi by sprawić, aby te słowa były prawdą.

A przecież któregoś ranka lub wieczoru, który niczym nie będzie się różnił od pozostałych ranków i wieczorów, twój czas dobiegnie końca. I zanim umrzesz, zrozumiesz, że całe życie stałeś z boku.**

Na koniec proszę o wybaczenie w oszczędnym wyrażeniu własnego zdania. Przyznam szczerze, że niechętnie dzielę się nim z Wami. Nie lubię opowiadać o rzeczach bardzo osobistych.

* Robert Browning

**cytaty pochodzą z recenzowanej książki

recenzja ukazała się na portalu lubimyczytac.pl

lc_logo

Advertisements