Claroscuro · film · o miłości · społeczeństwo · tożsamość

Rosso Istanbul – Ferzan Özpetek

okladka-ozpetek-rosso-istanbulKsiążka czekała na mnie od dłuższego czasu i jest to całkowicie mea culpa. Po pierwsze okazałam się kompletnym dyletantem w kwestii kina (nie znałam filmów  Özpeteka) po drugie ogarnęło mnie ostatnio rozleniwienie, powiązane z wykorzystywaniem wszystkich możliwych chwil na nicnierobienie. Do kultury nie lubię podchodzić zadaniowo, taka ze mnie artystka, muszę złapać fazę:-)

Aż w końcu przyszedł ten dzień i odpaliłam „Zapnijcie pasy” …  (z piekną Kasią Smutniak, jeśli potrzebujecie dodatkowej zachęty, choć nie powinniście). Ryczałam z pół filmu ale nie chciałam uciekać od tych klimatów więc znalazłam „Okna” ale i po „Oknach” było mi mało więc padło na „On, ona i on” i nadal mam niedosyt. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz miałam taki maraton. Poza tym często po kilku filmach lub książkach tego samego autora mam przesyt, a tu wręcz odwrotnie.

Özpetek to artysta osobny, charakterystyczny i cholernie dobry. Fantastyczny obserwator opowiadający o kobietach i o miłości bez skrótów i uproszczeń. Momenty, które wybiera zazwyczaj należą do tych trudniejszych (żeby nie powiedzieć przełomowych). Nie ma jednak niespodziewanych okoliczności i plątania akcji na siłę, dlatego w jego filmy się po prostu wchodzi jakkolwiek głupio to brzmi… Te trzęsienia ziemi, które oglądamy (o których czytamy) mogą zdarzyć się nam.
Początkowo myślałam, że moment, w którym spotykamy się z bohaterami  jest jakby chwilą próby. Ale to chyba nie jest właściwa interpretacja; myślę, że Özpetek pokazuje, co się dzieje,  kiedy kochamy i jak wygląda świat, w którym siłą nadrzędną jest miłość. To może być nasz świat … naprawdę. I wierzcie mi, nawet w tych kryzysowych momentach, ja bym chciała w nim żyć.

Reżyserowi zdaje się przyświecać idea stricte chrześcijańska, o której zdają się zapominać katolicy:

(…)Gdybym też miał dar prorokowania
i znał wszystkie tajemnice,
i posiadał wszelką wiedzę,
i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił.
a miłości bym nie miał,
byłbym niczym.(…)*

Özpetek mówi o miłości prawdziwej, tej, której szukamy i tej, której często nie umiemy dać, tej którą zaczynamy rozumieć za późno albo którą rozumiemy niewystarczająco do samego końca. Tej, której brakuje w nas samych, bo chcemy ją dawać w zamian a nie tak po prostu, bezinteresownie. Tej, która wszystko tłumaczy, wybacza i daje spokój (ducha). Tej, która wszystko układa i wyjaśnia. Tej która jest celem, środkiem i istotą. Wiem, że to może brzmieć trochę jak Coelho, ale kto widział choć jeden film Özpeteka ten wie, o czym mówię. Nawet teraz, gdy o tym piszę, mam wilgotne oczy …

Nie mogło być inaczej w „Rosso Istanbul”. Przeplatają się w niej dwie historie, obie przepełnione miłością. Mnie najbardziej wzruszyła miłość syna (alter ego autora/ sam autor) do matki. Jego zrozumienie dla czerwonego dresu, który chce włożyć osiemdziesięcioletnia pani i dla przekonania o zadurzeniu się w niej masażysty ( fizjoterapeuty? – przepraszam za nieścisłość, z książek staram się wynieść to, co dla mnie istotne). Ta czułość, która wypływa ze zdań w sumie prostych, niewyrafinowanych. To nie są myśli ubrane w ozdobne koronki, żeby prezentowały się efektowniej. To język emocji niewyselekcjonowanych, nieobrobionych przez obce słowa, przez co trafia do samego środka.
Czytałam z gulą w gardle, gdy pojawiały się takie zdania: „Jesteś ziemią obiecaną, której nie umiałem zatrzymać” ** albo gdy matka mówiła do syna: „Serce moje”**… banalne, co? Ale to nie tylko pieszczotliwe zdrobnienie zamiast imienia. Wyraźnie czuć, że on JEST jej sercem, tak, jak jest jej synem. Ona żyje swoim życiem, on swoim ale miłość matka – syn – matka pompuje ich krew.
Albo inny cytat z samego początku: „W nazwie mojej dzielnicy, Kalamış, występuje miękkie „s”. Wystarczy, że je wymówię, i cofam się w czasie.”** Smaki, dźwięki, zapachy dzieciństwa (i nie tylko) ubarwiają tekst. To jest to, co w świecie najistotniejsze choć tak często ignorowane i bagatelizowane. A to są kieszenie jak oceany!

Autor wie, wokół czego buduje się życie i swoje światy i choć jest świadom swoich spostrzeżeń i wiedzy, pozostaje wciąż otwarty, bo wie też, że są uczucia, których nie da się zamknąć w definicjach, ani w opowieściach choćby były najpiękniejsze, że one nieustannie się wymykają i że każdego dnia mogą odsłonić jakiś (inny) rąbek tajemnicy.

Znalazłam w książce sceny z filmów, poniekąd można ją potraktować nawet jak komentarz do twórczości reżysera, swojego rodzaju didaskalia. To podroż na jeden wieczór, który rozciągnie się w Was na długie tygodnie.

Klimat też nie odbiega od znanych mi już obrazów i teraz po lekturze też jestem zdania, że aby z niej wynieść jak najwięcej, aby pozwolić jej się dotknąć w czułe miejsca, zrozumieć to, co autor chciał przekazać, należy oglądnąć przynajmniej jeden film reżysera (na jednym na pewno się nie skończy, gwarantuje)

I na koniec, nie mogę oprzeć się jeszcze jednej refleksji. Zastanawiałam się, co mnie ciągnie do tego świata wykreowanego (albo raczej dobrze zaobserwowanego i zrozumianego) przez Özpeteka (w kolejce mam już ” Mine vaganti. O miłości i makaronach”), i myślę sobie, że to ja sama, Kobieta. Taka, jaką jestem. W samym środku. Bez wstydu i żalu, że nie jestem mądrzejsza, silniejsza i twardsza, że nie wszystko rozumiem i nie wszystko dostrzegam. Że jestem ufna i naiwna i że za dużo gadam, choć nie mówię istotnych rzeczy. I że nie jestem inna. W jego świecie czuję się wartościowa będąc tym, kim jestem. To cudowne doznanie …

*fragment listu do Koryntian

** cytaty pochodzą z recenzowanej książki – Roso Istanbul – Ferzan Özpetek, wyd. Claroscuro, 2016

Reklamy

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s