Uncategorized

o czasie, którego nie mam

t192479Pisałam kiedyś, że wszystko może być proustowską magdalenką i jak zmienna bywam, tak w tej kwestii, zdania jeszcze nie zmieniłam.

Zaczęłam dziś czytać „Na krawędzi” Carofiglio (wiecie, że był/jest prokuratorem!? A język taki hmmm miękki, przenikający raczej nierzeczywistość niż materię). Trudno było mi się skupić bo zapomniałam iPoda a koło mnie siedziały rozgadane bab… kobiety. Przeczytałam więc zaledwie kilka stron. I znalazłam taki fragment:

„- Jak tak książka trafiła w pani ręce? To niezbyt popularna lektura.

– Wychodziłam z domu w biegu, spieszyłam się na pociąg, rzuciłam okiem na regały, bo chciałam wziąć jakąś książkę na podróż, i zauważyłam właśnie tę, która stała tam od nie wiadomo kiedy. Otworzyłam ją, przeczytałam kilka pierwszych zdań, spodobało mi się, wiec wrzuciłam ją do torebki” *

Mowa jest o „Tonio Kröger” Manna.

Było tam jeszcze kilka ciekawych akapitów, być może do nich wrócę. Ten zwrócił moją uwagę, ponieważ dostrzegam coraz bardziej, jak wszystko, co robię, jest starannie zaplanowane. Nie jestem pańcia porządnicka, po prostu nie stać mnie na chaos, na spontaniczność, na nagłą zmianę planów, na za długą kolejkę i na książkę, która może okazać się niewypałem. Zawsze wszystko staram się najpierw ocenić i wyważyć czy warto, bo mi zwyczajnie szkoda czasu. Miałam kilka spontanicznych przygód, były zaskoczenia i były porażki. Miałam też podróże wsiąśćdopociagubylejakiego, pod warunkiem, że w góry, na miejscu się zobaczy. Jeździłam też w pewne miejsce próbując do niego dotrzeć za każdym razem z innej strony. Chodziłam również po górach wybierając kierunek, którego nie obejmowała posiadana przeze mnie mapa (nie było wówczas komórek). Podejmowałam spontaniczne decyzje o wyjściu wieczorem lub pozostaniu w domu. Dziś, gdybym nie miała w planach wyjścia i ktoś by mi coś zaproponował, nie jestem pewna czy dałabym się skusić. Ponieważ wolny wieczór też mam wcześniej zaplanowany…

Dziś jadąc w podróż wzięłabym czytnik, na którym w większości mam wyselekcjonowane przez siebie lektury. Jasne, różnie być może, ale o każdej książce, którą mam, coś tam wiem, bo ją sprawdziłam przed zakupem.

indeksBo i coraz rzadziej zdarza mi się właśnie otworzyć książkę, przeczytać kilka pierwszych zdań i dać się zauroczyć. (Jako wyjątek potwierdzający regułę podam „Mekkę”, którą udało mi się dorwać w księgarni (tak rzadko bywam w księgarni!!!) i przeczytać kilka pierwszych zdań. Było to kilka dni temu a ja nieustannie myślę o tym, żeby ją kupić. To pragnienie się nasila!) Po części jest to zapewne natłok kampanii reklamowych, nie mających tak często nic wspólnego z rzeczywistością, (i to wydawcy próbują nas zauroczyć, choć nie koniecznie treścią) po części zalew informacji i po części jakaś tam obrana ścieżka czytelnicza, której konsekwentnie się trzymam. Bo wystarczy sięgnąć przecież po jedną książkę, by ta jedna pociągnęła za sobą następne. Bo szukamy albo czegoś w tym samym klimacie albo zupełnie innym albo tego samego autora albo sam autor coś cytował i koniecznie chcemy to przeczytać. Jedna książka uchyla drzwi, żeby przez nie wpadły kolejne i po chwili, zanim zdążysz się zorientować, wyjście masz zawalone stosami zszytych i ułożonych tematycznie kartek, spiętych okładką, które są tym niewidzialnym łańcuchem połączeń. I „idziesz” tą ścieżką, spiesząc się coraz bardziej, bo książek coraz więcej a czasu coraz mniej, a tak naprawdę chyba utykasz. Choć wiem, że książki to kolejne podarowane nam życia, to podróże … z tym, że w moim przypadku chyba coraz rzadziej w nieznane…

Wsiąść do pociągu byle jakiego …

A spontan? Przeczytać kilka pierwszych zdań i dać się ponieść? Zaryzykować, przestać myśleć, otworzyć się na niewiadome, pozwolić sobie na ewentualną przegraną a może to będzie zwycięstwo (tak wiem, przegrana też o czymś uczy) czy jeszcze będzie mnie na to stać? I czy ja za tym tęsknię tylko nie mam czasu o tym pomyśleć, czy mi jest to zwyczajnie już niepotrzebne, bo przecież tyle książek leży w drzwiach ? (u mnie stoją przy łóżku, doliczyłam do 300 a potem przestałam, wszystkie są z łańcucha…)

Nadal zostawiam sobie co najmniej dobę między książkami. Muszę mieć czas na powrót, choć nie wszystkie książki tego wymagają, czas na złapanie równowagi, otrzepanie się i przepranie przed kolejną podróżą. Inaczej nie umiem. Są książki, po których długo liżę rany i które czytam, nawet gdy już dawno je skończyłam. Taką książką wciąż jest „Dziewczyna z poczty”, czy „Francuski testament”.

Chciałabym do nich wrócić, tylko kiedy …

W kontraście do powyższego miewam też takie miesiące, czasem układające się w okrągły rok:

„Nie chce ci się czytać. Wkładasz słuchawki, włączasz muzykę na odtwarzanie losowe i wciąż o niczym nie myślisz, (…)”*

I dwie informacje: „nie chce ci się czytać” i „odtwarzanie losowe”. Kiedy nie chce mi się czytać, jeżdżę pociągami gapiąc się przez okno lub na ludzi i wymyślam im życia. Snuję marzenia z tych nigdyniespełniających się, bo są marzenia, które spełniam a są takie, co do których nie jestem pewna, czy bym chciała. Może gdybym mogła spróbować ale w razie czego mieć taką furtkę w postaci ucieczki do garderoby… A potem jak gdyby nigdy nic zacząć przedstawienie jeszcze raz. Poza tym, gdy nie chce mi się czytać, nie stać mnie na prawdziwe marzenia. Wtedy skupiam się na tym, żeby przetrwać jeszcze kolejną godzinę. Nie myśląc.

Gdy słucham muzyki nigdy nie wybieram odtwarzania losowego. Boje się zaskoczenia w moim poukładanym życiu. Nawet takiego.

I boje się teraz tego, co zrobię lub nie zrobię, kiedy sobie to uświadomiłam…

*cytaty pochodzą z pierwszych stron książki „Na krawędzi”, Gianrico Carofiglio, W.A.B. przekład Mateusz Kłodecki. Książka wydana bardzo niedawno

P.S. A może ja po prostu wiem, czego chcę?;-)

Reklamy