Iskry · kultura · lit. polska · miasto · muzyka · o sztuce · reportaż · rock&roll · społeczeństwo · Uncategorized

Londyn 1967 – Piotr Szarota

londyn-1967Wow! Albo Łał!

Zacznę entuzjastycznie, bo też po lekturze jestem pełna entuzjazmu a te trzy litery świetnie go oddają. Zawsze piszę jakoś tak pod wpływem emocji i może trochę chaotycznie, więc tym razem spróbuję się trochę poukładać. Nie wiem, czy mi się to uda, bo często im bardziej się staram, tym gorzej mi idzie.

Autor – Piotr Szarota, za wikipedią (wiem, każdy może sobie sam wyszperać ale nie wszystkim się chce) (ur. 1966 w Warszawie) –„ polski psycholog, profesor nadzwyczajny w Instytucie Psychologii PAN.

Studia wyższe ukończył w 1991 roku na Wydziale Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego. W latach 1991-1992 przebywał na Uniwersytecie w Bielefeldzie w Niemczech na stypendium Heinricha Hertza. W roku 1995 uzyskał stopień doktora nauk humanistycznych w zakresie psychologii; promotorem pracy doktorskiej był Jan Strelau. W tym samym roku podjął pracę w Instytucie Psychologii PAN w pracowni Psychologii Kulturowej i Badań Międzykulturowych. W 2006 uzyskał stopień doktora habilitowanego. Od 2012 pełni funkcję wicedyrektora IP PAN.

Autor ponad stu artykułów prasowych, esejów i recenzji. W latach 1995-1998 pracował w redakcji kultury Gazety Wyborczej, w tym samym czasie rozpoczął też współpracę z Zeszytami Literackimi. W 2014 nominowany do Nagrody Literackiej NIKE za książkę „Wiedeń 1913” ”

Fajnie, nie? Lubię wiedzieć, z kim mam do czynienia 🙂
W zasadzie po książkę sięgnęłam z uwagi na tytuł. Nie znałam wcześniejszego dorobku Pana Szaroty (żałuję! teraz nadrobię, obiecuję!) Miałam pewne oczekiwania, no bo w tym przypadku trudno ich nie mieć. Zachęty z obwoluty może nie będę już przytaczać  ale ręczę swoją głową, że tym razem to prawda.
Piotr Szarota odwalił kawał imponującej roboty. Nie odwalił, bo ta książka jest świetna pod każdym względem, nie tylko merytorycznym ale i literackim. Można by powiedzieć, że jest encyklopedią czy bardziej kroniką 1967 roku w Londynie, gdyby nie wrażenie podróży w czasie i uczestnictwa w życiu śmietanki Londynu w drugiej połowie lat sześćdziesiątych. Autor, owszem ma wiedzę encyklopedyczną ale ma też coś, co można śmiało nazwać talentem (nieprzeciętnym), lekkością pióra (wyjątkową), która przy natłoku nazwisk, zdarzeń i tytułów sprawia, że książka wciąga a bogactwo wydarzeń nie przytłacza. (Choć momentami zastanawiałam się jak on to wszystko ogarnął!?)
Nie wiem jak Pan Szarota przygotowywał się do napisania tej książki (oj dobra, czytając notkę biograficzną nietrudno się domyślić) ale podczas lektury miałam warzenie, że wciągał kreski z Hendrixem i brał LSD z całą resztą (Szanowny Autorze, przepraszam, ale był Pan tak niesamowicie wiarygodny a wszystkie gwiazdy zdawały się na wyciągnięcie ręki). Że asystował Kubrickowi, gdy kręcił Odyseję Kosmiczną i odwiedzał Burgess’a, gdy ten pisał „Mechaniczną pomarańczę”. Że Polańskiego klepał po plecach a Antonioniemu przyjaźnie kiwał głową podczas kręcenia „Powiększenia”. A to tylko te najbardziej sztampowe z nazwisk. Niesamowita wiedza i poczucie humoru. ( I ta lekkość!!!) Jest muzyka, literatura, psychologia, Flower Power, sztuka i wszystko, co można zaliczyć do kultury. Mnóstwo nazwisk znanych, drugie tyle o których gdzieś, coś, kiedyś i całkiem sporo tych, o których nigdy nie słyszałam i dziś mi wstyd. Niezwykła dbałość o szczegół nadająca tekstowi wiarygodności i życia, bo naprawdę czytelnik ma wrażenie, że jest naocznym świadkiem opisywanych wydarzeń.
Dodam jeszcze, że całość jest ułożona chronologicznie a książka jest podzielona na miesiące. Oczywiście niemal wszystkie wydarzenia i postaci wymagają opatrzenia w jakiś „przypis”, wprowadzenie czy objaśnienie i tu niczego nie brakuje. W żadnym momencie tekstu nie czułam się zagubiona. W większości przypadków nawet na znane mi tematy  odkrywałam nieznane informacje. Odniosłam wrażenie że w książce są ludzie o których powszechnie się mówi, nawet wydarzenia o których dużo wiadomo, ale zostały ukazane z innej perspektywy.  Z perspektywy szczegółu który zmienia trochę kolor znanych nam historii. Zaznaczam tylko, ze to mój subiektywny pogląd, czyli przeciętnego laika.
Zaryzykuję jednak, że dla fanów kultury, kina, Stonesów, Beatlesów, Floydów, Bowiego (wymieniam tylko naj największych) to jeśli nie lektura obowiązkowa, to prawdziwa perełka. Dla ignorantów takich jak ja to, absolutne otwarcie okien.

Jestem oczarowana!

Reklamy

2 thoughts on “Londyn 1967 – Piotr Szarota

Możliwość komentowania jest wyłączona.