Claroscuro · film · o miłości · społeczeństwo · tożsamość

Rosso Istanbul – Ferzan Özpetek

Książka czekała na mnie od dłuższego czasu i jest to całkowicie mea culpa. Po pierwsze okazałam się kompletnym dyletantem w kwestii kina (nie znałam filmów  Özpeteka) po drugie ogarnęło mnie ostatnio rozleniwienie, powiązane z wykorzystywaniem wszystkich możliwych chwil na nicnierobienie. Do kultury nie lubię podchodzić zadaniowo, taka ze mnie artystka, muszę złapać fazę:-) Aż w… Czytaj dalej Rosso Istanbul – Ferzan Özpetek

lit amerykańska · lubimyczytac · Pulitzer · recenzje · społeczeństwo

Jak każe obyczaj – Edith Wharton

Zdarzało mi się słyszeć i zdarza coraz częściej, że nagroda literacka (jakakolwiek) nie gwarantuje niestety dobrej lektury. Co więcej, są czytelnicy, którzy z premedytacją nie kupują wyróżnionych czy nagrodzonych książek. Szczerze mówiąc bardzo dobrze ich rozumiem, choć w moich wyborach coś takiego jak nagroda nie ma znaczenia. Z drugiej strony jak słyszę, że na przykład… Czytaj dalej Jak każe obyczaj – Edith Wharton

Uncategorized

o czasie, którego nie mam

Pisałam kiedyś, że wszystko może być proustowską magdalenką i jak zmienna bywam, tak w tej kwestii, zdania jeszcze nie zmieniłam. Zaczęłam dziś czytać „Na krawędzi” Carofiglio (wiecie, że był/jest prokuratorem!? A język taki hmmm miękki, przenikający raczej nierzeczywistość niż materię). Trudno było mi się skupić bo zapomniałam iPoda a koło mnie siedziały rozgadane bab… kobiety.… Czytaj dalej o czasie, którego nie mam

Iskry · kultura · lit. polska · miasto · muzyka · o sztuce · reportaż · rock&roll · społeczeństwo · Uncategorized

Londyn 1967 – Piotr Szarota

Wow! Albo Łał! Zacznę entuzjastycznie, bo też po lekturze jestem pełna entuzjazmu a te trzy litery świetnie go oddają. Zawsze piszę jakoś tak pod wpływem emocji i może trochę chaotycznie, więc tym razem spróbuję się trochę poukładać. Nie wiem, czy mi się to uda, bo często im bardziej się staram, tym gorzej mi idzie. Autor… Czytaj dalej Londyn 1967 – Piotr Szarota

Uncategorized

Weekend

Niemal w każdy piątek, kiedy już wiem, że nie muszę nigdzie jechać, niczego organizować załatwiać, obiecuję sobie wielkie nicnirobienie oddzielane delikatnym sprzątaniem no i książką oczywiście (jest między czynnością a nieczynnością, bo przecież książka to zatrzymanie czasu rzeczywistego, żeby mogły się przed nami rozprzestrzenić połacie nierzeczywistości). Gówno mi zawsze z tych planów wychodzi poza nicnierobieniem.… Czytaj dalej Weekend