Claroscuro · lit. izraelska

Minotaur Tammuza raz jeszcze

indeksCzasem mi się zdaje, że dziś zakochanie jest trochę jak podpisanie umowy o pracę. Nie koniecznie nawet z trzymiesięcznym okresem wypowiedzenia. Jak się okres próbny kończy a faza zakochania przechodzi w miłość, to zostajemy w układzie, choć nikt nie wie na jak długo. Rynek pracy się zmienia w razie czego, zawsze można coś znaleźć.

Każdy sobie te relacje układa jak lubi jedni wszystko razem, inni wszystko osobno. Coś się powinno, czegoś się nie powinno jednak jestem zdania, że najbardziej te wszystkie powinności trzeba mieć w d …

Daleka jestem od poszukiwania definicji i określania granic. Spróbujcie mgłę złapać do pudełka. Powodzenia. Ale wciąż blisko mi do polowania na motyle, może nie po to,  żeby złapać go w siatkę, ile poczuć trzepot jego skrzydeł na policzku.

Biegam wiec wciąż po tej łące i abstrahując, od tego co mam, szukam nowego kąta, nowego spojrzenia, bo za każdym razem, kiedy udaje mi się go znaleźć, odkrywam jaką jestem szczęściarą.

Jestem z tych, co mają własne ogrody. Co je pielęgnują w osamotnieniu i co uwielbiają w chwilach ciszy pobujać się samotnie na hamaku z książką lub z muzyką. Jestem z tych co na własnych ścianach wieszają własne dziwne obrazy i nie tłumaczą nikomu dlaczego ten i dlaczego tutaj i dlaczego tak krzywo. Jestem też z tych, którzy co jakiś czas wywieszają karteczkę remanent i pozostają przez wiele miesięcy nieczynni, bo właśnie muszą wszystko przebudować. Jestem z tych, co osobno nie razem, choć jednak sami nie istnieją.

Bo dla mnie sedno tkwi w spotkaniach przy granicy naszych ogrodów, kiedy możemy się nawzajem wymienić bukietami kwiatów i koszami owoców. Wcale nie muszę nikogo zapraszać na herbatę czy zwiedzanie, bo w każdym jabłku, śliwce czy marchewce (słowie) będzie moja codzienna pielęgnacja, troska i zmartwienie a także kształt nowego stołu i świeżość koronkowych firanek. Bo w tym co daję są dni, kiedy jestem sama, kiedy czytam, słucham, sprzątam albo się lenię, wzruszam się, śmieję i płaczę. To wszystko jest aż nazbyt widoczne w liściach sałaty, które hoduję do jego kanapek.  I jemu smakują, choć sam uprawia zupełnie inny gatunek i inną metodą. W tych spotkaniach, których częstotliwość zostawiamy przypadkowi jest najpiękniejsza muzyka i ona potrafi w duszy długo drgać i pozostawiać mnie w stanach omdlenia, z których nie chcę się wybudzać.

Pamiętajmy więc o ogrodach.

A nie było by tych wszystkich wynurzeń gdyby nie Minotaur z miłością jak z książek ale jednak z życia też. Bo niby nieprawdopodobne, żeby kochać nie znając się a jednak jak niedaleko trzeba spojrzeć, żeby stwierdzić, że tak w życiu bywa i że co więcej to wcale nie jest jakoś nazbyt istotne. I że miłość może być tą ziemią, na której każdy uprawia swój ogródek a potem wymienia się plonami i że gdy ta ziemia uschnie, choćby z jednej strony i nie można już dać ani wziąć, to pielęgnacja sałaty nie ma już sensu. Bo mnie smakuje nie moja tylko z tego drugiego ogródka. I nie chce być inaczej.

Reklamy