LC · lit. brazylijska · lubimyczytac · recenzje · społeczeństwo · tożsamość · trudne dzieciństwo · Uncategorized

Symfonia w bieli – Adriana Lisboa

mk symfonia w bieli„Symfonia w bieli” jest drugą książką, którą miałam przyjemność przeczytać w ramach serii brazylijskiej wydawnictwa Rebis. I powiem szczerze, że z niecierpliwością czekam na kolejne pozycje. „Broda zalana krwią” mnie zachwyciła do tego stopnia, że obawiałam się, że każda następna książka to będzie tylko bladym wspomnień po pierwszej. Ale nic z tych rzeczy. „Symfonia” jest zupełnie inna ale „urodą” nie ustępuje „Brodzie”. To jest ten rodzaj literatury, który oprócz wrażeń dostarcza jakieś początki zdań, myśli a ja potem chodzę zamyślona i próbuję je skończyć. To tekst, który niesie nie tylko treść i emocje. To są całe połacie przestrzeni, na których gdzieś majaczą jakieś punkty, pozwalające wyobrazić sobie krajobraz.

Kiedyś jeden z użytkowników LC napisał o Salkach Nowickiego coś w rodzaju, że to książka właściwie o niczym, ale w przypadku Nowickiego nie jest to problem. (Zgadzam się!!!) O powieści Pani Lisboa można by się wyrazić podobnie (ale książka Lisboa nie ma nic wspólnego z dorobkiem Nowickiego). Co z tego, że to już było, kiedy nie było jeszcze tak. Ile to już razy książki kusiły tajemnicami, chowanymi głęboko urazami, poplątaną przeszłością, która tylko czekała na najmniej odpowiedni moment, żeby wykiełkować i zająć misternie uprawiany ogród. Ile postaci skrywa mroczne zagadki, które utrudniają budzenie się każdego ranka. Iluż bohaterów próbuje się z tym zmierzyć a iluż się poddaje? Ile dylematów, dramatów potrafi się zmieścić w małej rodzinie? Ile dysfunkcji?

Każdy, kto lubi tego rodzaju literaturę, w środku nocy wymieni kilka tytułów jak paciorek. Ale to nic, bo w przypadku „Symfonii w bieli” liczy się (przynajmniej dla mnie) nie tylko treść i ból, który niesie historia i z którym w jakiś sposób zmagam się i ja czytając.

Bo ja uwielbiam, kiedy zdania napomykają o przestrzeni między faktami, kiedy unoszą się nad nimi jak babie lato i czasem osiadają nam na ubraniach lub włosach. Te pozorne niedopowiedzenia, skrupulatne omijanie słów, które tym głośniej brzmią im bardziej się je omija. Uwielbiam, kiedy poruszam się w świecie, który działa na wiele moich zmysłów (muzyka, sztuka) i kiedy czuję się w nim doszczętnie zanurzona, współodczuwając wszystkie wydarzenia wraz z bohaterami. Uwielbiam, kiedy książka coś we mnie otwiera, do czegoś mnie popycha, zmusza, a po lekturze, coś we mnie przeskakuje. I w końcu uwielbiam, kiedy powieść mnie oplata, coraz ciaśniej i ciaśniej i wówczas, jak na przysłowiowe kilka minut przed śmiercią, zaczynam widzieć wszystko i wyraźnie.

Może wystarczy tego uwielbienia. Jestem pewna, że znajdziecie swoje własne powody do zachwytu nad lekturą. A kończąc chciałabym wyrazić słowa uznania dla tłumacza pana Wojciecha Charchalisa za wspaniale wykonaną pracę. Mój entuzjazm to też jest jego zasługa.

*fragment piosenki Leonarda Cohena „Suzanne” w tłumaczeniu Macieja Zembatego.

Recenzja ukazała się na portalu lubimyczytac.pl

lc_logo

Advertisements