LC · lit. afroamerykańska · lubimyczytac · recenzje · tożsamość · trudne dzieciństwo

Skóra – Toni Morrison

90096983 skora.inddPo Toni Morrison sięgam w ciemno. Nie martwię się jakoś czy mi się spodoba i czy mnie zachwyci, bo z góry znam odpowiedź. Niestety, tym razem przyszło lekkie rozczarowanie.

Lula Ann (Bridge), bohaterka „Skóry”, to córka Sweetness. Sweetness trudno jest zaakceptować swoje dziecko, ponieważ jego kolor nie przypomina ani odcienia jej skóry ani ojca. Mamy pierwszą rodzinę dysfunkcyjną – pozbawioną miłości. Bridge dorasta i odcina się od swojej przeszłości w tym od matki. Ma partnera (druga rodzina dysfunkcyjna ale nie zdradzę problemu), który pewnego dnia ją zostawia i to wywołuje lawinę zdarzeń, zmuszającą do zmierzenia się z trupami w szafie.

Czyta się szybko, za szybko, ale czytelność aluzji, zdarzeń nie wymaga kontemplacji. Wszystko było dla mnie zbyt dosłowne, zbyt oczywiste i… wtórne. Zapewne „atrakcyjność” (nie tę komercyjną) książki miało zapewnić przedstawienie historii z punktu widzenia wszystkich bohaterów. I owszem zabieg fajny ale nie nowy i efektu „wow” u mnie nie wywołał.

Po „Pieśni Salomonowej” i „Najbardziej niebieskim oku”, spodziewałam się że na tych 190 stronach znajdę bombę o niewyobrażalnej sile rażenia. Wiadomo wszak, że małe książeczki potrafią zaskoczyć głębią treści. A tu nie za bardzo jest nawet o czym rozmyślać. Nihil novi.

Wszystko zostało powiedziane. Sama historia jest niewyszukana, żeby nie powiedzieć lekko naciągana. Rozczarował mnie też pomysł powrotu Bridge do dzieciństwa przez jej fizyczne zmiany. Odniosłam wrażenie, że tylko sama zainteresowana nie mogła się zorientować o co chodzi.

Owszem Morrison jak zwykle porusza trudne tematy. Wspominałam o rodzinach dysfunkcyjnych, jest też o krzywdach wyrządzanych sobie nawzajem za młodu (rodzice dzieciom) i o ich reperkusjach w życiu dorosłym, o ucieczce od rzeczy trudnych i o molestowaniu ( tym razem chyba każdy bohater się zetknął z tym problemem, co za pech). Może trochę tego za dużo jak na taki format? Czułam z każdą chwilą, że historia traci wiarygodność.

Jak dotąd styl autorki bardzo mi odpowiadał. W prostocie siła. Tu natomiast odniosłam wrażenie, że momentami powiewało kiczem …

Jest mi bardzo trudno to wszystko pisać szczególnie, że chodzi o jedną z moich ulubionych autorek. Szczerze powiem, że nawet po przeczytaniu ostatniej strony próbowałam sama przed sobą książkę obronić. Najbardziej jednak obroniła się piękna okładka i staranne wydanie. Niestety, rozczarowanie w stosunku do zawartości nie malało.

Nie zmienia to jednak faktu, że po Morrison będę nadal sięgać z nie mniejszą ochotą, ale może już nie tak spokojnie i bezkrytycznie. Jedna mała książeczka nie może wpłynąć na moje postrzeganie jej twórczości. A jeśli podzielacie moją opinię o „Skórze” ,też nie pozwólcie, by tak się stało. Toni Morrison naprawdę dobrze pisze!

Recenzja ukazała się na portalu lubimyczytac.pl

lc_logo

Reklamy