o ksiązkach

Polowanie na obłoki

polowanie na obłokiCzasami nad czytaną książką unosi się ulotny obłok. Spoglądam na niego ze swojej pozycji, mrużę oczy próbując nadać mu kształt, niemal go czuję, gdy w zamyśleniu wyciągam ku niemu ręce, ale wtedy on się rozwiewa, z uśmiechem Jokera, który długo jeszcze dźwięczy mi w uszach. Tak długo, dopóki nie odnajdę znów jego zapachu, smaku, nie nadam mu kształtu jednego wyrazu lub zdania. Nie mogę zarzucić poszukiwań, bo wtedy mnie trąca i w snach i na jawie, powiększając w mojej głowie przestrzeń dla niepokoju.

Niekiedy ubieram go w określenia zastępcze, co przynosi mi tylko pozorną ulgę, ponieważ niezmiennie słyszę szyderczy chichot, który towarzyszy mi codziennie z narastającą częstotliwością.

Wiec szukam, nieustannie szukam, po smakach, zapachach, wrażeniach. Językiem próbuję wymacać, przytrzymać uczucie, choćby za rękawiczkę, ufając, że nie wyślizgnie się z niej ręka. I wracam wciąż i wciąż na tę łąkę, do tego lasu albo na podobną łąkę i do podobnego lasu i czekam, aż słońce ponownie prześlizgnie się przez gałęzie drzew a wiatr przeczesze moje myśli. I leżę tak udając, że śpię, kusząc obłok do zejścia niżej, do potrząśnięcia mnie za ramię, do rzekomego obudzenia, do porządnego wyszarpania, podczas którego wymsknie mu się choćby dźwięk. Wówczas znienacka wyciągnę rękę spod głowy i szyderczo zachichoczę.

I będę mogła wrócić do domu.

Reklamy