LC · lit. kanadyjska · lubimyczytac · recenzje

Zadziwiająca historia samotnego listonosza – Denis Thériault

indeksNie mam zielonego pojęcia, co mam napisać o „Zadziwiającej historii samotnego listonosza”. Zwięzła zapowiedź na okładce jest wystarczająca jako dobry anons a wyjawianie czy nawet analizowanie jej dalszego ciągu, zepsuje Wam radość czytania, bo nie mam wątpliwości, że odczujecie satysfakcję z lektury.

Pięknie poprowadzona narracja. Oburzyłam się, gdy przeczytałam (na szczęście po lekturze), że odbija się w niej styl Murakamiego (bo z umiejętnością budowania fabuły Barnesa już się zgadzam). Nie jestem jego fanką, znaczy byłabym, gdyby poprzestał na jednej powieści. Nie mniej podczas tych zaledwie stu kilkunastu stron nasuwały mi się skojarzenia z literaturą japońską i wcale nie z powodu haiku. Mimo, że ciekawość czytelnika rosła wraz z każdym niemal zdaniem, a w głowie powstawało mnóstwo pytań i tyleż samo rozwiązań tej niezwykłej historii, tekst emanował spokojem. Czułam się jakby słuchała stuletniego mędrca Zen (autor jest dyplomowanym psychologiem), który opowiada historię trochę nadpobudliwej i niecierpliwej nastolatce, mającej przekonanie, że tak wiele już wie o świecie. Oczywiście okazało się, że nie mam o nim zielonego pojęcia bo, choć teraz nie wyobrażam sobie innego finału historii, to naiwnie wierzyłam, że wszystko skończy się… hmmm tak po hollywoodzku, a lat mam sporo więcej niż naście. Autor utarł mi nosa, a ja jestem tym zachwycona!

Przewrotność zdarzeń i nauka o życiu i o człowieku to jedno, ale książka ma jeszcze kilka innych zalet. Weźmy choćby dowcip, subtelny delikatny i mądry, na przykład wówczas, kiedy listonosz Bilodo chciał nauczyć się pisać w ogóle, a haiku w szczególności, będąc przekonanym, że jest to czynność, którą można pojąć i praktykować tak, jak naukę jazdy na rowerze czy samochodem. Albo warstwa psychologiczna, równie subtelna, nienachalna i wyważona, pełna cichej, prostej i niby oczywistej mądrości. Ale to, co zwraca szczególną uwagę to haiku. Nie tylko ich mnogość w książce, ale też rozłożenie na czynniki pierwsze, bowiem czytelnik uczy się je pisać razem z listonoszem. Poznaje ich etymologię i budowę,
i może stawiać pierwsze kroki. ( żartuję!)

Zadziwiające jest to, że Bilodo nie postępuje w sposób moralny, ale mimo to… kurcze, kibicowałam mu! Wierzyłam, że w końcu coś do niego dotrze, że otworzy oczy i że coś zmieni się w jego życiu. Że zrozumie coś, co czytelnik zauważa od razu. I faktycznie zrozumiał, ale coś, czego ja też nie dostrzegłam na początku.

Jestem zachwycona książką. Szybko sprawdziłam w internecie, co jeszcze napisał Pan Theriault, żeby natychmiast zamówić, ale niestety poszukiwania nie okazały się zbyt owocne, spod jego pióra wyszła jeszcze tylko jedna książka, na razie nie przetłumaczona na język polski, ale dostępna w innych. Z pewnością zamówię. Niestety to tylko jeden tytuł.

Zazdroszczę Wam wszystkim, którzy lekturę wciąż mają przed sobą. Będzie Wam się podobało, to jest perełka!

Recenzja ukazała się na portalu lubimyczytac.pl

lc_logo

Reklamy