dzieci · Historia · LC · lubimyczytac · recenzje · reportaż · społeczeństwo · wojna

Wybrańcy – Steve Sem-Sandberg

indeksZe Stevem Sem-Sandbergiem zetknęłam się czytając Biedni ludzie z miasta Łodzi. Nie była to łatwa lektura ale postać, wokół której się snuła, była co najmniej kontrowersyjna. W tym czasie czytałam wszystko, co było dostępne na temat Chaima Rumkowskiego. Żadna z tych lektur nie należała do lekkich, ale głód wiedzy był silniejszy. Domyślałam się że „Wybrańcy” także nie będą łatwym kawałkiem chleba, ale mimo to, książkę zamówiłam od razu, bez zastanowienia. Przeraziłam się dopiero, kiedy do mnie przyszła i zobaczyłam jak jest opasła. Nie zrozumcie mnie źle, nie przerażają mnie grube tomiska, przeraziło mnie to, że przez ponad 500 stron będę nasiąkać ciężarem tematu, smutną, przerażającą historią, której zwyczajnie mogę nie udźwignąć.

Sem-Sanberg chyba lubi ten ciężar gatunku, trudne sprawy, które próbuje się zamieść pod dywan (więc je skutecznie stamtąd wymiata), niejednoznaczne postaci o kontrowersyjnej moralności i czasy II wojny światowej. Myślę, że rozumiem dlaczego.

„Wybrańcy” to fabularyzowany dokument o dzieciach upośledzonych fizycznie i umysłowo, które w myśl czystości rasy, podczas II wojny światowej, zostają skazane na śmierć. Ale zanim to nastąpi bada się je i diagnozuje, niestety nie po to, by je leczyć. Część z nich umiera w kilka tygodni po przewiezieniu ich do austriackiego szpitala w Spiegelgrundzie, nie są „warte tego” by się nimi dłużej zajmować. Część poddawana jest dalszym obserwacjom i eksperymentom. Niektórym z nich udaje się przeżyć …

Historia, a raczej historie, są osnute wokół pacjenta szpitala, Adriana, który nie był tak ociężały umysłowo jak się wszystkim zdawało, oraz wokół siostry pracującej w szpitalu – Anny Katchenki. Wbrew temu, co sobie już teraz wyobrażacie, książkę czyta się bardzo dobrze. Niewątpliwie jest to zasługa autora, jego rzeczowego i niemal reporterskiego języka i świetnego zmysłu obserwacji. Poza tym zdania nie epatują emocjami, te pozostawione są czytelnikom.

Zastanawiałam się za każdym razem, gdy wracałam do rozpoczętej lektury, co mnie do niej ciągnie. Opisywane sceny są prawie zawsze drastyczne, nie ma ani jednej osoby, pielęgniarki czy lekarza, która okazałaby miłosierdzie dzieciom. Nie fascynuje mnie zło, nie nakręca czyjeś cierpienie ale myślę, że w mojej percepcji świata takie zachowanie jest tak nierealne, niewyobrażalne, że nie mogąc go sobie wyobrazić, próbuję je pojąć. A i to mi się nie udaje. Podobne odczucia miałam, kiedy czytałam Sprawiedliwość w Dachau, gdzie Wiliam Denson, młody amerykański prawnik oskarżał nazistów o zbrodnie wojenne. Przepytywał on więźniów obozu, na temat warunków ich życia, pracy, funkcjonowania. I pamiętam, że im nie wierzył. Zbrodnie, których dopuszczali się naziści były tak niewyobrażalnie okrutne, że nikt, „ z zewnątrz” nie chciał dać im wiary. Niepojęte było okrucieństwo, z jakim traktowano ludzi. Dopiero gdy się okazało, że zeznania świadków pokrywają się, że wszyscy mówią to samo, zrozumiał, że nie kłamią i nie przesadzają. W przypadku „Wybrańców” mechanizm jest podobny. Wypieramy to, o czym czytamy, bo to nie może być prawda. A jednocześnie brniemy szybko do końca (przynajmniej ja), żeby doczekać ukarania i skazania winnych, żeby być świadkiem ich końca i upokorzenia, żeby utwierdzić się w przekonaniu, że gdzieś tam jest sprawiedliwość i że zło, podobnie jak dobro, powraca.

Niestety nie zawsze jest sprawiedliwie. Doktor Gross nigdy nie został skazany, nie przyznawał się do winy. Zmarł w 2005 roku niemal do końca pracując w zawodzie. Ale pewne rzeczy nie mogą ujść płazem i nie ujdą dopóki będziemy o nich mówić, pisać i czytać. Może te wnioski są na wyrost ale zdaje mi się właśnie, że Sem-Sandberg wyciąga na światło dzienne trupy z szaf i nie pozwala na przemilczenie spraw dotąd pomijanych, czy marginalizowanych. Zupełnie jakby chciał powiedzieć, że proces wcale się nie skończył a wyrok nie został wydany. Bo to jest nasze zadanie!

I ja, czytelnik, czuję się członkiem ławy przysięgłych. Mam wpływ na finał tej rozprawy. I nie zamierzam od tego uciekać.

Recenzja ukazała się na portalu lubimyczytac.pl

lc_logo

Reklamy