lit. polska · recenzje · społeczeństwo · tożsamość

185 stron samotnej żeglugi.

41-utoniecBałam się trochę Agnieszki Wolny-Hamkało. Nie było żadnego racjonalnego powodu, no może tylko taki, że ostatnio zdarzyło mi się naciąć na tytule reklamowanym przez Karpowicza (a przecież ja go nawet nie lubię!). Nie zdzierżyłabym w tak krótkim czasie kolejnego zawodu.

Jestem po lekturze dwóch powieści, „Zaćmienia” i „41 utonięć” i sama nie wiem co zrobić ze swoimi wrażeniami. Więcej nawet, ja nie umiem ich określić. Nie będę się skupiać na „Zaćmieniu”, powiem tylko, że czytało się dobrze, podobał mi się dystans i poczucie humoru. „41 utonięć” też ma ten dystans pełen autoironii i ironii w ogóle i choć zdaje się być lekką lekturą (płynący wręcz język),czułam się trochę jakbym przedzierała się przez krzaki malin. Co rusz natykałam się na smaczne owoce, ale nie rzadziej w skórę wbijały mi się kolce.

Kiedy myślę o prozie Wolny-Hamkało nasuwa mi się skojarzenie z dobrą popową muzyką, świadomą swoich czasów i doskonale się odnajdującą w swoim gatunku. Autorce nie można odmówić inteligencji, błyskotliwości a przede wszystkim naturalności. Złapałam się na tym, że gdybym spotkała Panią Agnieszkę w jakimś innym lesie, innym sadzie, gdzie nie narzucałaby się nam relacja – autor czytelnik, mogłybyśmy być kumpelami. Niby wszystko się może zdarzyć ale ten, tego, nie jestem dziewczynką z głową nabitą fantazjami ( och! czyżby?!)

Jeśli ktoś interesował się już książką i poczytał tu i ówdzie, to wie doskonale, że tematem wiodącym jest samotność. Ta sama, której doświadczamy, my, ludzie w okolicach 30-40, pracujący bardziej lub mniej regularnie, w rodzinach lub bez. Dlatego ta historia, ta proza wydaje nam się taka swoja. (Znajoma? Oswojona?) Jesteśmy gdzieś bardzo blisko tych linijek a może nawet niektórzy z nas po nich pląsają.

Ada jest zagubiona, (Ameryki nie odkrywam) i będąc świadomą swojego stanu, próbuje rozpaczliwie go zmienić. Coś odnaleźć, zbudować a może odbudować. Jednocześnie odniosłam wrażenie, że zanim zrobiła cokolwiek, wiedziała już, jaki będzie rezultat. I nie chodzi tu o jakiś pesymizm czy zblazowanie. Ale o świadomość, nieuchronność konsekwencji.

„ Podczas kiedy Tomasz próbował uratować ją od tego obrazu, Jacek był tym obrazem. Balansowała między nimi”*

„ Kiedy oglądali to na drugi dzień, tylko Franczak rozumiał, jak żałośnie się prezentują: ludzie, którzy opowiadają swój sen. Nikogo to nie interesuje. Jesteśmy tacy sami jak wszyscy, pomyślała Ada i zobaczyła w tych ludziach siebie: przerażoną własną fizycznością kobietę, która próbuje dobrze wypaść(…)”*

„Patrzył na nią tymi oczami, które były czyste i lite jak opal. Kiedyś cumowała tam zawsze, gdy bała się śmierci. Teraz nie cumowała nigdzie, dryfowała to tu to tam, jak coś zepsutego, co odpadło od porządnej niemieckiej maszyny i straciło kontekst”*

Jakkolwiek buńczucznie lub tanio to zabrzmi, pobrzmiewa tu głos pokolenia, mojego pokolenia. To, co mnie osobiście się podoba, to przedstawienie tematu w sposób bardzo oczywisty a jednocześnie bardzo prawdziwy. Nie wiem czy coś odkryłam ale doskonale znalazłam się w życiu głównej bohaterki, choć była tak inna ode mnie. Podkreślę raz jeszcze, że naturalność, i bezpretensjonalność jest jedną (nie jedyną) z mocnych stron książki. Autorka nie poucza, nie grzmi z ambony, stwierdza tylko fakt, a wy róbta z tym co chceta.

Ten podkreślany na okładce upał, nie jest klejący, smolisty, ociężały, jak się spodziewałam. Jest bardziej jak spalanie, jak cichy, niepozorny żar, który skrawek po skrawku zabiera nam … no właśnie co? Pragnienia? Życie? Wartości? Cel? Sens? Emocje?

„(…) Wstydziła się wszystkich po kolei emocji, które przezywała przed chwilą, Jakby rozpłakała się na słabym filmie.(…)”*

I jakby nie próbować spojrzeć na treść czy próbować interpretować książkę, lepiej z góry zaniechać wysiłków. Po pierwsze uważam, że tu wcale nie chodziło o ukrycie sensu gdzieś w zakamuflowanej kieszonce walizki służącej do przemytu cennych rzeczy, po drugie zdaje mi się, że autorka sama nas raczy wyjaśnieniem:

„Nowa sztuka Kluszczyńskiego jest metaforą społecznego rozpadu, obrazem świata, który na naszych oczach ulega katastrofie. Oglądamy rzeczywistość, w której słowa zostały skompromitowane, odkleiły się od znaczeń. Aktorzy grają chłodno, nieempatycznie, jakby stali obok własnych postaci. To potęguje wrażenie obcości i samotności.”*

Cóż, Pani Agnieszko, jest Pani kobietą o wielu talentach ale niech nam Pani czasem też da się wykazać:-)

Od siebie mogę tylko dodać, że oddalamy się nie tylko od innych, ale przede wszystkim oddalamy się od siebie. Jesteśmy samotni bo brakuje nam nas. Zaproszeni do garderoby, w zachwycie zaczynamy przymierzać wszystkie kostiumy, próbować kosmetyków do charakteryzacji a przed lustrem odczytujemy, dukając, kwestie wyimaginowanych postaci. A potem wychodzimy nasiąknięci cudzymi słowami, za którymi zaczynamy podążać, by spróbować może innego życia a może by wyróżnić się z tłumu. A potem gdzieś brniemy w ciemnościach gubiąc drogę. Jesteśmy nieszczęśliwi nie z ludźmi ale w swoim własnym towarzystwie. Tak to widzę .

*wszystkie cytaty pochodzą z książki. mam nadzieję że Was zachęca do lektury:-)

Reklamy