Claroscuro · kryminał · lit. rosyjska · miasto

Petersburg noir – przynajmniej dziesięć odcieni czerni

indeks„(…) Aniu śnieg powinien być biały! Biały, rozumiesz? Tylko niedźwiedzie bywają białe i brunatne. To jest normalne A śnieg powinien być biały! Koniec i kropka! To jest jebane królestwo mroku. To pieprzony zafajdany, jebany noir!”*

Fajnie tak sobie bezkarnie poprzeklinać. Nie należę do tych, którzy skrupulatnie dobierają słowa, raczej bryluję na salonach popisując się znajomością łaciny. Musze być wiarygodna, bo niegdyś ucięłam sobie miłą pogawędkę z dziennikarzem z Warszawy ( Kuba, pozdrawiam). Sytuacja jak najbardziej prywatna, tak zwany melanż w czyimś domu (tak się jeszcze mówi???), ja lat ze 26 on z 10 więcej i dyskutujemy o literaturze w XVIII w. Już nie pamiętam, o czym dokładnie, nigdy nie lubiłam specjalnie tego okresu (za dużo myślenia) ale tak się złożyło, że pisałam z niego magisterkę. On oczywiście bryluje: pokażę małolacie, że jest taka głupia, na jaką wygląda, a ja postanowiłam umknąć swojemu wizerunkowi. Dyskusję zakończył: widzę, że coś tam wiesz …

Zdarzyło mi się jeszcze potem raz czy dwa być świadkiem zmiany zdania na swój temat. Nie jestem mądra ani błyskotliwa, nic z tych rzeczy, ale za głupią też się nie uważam (no czasami).

O czym to ja miałam … a no właśnie Petersburg. Aż się boję przywoływać słowa klucze, bo mi się zaraz opowieści przypominają. Miałam kiedyś koleżankę z Petersburga… nie, nie popłynę dalej tym tropem, bo nigdy nie dobiję do brzegu.

O Rosji wiem niewiele. Jasne, informacje nas bombardują ze wszech stron ale nie do końca wszystkiemu daję wiarę. Nie wiem, ile w nich prawdy a ile propagandy, nie dociekam też jakoś. Ale jakby mi ktoś zaoferował podróż na wschód, nie zawahałabym się. I mówię to po lekturze Petersburg noir.

Zawsze, gdy czytam opowiadania, ciskam się, gdy się skończy. Bo chciałoby się więcej, dalej i głębiej. Ale są przypadki, kiedy opowiadania sprawdzają się idealnie. Tak jest np. u Munro, tak też jest w przypadku Petersburg noir. Nie wszystkie mi się podobały jednakowo. Nie we wszystkich czułam to coś, ale gdy tak sobie je przypominam z perspektywy tygodnia czy dwóch, zauważam, że z każdego pamiętam co najmniej kilka scen. Każde zostawiło choćby mały ale głęboki wzorek. Niewątpliwie całość tworzy bardzo spójny klimat, nie wiem na ile wiarygodny (ja uwierzyłam), ale jednolity. Czuć, że jesteśmy wciąż w tym samym mieście, w tym samym kraju. I nie chodzi tu o stylistykę, ale sposób patrzenia na świat, choć może też nie do końca, raczej o to, że jakby na ten świat nie patrzeć, obraz zawsze namaluje się podobnie. To faktycznie świat o wielu odcieniach czerni i choć być może powinien przerażać, fascynuje. Jest w nim może nie szorstkość i chropowatość, ale autentyczność czy nawet lepiej surowość, jaką można znaleźć w naturze nieskażonej przez ingerencję człowieka. Zdaję sobie sprawę jak głupio to brzmi, ale Petersburżanie wydali mi się ludźmi żyjącymi według własnego, dobrze znanego acz nigdy nie zapisanego kodeksu. On gdzieś się wychyla spoza gestów, zdań, spojrzeń. On jest wpisany w ruch w mowę, w spojrzenie, jak gen, gen Petersburga … tylko patrząc z zewnątrz można go dostrzec. Myślę, że jeszcze kilkadziesiąt stron lektury i mogłabym przestać go zauważać. Zmienić logikę własnego myślenia…

Opowiadaniom nie brakuje humoru, (mimo ciemnych barw) dystansu a przede wszystkim błyskotliwości. Są bardzo różnorodne, nie zlewają się w jedno choć dzieją się na tym samym, konsekwentnym tle. Mnie najbardziej podobało się takie lekko oniryczne pt. Dziadek do orzechów, przeraziła mnie natomiast Ośla skórka. Zbieżność tytułów nie jest przypadkowa, choć nie jest to przepisywanie bajek.

Nie wiem czy jest to pozycja dla fanów kryminałów. Znawcą gatunku nie jestem, ale gdy sięgam po kryminał, wyłączam myślenie i odprężam się jak w SPA. Petersburg noir nie zawsze trzyma w napięciu w klasycznym pojęciu tego słowa, ale na pewno nie pozwala się odprężyć. No i wysłanie szarych komórek na wakacje jest niewskazane, zbyt dużo przecieknie przez palce. A byłoby czego żałować.

*Petersburg noir, Claroscuro, str. 225

Reklamy

5 thoughts on “Petersburg noir – przynajmniej dziesięć odcieni czerni

  1. Długo czekałam na tę recenzję… 🙂
    Jakiś czas temu, chyba na początku grudnia, wspomniałaś o „Petersburg Noir” na facebooku. Jeżeli dobrze pamiętam, napisałaś, że podczytujesz pod stołem, że nie możesz się oderwać… Powiedziałam sobie wtedy, że muszę to jak najszybciej znaleźć i przeczytać. Tym sposobem święta były u mnie bardzo petersburskie i bardzo noir. Zachwyciłam się! To jedna z najlepszych książek, jakie przeczytałam w ubiegłym roku! Dzięki Ci wielkie i poproszę o więcej takiego czytelniczego dobra. Kuś mnie tak częściej! 🙂

Możliwość komentowania jest wyłączona.