LC · lit. polska · lubimyczytac · recenzje · społeczeństwo · tożsamość

Pustostan – Agnieszka Nietresta – Zatoń

Pustostan_okladka_KarpPięć (podobno) kobiet dzieli jeden los. Dzieciństwo każdej z nich przypadło na tzw. „zimny chów” i z czasem każda zdaje się powielać los swoich matek, babek, ciotek. Wychowywane na grzeczne (czytaj: posłuszne) dziewczynki, żyją w przekonaniu, że nic im się nie należy i że tak już musi być. Ale gdzieś tam w środku zaczyna się uchylać jakieś okno i coś z zewnątrz nawiewa. Wpisując się w stylistykę autorki, rzekłabym – jakiś wiatr odnowy powiał.

Odtąd kobiety żyją w rozdarciu między tym, co im wpojono a tym co by chciały, czego pragną. Korci je, by coś zmienić, umeblować w sobie tą pustą przestrzeń, ale nie umieją(?) się wyrwać z dotychczasowego życia, nawet jeśli z trudem przyznają, że to ich własne…

Choć to temat już z lekka oklepany w naszej rodzimej literaturze, to przyznam, że nadal dla mnie ciekawy. Niezależnie czy chodzi o moje pokolenie, o starsze czy o młodsze, ten proces odkrywania własnej tożsamości, ta szamotanina miedzy tym, co się chce a co się powinno i czym warunkuje nas rodzina i kultura jest niezmiennie ciekawa. Jest „Szopka” Papużanki, jest proza Kuczoka, żeby nie wspomnieć o „Moralności pani Dulskiej“. Wszystkie te pozycje (a jest ich znacznie więcej) obnażały bezlitośnie grzechy polskiej rodziny rzadziej śmiesznie, raczej boleśnie …

I na tym neutralna część recenzji się kończy i nie ukrywam, że powściąganie moich emocji wiele mnie kosztowało i na dodatek w dalszym ciągu zamierzam podzielić się jedynie co drugim zdaniem i to już po wielokrotnej obróbce. Jeśli zdania będą krzywe i nieskładne, proszę o wybaczenie, starałam się.

Zacznę od cytatu z książki, który podsumowuje z grubsza moje wrażenia po lekturze, „(…) Marek obraca w ustach biblijny cytat jak zużytą gumę balonową”. (Optymistycznie nastawionym, mającym w planie przeczytanie powieści, zalecam zakończenie czytania mojej opinii już w tym miejscu.)

Język jest pretensjonalny, momentami niepotrzebnie wulgarny i przerysowany. Jest pozbawiony tożsamości, przeżuty, wyświechtany i nie niesie ze sobą niczego oprócz narastającej irytacji. To obok powierzchowności treści mój największy zarzut odnośnie książki.

„Z pocałowaniem ręki przyjęła talon na poloneza w kolorze kurzego gówna kur na wolnym wybiegu wybieganych i czym prędzej nauczyła się prowadzić, żeby móc dokonywać lustracji nie tylko z wyżyn kuchennego parapetu, ale także jako jednostka specjalna zmotoryzowana.” (Cała książka napisana jest w ten sposób!)

To język, który zdradza brak zaufania autora do inteligencji czytelnika, bo jest podany już z interpretacją. Już nie muszę myśleć wyciągać wniosków (bo nie daj Boże zrobiłabym to nie po myśli autorki), już wszystko jest napisane i pomyślane za mnie. I jedyny słuszny wniosek został wyciągnięty. A jeśli śmiem się nie zgodzić, to znaczy, że jestem zimna i bezduszna jak te stare baby, które swoim córkom życzą tyle samo cierpienia ile one uniosły.

W moim odczuciu to nie jest narracja, to pospieszna, papierowa kreacja w najgorszym stylu (przypuszczam, że miała to być gorzka ironia, no ale wyszło zupełnie bez smaku). Wiem obiecałam być powściągliwa ale nie mogę się powstrzymać od jednej uwagi, skoro już mowa o języku: „Amen” znaczy: niech tak się stanie i nie widzę uzasadnienia na użycie tego słowa zamiennie z kropką lub słowem koniec. Z resztą dla wielu zwrotów nie widzę tu uzasadnienia.

Tak się składa, że bohaterki książki, których podobno jest pięć, a których nie byłam w stanie od siebie odróżnić, są moimi rówieśniczkami. Nie jestem chowana pod kloszem i coś tam wiem o swoich czasach, mnie też coś wpajano, czegoś uczono, miałam oczy i uszy, miałam przyjaciółki … i między innymi na tej podstawie śmiem twierdzić, że bohaterki są mało wiarygodne. (Poza tym, że zlewają mi się w jedną). Ponad to nie rozumiałam ich decyzji, nie widziałam logiki w ich postępowaniu i nie uzasadniała jej dziedziczność losu ani wyuczona bezradność. Nie ułatwiało mi to uwierzenia w ich historie.

Przeszkadza mi też czarno białe widzenie świata i przedstawienie charakterów. Nie ma ludzi całkiem dobrych i całkiem złych, takie rzeczy to tylko w bajkach dla najmłodszych. A tu wszyscy faceci to oprawcy, wszystkie kobiety to ofiary a starsze jeszcze dodatkowo zieją nienawiścią do młodszych. (Ta niesolidarność jajników wcale nie jest mi obca i uważam, że to kolejny ciekawy, niestety zmarnowany temat.) Zastanawiałam się skąd ta jednowymiarowość? Czyżby autorkę ogarniał strach, że stanę po męskiej (a więc niewłaściwej) stronie?

Świat przedstawiony przez Agnieszkę Nietrestę – Zatoń jest duszny od schematów. To świat zbudowany z nomen omen pustych pudełek, wyświechtanych frazesów, stereotypów, który nie niesie niczego nowego ani odkrywczego. Niestety zabieg ograniczenia kolorów i charakterów do dwóch w moim przypadku nie przyniósł niczego dobrego (może dlatego, że na co dzień dostrzegam ich znacznie więcej i nie lubię jak mi ktoś zawęża i ogranicza pole widzenia). Wszystkie bohaterki wzbudzały moją niechęć, bo nie mogłam pozbyć się wrażenia, że za wszelką cenę chcą pozostać cierpiętnicami a okoliczności stworzone przez autorkę mają im w tym pomóc. Nie znalazłam w sobie ani krzty współczucia czy empatii dla tych kobiet. Może jestem wredną babą a może autorka przedobrzyła. Wszystko mi jedno, chcę o tej książce jak najszybciej zapomnieć bo odbiera mi wiarę w dobrą polską literaturę.

Recenzja ukazała się na portalu lubimyczytac.pl

lc_logo

Reklamy

4 thoughts on “Pustostan – Agnieszka Nietresta – Zatoń

    1. Tak sie staram. Ale juz rozumiem czemu Karpowiczowi sie podobało. Jego „Balladyny i Romanse” były tylko trochę mniej koszmarne:-)

Możliwość komentowania jest wyłączona.