lit. polska · lubimyczytac

Otolit – Katarzyna Gondek

otolit-b-iext29474996Niejednokrotnie wspominałam w recenzjach, że bardzo lubię książki o miastach. Zawsze szukałam w nich jakiegoś umeblowania i takiego ustawienia stołów i szaf, by nie tylko umiejscowić tam bohatera ale też znaleźć w nim miejsce dla siebie.

Otolit to też miasto, a raczej Miasto, w którym niegdyś mieszkała Ola. (Nazwa Otolit funkcjonuje tylko dla wtajemniczonych – i czytelnicy się do nich zaliczają – dla obcych to po prostu Miasto.) Niespodziewane i dość tragiczne okoliczności zmusiły ją do podjęcia właściwie bezrefleksyjnej i spontanicznej decyzji o powrocie. Być może Ola nie żałuje, że wsiadła do pociągu i pojechała na koniec świata, gdzie nie była tysiąc lat, może sto a może tylko pięć, ale z pewnością zastanawia się nad tym powrotem, dzieląc przysłowiowy włos na czworo i próbując ujarzmić sytuację.

Bohaterka opowiada nam historię z pogranicza jawy i snu i o ile początkowo próbowałam ustalić fakty, o tyle po jakimś czasie zrozumiałam, że to nie one są najważniejsze. Poznajemy Olę i Miasto. Ola wspomina ludzi, którzy tam mieszkają (/li), których spotkała w swoim życiu, ale oni z kolei nie mogą nam nic powiedzieć o sobie ani o Oli. Nie będę oryginalna, gdy powiem że ze wszystkich osób, o których Ola mówi, najbardziej zaintrygowała mnie Matka. I nie chodzi mi tylko o relację jaka między nimi powstała (trudna i skomplikowana i … nieoczywista), ani o wyjaśnienie tajemnicy, ani o rozłożenie na czynniki pierwsze tego, co się stało. Matka nie miała głosu, nie mogła o niczym opowiedzieć, żeby nadać tej historii jakąś równowagę, ale też nie jestem pewna, czy gdyby miała głos, zechciałaby powiedzieć cokolwiek… Była na kartach książki wielką nieobecną, której ja, jako czytelnik i córka, chciałam zajrzeć w oczy…
Tak jak pisałam, początkowo skupiałam się na faktach historii, żeby ją sobie poukładać a w wolnych przestrzeniach, dorzucić jakiś koloryt czy to wyciągnięty z akapitów książki, czy to z mojego własnego ogródka. Ale tu było raczej odwrotnie, dostałam tło, to co pomiędzy a resztę musiałam poukładać sama, o ile uznałabym to za konieczne. (Wciąż coś tam układam w tej historii…) I jeszcze jedna rzecz; Miasto w tym przypadku może być miejscem, przeszłością, pełną zagospodarowaną przestrzenią, czasem ale równie dobrze Miasto może być symbolem, przenośnią czy kamuflażem. Oczywiście nie będę sugerować żadnych znaczeń, bo chyba każdy tu znajdzie swój własny szyfr.

Książka mnie ujęła. Tematem, językiem, klimatem. Była wyjątkowa pod każdym względem. Niezwykle dojrzała w formie, przemyślana w treści, dopracowana w obrazie. Ale nie dlatego, że autorka skrupulatnie twardym ołówkiem dopieszczała szczegóły, ale dlatego, że ta historia dojrzała, dorosła, rozwinęła się już w dziecko, które po wykształceniu wszystkich organów, musi opuścić łono i zobaczyć świat. Tym samym, niesie w sobie jakąś rzeczywistość, jakąś prawdę ale nie koniecznie tą powszechną, którą widać i którą możemy oceniać po kolorach, ale tą ze środka, z wnętrza zdarzeń, która jest motorem wszelkich działań. Ta prawda dotyka i porusza, nawet jeśli sie komuś nie spodoba.

Śmiem twierdzić, że nie jest to pozycja dla wszystkich, co więcej, uważam, że to jej atut. Natomiast gwarantuję, że po lekturze nie będzie łatwo o niej zapomnieć. Być może nawet poczujemy przymus powrotu …

Otolit, statolit, kamyczek błędnikowy ( za wikipedią)– występujący u niektórych kręgowców i bezkręgowców element receptorów grawitacyjnych, zwykle w postaci grudki fosforanu lub węglanu wapnia, wchodzący w skład narządu zmysłu słuchu i zmysłu równowagi (narząd otolitowy). U bezkręgowców (nazywany statolitem) znajduje się wewnątrz statocysty, na włoskach czuciowych. Najbardziej wykształcone otolity mają ryby promieniopłetwe[2].

Otolit uciska włoski czuciowe innych komórek, rejestrujące kierunek oddziaływania siły ciężkości. W efekcie tego komórki wysyłają odpowiednią informację do ośrodkowego układu nerwowego i zwierzę zachowuje orientację przestrzenną – wie, w jakim znajduje się położeniu względem otoczenia, co umożliwia mu zachowanie lub zmianę pozycji.

Recenzja ukazała się na portalu lubimyczytać

lc_logo

Advertisements