fotografia · lit. polska

Odbicie – W Nowicki

Odbicie_nowickiBywają w filmach (szczególnie tych naiwno-komediowych) takie sceny: grupa ludzi penetruje stary dom/ piwnicę/ szopę, do wyboru. I po szczegółowym przeszukaniu z latarkami w ilości niezliczonej, ktoś opiera się o ścianę i się w nią zapada. Okazuje się, że zupełnym przypadkiem odkrył skarb, zakopany przed tysiącami lat, poszukiwany albo nawet nie, którego wartość (ogromną) jest w stanie ocenić natychmiast. (Można wybrać też wersję z zapadająca się podłogą). I nagle widzenie świata zmienia perspektywę. No więc, proszę państwa ja grałam w tym filmie. Ten łokieć był mój i to moje oczy w dwie sekundy wyceniły wartość skarbu mimo poważnych braków w przedmiotach ścisłych.

Już „Dno oka” było szkołą dostrzegania i widzenia. Idealnie napisał o nim Bieńczyk: Po wypisach Wojciecha Nowickiego poczułem się Gargantuą, przeczytałem jedno „Dno oka”, a połknąłem dwanaście, a może i tysiąc sto dwadzieścia jeden innych książek. W przypadku „Odbicia” nie jest inaczej… choć jednak trochę jest.

Zaczyna się zabawnie od fotografii nagiego mężczyzny w różnych ujęciach (w tym ze wzwodem). Tak, mnie też się uśmiechała gęba, gdy oglądałam i czytałam, starając się jakoś ukryć zdjęcie w środkach komunikacji miejskiej. Nie jestem pruderyjna a i książka jest wysokich lotów, wystarczy zerknąć na nazwisko autora ale z ludźmi w pociągu to nigdy nic nie wiadomo. Potem robi się poważniej, rozdziały przypominają kontynuację „Dna oka” („Odbicie” chyba z resztą jest tak przedstawiane), ale tym razem autor skupia się na portrecie (człowieku) i wplątuje w tekst życiorysy fotografów, tych zawodowych i amatorów. Podążamy więc prawdziwymi, ludzkimi drogami, które dopełniają przedstawione zdjęcia. Czyimiś oczami patrzymy w czyjeś inne oczy. Mamy już bowiem nie tylko obraz (zdjęcie, które dla nas wybrał autor)i interpretatora (W. Nowicki), który potrafi patrzeć na przestrzał i wyciągnąć z kątów i zakamarków istotny szczegół, umykający niewprawionemu oku dyletanta. Ale mamy jeszcze życiorys autora zdjęcia, który się na to wszystko nakłada, coś wyjaśnia albo wręcz odwrotnie wprowadza jakiś chaos, niedopowiedzenie czy tajemnicę. Pozornie płaskie fotografie zyskują wielowymiarowość. Wiem, że to brzmi banalnie i patetycznie ale w przypadku Nowickiego obraz połączony z jego słowem nabiera namacalnej wypukłości. Patrzysz na zdjęcie i już nawet nie chodzi o to, że widzisz więcej, zaczynasz czuć, niemal jakbyś dotykał, albo tam był. To jest trochę tak, jakby czytelnik zgodnie ze swoją wolą, albo i jej wbrew, został wplatany w nieswoje życie, przeniesiony w inną przestrzeń do innych miejsc, do innych ludzi. I nie patrzymy już tylko na zdjęcia, ale je przeżywamy.

Jestem wielką fanką Nowickiego. Łokieć wpadł mi już w tą dziurę w ścianie, kiedy przeczytałam „Salki”. Do dziś nie ruszam się z tamtego miejsca opukując resztę ścian. I choć ni w ząb nie znam się na fotografii, jeśli miałabym ją odkrywać, to tylko z autorem „Odbicia”. Z resztą, tak prawdę mówiąc, dla mnie Nowicki może pisać o czymkolwiek, byleby tylko nie kończył.

Recenzja została opublikowana na portalu lubimyczytac.pl

lc_logo

Advertisements

2 thoughts on “Odbicie – W Nowicki

  1. bardzo chcę się za Nowickiego w końcu zabrać! już sobie zamówiłam nawet tę książkę u koleżanki na gwiazdkę, chociaż widzę, że najpierw powinnam zdobyć ‚Dno oka’!
    ps. chciałam napisać, że pięknie o tej książce napisałaś, ale przeczytałam Twój następny wpis i teraz brakuje mi słów 😉

    1. Dziękuje:-) Myślę, że mimo iż o „Odbiciu” pisze się jak o kontynuacji „Dna oka”, nie ma konieczności czytania tych książek w jakiejś kolejności. One w pewnym sensie są osobne. A Nowicki, kurde, niech pisze, pisze i pisze, bo robi to przecudnie. „Salki” polecam, wpadłam w zachwyt!

Możliwość komentowania jest wyłączona.