dzieci · lit. niemiecka · lubimyczytac · recenzje

To ja! Historie, które dodają dzieciom pewności siebie – praca zbiorowa

indeksNie pamiętam, żeby mi czytano książki, gdy byłam mała, ale musiało tak być, bo zawsze miałam ich dużo, a rodziców nie było stać na puste dekoracje. Pamiętam za to, jak sama już sięgałam do półek i jak szybko „zaliczyłam” całą swoją (i dobrałam się do kryminałów mamy). Podobnie było z biblioteką. To były czasy, kiedy lubiłam wracać do znanych historii i czytałam je po kilkanaście razy. Moim szczególnym uznaniem cieszyły się baśnie, gdzie dobro zawsze wygrywało, a zagubione czy niedoceniane dziecko zawsze znajdowało jakąś dobrą wróżkę. Wierzyłam, że tak zbudowany jest świat. Niestety bardzo długo.

Dziś i ten świat się zmienił i ja zaczęłam wyłazić spod bezpiecznego koca. Dziś jestem odpowiedzialna za swoje dziecko i jak typowa kwoka (pomna własnych przeżyć) chcę je ochronić przed złem wszelakim, mimo świadomości, że to rozwiązanie do najlepszych nie należy. Szukam więc alternatywy. Podsuwam książki, ciekawe programy czy filmy, o których możemy podyskutować. Z różnym skutkiem. Czasem popycham swoje dziecko lekko, nie zaraz tam na głęboką wodę, ale tak po kolana, przy czym ja wciąż czekam na brzegu, na widoku. Tak wiem, jestem złą mamą.

Miałam wiele powodów, by dostać w swoje ręce „To ja! Historyjki, które dodają pewności siebie”. Jednym z nich była zwykła ciekawość, jak można namówić dziecko stojące nad przepaścią, by spojrzało w dół i zrozumiało, że to całkiem płytki rów. Jak nie zamykać dziecka w bańce tylko otworzyć je na świat. I jak jest w tym moja rola.

Cóż, czytając te historyjki sprawa wydaje się bardzo prosta. I w pewnym sensie tak jest. Jest przekraczaniu swoich granic, oswajaniu potworów, przezwyciężaniu niepokojów czy nieśmiałości. Miło, zabawnie i ciepło. Świat jest miękki i bezpieczny a to, co nas (a właściwie to dzieci) ogranicza, najczęściej tkwi w ich głowie (brzmi znajomo?) Może tak naprawdę świat nie jest znowu taki przyjazny ale kwestia tworzenia barier, które tkwią tylko w naszych głowach jest całkiem prawdopodobna. Czyż w większości nie budujemy ich sami? (I czy my czasem nie budujemy ich dzieciom?)A skoro tak, to czy zburzenie ich jest takie trudne?

Odpowiedź przychodzi szybko. To są historyjki dla dzieci w wieku przedszkolnym, w sumie oceniłabym 5-7 lat, choć mój dziesięciolatek nie pogardził lekturą. Ale fakt, że ta książka jest dla młodszych, wymusza na rodzicach głośną lekturę. I tu jest sedno, które stanowi o sile tej książki. Bo to jest rzecz w co najmniej w 50% dla dorosłych! Dziecko słucha jak wygrzebać się z pokoju pełnego potworów, jak zrobić zakupy, gdy cię ignorują , jak wyjść spod koca i spojrzeć światu w twarz. Jak powiedzieć „nie”, gdy obcy je tuli a ono tego nie chce. A dorosły czyta, jaka jest w tym wszystkim jego, rodzica, rola. Chwila refleksji i spogląda na swoją pociechę jak na człowieka, jeszcze niepewnego, niegotowego ale już zmuszonego dostosować się do reguł ustanowionych przez nas, dorosłych. Tych samych, którzy nierzadko posyłają swoje dzieci na milion zajęć, (by właśnie, o ironio! lepiej przygotować je do życia), ale nie pytają się ich czego chcą, co czują, co ich złości, martwi a co uszczęśliwia. I myślę, że ta chwila olśnienia udziela się zarówno dorosłemu jak i dziecku, każdemu na innej płaszczyźnie.

Niejednokrotnie, choć bohaterami historii są dzieci, kluczową rolę pełnią dorośli. Pani przedszkolanka łapiąca w swe ramiona przestraszoną dziewczynkę, która boi się zjechać z ogromnej ślizgawki, podczas gdy dzieci naciskają coraz bardziej. Pani sprzedawczyni, która pomaga innej dziewczynce sprawić mamie urodzinową niespodziankę. Starszy brat, który pociesza malutką siostrę, gdy w dniu urodzin (i wielkiej imprezy) choruje na ospę i musi odwołać przyjecie. Mama, która mówi dziecku, że ma prawo powiedzieć nie, również dorosłemu.

To książka dla dzieci ale również poradnik dla nas, dorosłych, o tym jak pokazać dziecku, że niepowodzenia i strachy są cienką otoczką, która łatwo przebić i wydostać się na zewnątrz. (Naprawdę nam dorosłym nietrudno ją dostrzec.) Napisany po to, by dorosły uzmysłowił sobie, że przygotowanie dziecka do życia nie sprowadza się do zorganizowania mu czasu pełnego zajęć, ale wręcz zatrzymania tego pędzącego pociągu i zapytania, jak się dzisiaj czujesz… I po to, by umocnić swoją pociechę w poczuciu własnej wartości, własnych granic i zapewnić go, że w razie potrzeby jesteśmy tutaj. I wreszcie po to, by zrozumieć, że aby wszystko poszło dobrze, wystarczy być uważnym…
Dorośli, jest praca do zrobienia!

Książkę polecam gorąco. Dzieciom i rodzicom. W końcu człowiek uczy się całe życie i nigdy nie jest za późno na zmiany …

Advertisements