lit. hiszpańska · lubimyczytac · recenzje

Turecka namiętność – Antonio Gala

turecka-namietnosc-b-iext27494386Kiedyś, dawno, dawno temu, prawie w innym życiu, uwielbiałam chodzić po jakichś zapomnianych kiermaszach i na brudnych stolikach przykrytych równie brudną folią wypatrywałam nieznanych poetów. Nie żeby mnie ci wielcy jakoś nie satysfakcjonowali, ale podskórnie czułam, jak trudno się wybić a jak łatwo utonąć w zalewie chały, która ma lepszy PR. Więc szukałam perełek. Z bardzo różnym skutkiem.

Przyznam, że naiwnie wierzyłam, że „Turecka namiętność” też będzie taką perełką mimo że, a może właśnie dlatego, że wszystko krzyczało jak bardzo mogę się mylić. Ale ja nie wierzę w czarno-białe postrzeganie świata i w to, że coś jest dokładnie tym, czym wydaje się być.

Cały tydzień myślałam jak o tej książce napisać. Biegałam, sprzątałam, chodziłam na spacery z psem i kombinowałam jak tu napisać o „dziele” Antonia Gali. Bo o książce chciałam napisać tylko źle ale nie wykluczałam jednego, ważnego aspektu, że ja niczego nie zrozumiałam. Może nie wpadłabym na to sama, nie że mam się za nieomylną, ale wierzę w swój gust i na dodatek się z nim zgadzam. Ale niejednokrotnie, gdy o słabej w mojej ocenie książce, piszę zgodnie z własnym sumieniem, zarzuca mi się, że jej nie rozumiem. Może coś w tym jest.

Wydawca nas zachęca tymi słowy: Zaskakująca historia opowiedziana przez hiszpańskiego poetę i scenarzystę Antonio Galę. I po raz pierwszy nie ma w tym ani krzty kłamstwa. Ta historia jest tak zaskakująca, że byłam zdziwiona nieustannie przez 380 stron. A im dalej w las, tym zdziwienie moje rosło.

Pokrótce, jest to historia miłosna. Młoda mężatka znudzona swoim poprawnym małżeństwem, szuka rozrywki, och przepraszam zakochuje się, w tureckim przewodniku, który podczas opowieści o kolejnych zabytkach niepostrzeżenie (?) okazuje jej swoje względy. Bez słów. Potem wypadki toczą się błyskawicznie i równie zaskakująco jak zapowiedziano i jak się nie spodziewacie. Nie powiem, że miłość nie ma przede mną tajemnic, ale miałam się zawsze za osobę pełną empatii i wydawało mi się że jestem w stanie wiele wytłumaczyć, zrozumieć i wybaczyć. Poza tym, skoro jesteśmy przy historiach miłosnych, gdy czytałam „Pasję wg Św. Hanki”, rozumiałam bohaterkę Janko jak samą siebie. I wcale nie wkurzało mnie jej wahanie i niezdecydowanie. (W przeciwieństwie do wielu osób, które uważały jej zachowanie i niezdecydowanie jako mało wiarygodne.) Bo to było takie ludzkie, takie kobiece, takie osadzone w tym świecie, w którym żyła i takie prawdopodobne. ( A do tego Janko tak pięknie pisze!) W „Życiu miłosnym” Zerui Salev z kolei, Jara bez wahania podejmuje decyzje, o których się tylko marzy, ale nigdy się ich nie urzeczywistnia. Nie podziwiałam jej, ale jakże dobrze ją rozumiałam. Uwierzyłam również jej. Współczułam jej! Podobnymi uczuciami próbowałam obdarzyć Desiderię. W końcu jestem kobietą …

Niestety. Nie zrozumiałam ani zachowania bohaterki Gali ani motywów jej działania, ani w ogóle całej tej historii. Zapewne za krótko żyję i zbyt mało wiem o uczuciach, nad czym ubolewam, ale tylko trochę. Bo to pierwsza książka, która wprawiła mnie w taką konsternację, jak znajdę drugą to się zatrzymam, a jak trzecią to przemyślę sprawę i być może spokornieję. I będzie mi przykro. Może.

Historii nie pomaga narracja. Nie wiem czy to kwestia tłumaczenia, czy autor ma taki „styl”. Zaznaczyłam kilkadziesiąt miejsc, w których nie nadążałam za logiką lub związek przyczynowo skutkowy nie był dla mnie jasny. Np. książka ma być pamiętnikiem, pisanym na bieżąco. Zatem bohaterka musiała być prorokiem, bo niejednokrotnie uprzedzała fakty stwierdzeniami typu: „Nie podejrzewałam, że to się mogło tak skończyć.” Nie rozumiałam też jak osoba nie mówiąca po turecku, może uczyć pisać i liczyć małego tureckiego chłopca. Poza tym było pełno zaprzeczeń typu: Laury i Felisy niemal nie widywałam. Odsunęłyśmy się od siebie prawie bezboleśnie. A kilka linijek potem (w historii kilka dni) Desideria wraz Laurą i Felisą i ich mężami planują wspólne wakacje i spędzają ze sobą mnóstwo czasu. Dodam, że przed tym stwierdzeniem przyjaciółki od siebie nie stroniły. Takich nieścisłości było więcej.

Zadumałam się również nad takim fragmentem, który rozpoczyna akapit: Patrzę przez okno na parking w dole i widzę mrowisko. Pozornie różnimy się od siebie, a raczej za różnych się uważamy, albo różnymi nas uczyniono, a może uczyniliśmy różnymi sami siebie. Do tej pory myślę o tych mrówkach w sumie do siebie podobnych i tej różności i próbuje znaleźć w tym jakiś sens. Jeszcze nic nie wymyśliłam.

W ogóle muszę przyznać, że dywagacje filozoficzne na temat życia, miłości i namiętności wznoszą się na niedostępne dla mnie wyżyny intelektualne. Chylę czoła, bo nic nie zrozumiałam. Ale też po którymś razie przestałam próbować.

Chciałabym chociaż powiedzieć, że książkę czytało się gładko i szybko, ale i tu musiałabym skłamać.

W związku z powyższym, jeśli ktokolwiek ma mówić o mnie źle, niech to będę ja. Najmniej zaboli a i śmiać się z samego siebie nie jest sztuką. Sztuką jest śmiać się z siebie, gdy ktoś ironizuje na nasz temat. Ja tej sztuki nie posiadłam więc bije się w pierś i przyznaję, przykro mi bardzo, za głupia jestem na tę książkę.

Reklamy

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s