biografie · lubimyczytac · recenzje · Uncategorized

Piękni głupcy. Ostatni romans Zeldy i Scotta Fitzgeraldów – R. Clifton Spargo

Piekni glupcy-okl-500Są takie relacje międzyludzkie, które nie zostawiają przestrzeni dla obcych. Jest w nich gęsto, duszno, a każde spojrzenie, intonacja czy gest mają swoje zakodowane znaczenie. Tak postrzegam małżeństwo Scotta i Zeldy w „Piękni głupcy. Ostatni romans Zeldy i Scotta Fitzgeraldów”, w którym czułam się jak intruz. Miałam wrażenie, że bohaterowie próbują mnie zniechęcić i sprawić, bym sobie w końcu poszła i zostawiła parę w spokoju. A może ignorowali mnie do tego stopnia, że pozwalali sobie na szczerość i bolesną prawdę w mojej obecności?

Nie wiem, jak długo czytałam tę książkę, ale więcej niż kilkanaście stron dziennie nie byłam w stanie. Czułam nieustanne zmęczenie, rozdrażnienie, czasem nawet złość. Niejednokrotnie oburzenie i niezrozumienie, choć powtarzałam sobie: Zelda jest chora, Scott jest alkoholikiem. Jeśli jednak zaczynacie teraz myśleć, że książka jest słaba, to się grubo mylicie.

Żałuję ogromnie, że nie przeczytałam „Z. Powieść o Zeldzie Fitzgerald”, bo choć podczas lektury „Pięknych głupców” nie czułam się niedoinformowana, to niestety nie mogłam znaleźć w sobie wystarczająco empatii, by z bohaterami książki (a głównie z Zeldą) wyruszyć w ostatnią podróż, bez łomotania serca i strachu z tyłu głowy. Nie, nie narzekam na fabułę, język czy stylistykę. Paradoksalnie, myślę, że Spargo tak wiarygodnie odtworzył małżeństwo, że przeciętnemu człowiekowi chce się od niego uciekać jak najdalej. Nigdy nie przyszło mi się zajmować czy nawet przyjaźnić z osobą chorą psychicznie. W moim otoczeniu nigdy nie było alkoholika. Dołóżmy do tego silne charaktery, niezależne osobowości, wybitne umysły, sławę, niespełnione ambicje i nadzieję. Ja nadal mam ochotę zwiać. Tak, to wszystko jest fascynujące, ale tez kosztuje. I ja czytając, czułam poniekąd, że za to płacę.

Rozchwiana osobowość Zeldy wzbudzała we mnie nierzadko niepohamowaną agresję. Nie wiem, skąd Scott czerpał cierpliwość… albo nie, nie tak, bo przecież wiadomo skąd. Nie potrafię sobie jednak chyba wyobrazić tego ogromu miłości, tej niezwykłej siły przyciągania, uzależnienia jednego od drugiego, w końcu tej niespotykanej często więzi, która sprawiła, że tych dwoje mimo wszystko, MIMO WSZYSTKO, do końca pozostało razem. Wszyscy wiemy, że Zelda była chora, a alkoholizm Scotta niczego nie ułatwiał. Każdemu z nich było trudno ze sobą samym, a co dopiero ze sobą nawzajem. A jednak nie umieli bez siebie żyć. Żeby cierpieć i żeby być szczęśliwym.

Chylę czoła autorowi za odtworzenie epoki, klimatu i relacji, która choć była duszna i nie do zniesienia, ale mnie, prostego czytelnika nauczyła czegoś o drugim człowieku i o mnie samej. I jeszcze słowa uznania za to, że czytelnik dla R. Clifton Spargo to nie jest półmózgi idiota, któremu trzeba wszystko wytłumaczyć w obrazkach i dużymi literami. Bo czytelnik potrafi myśleć i wyciągać wnioski. I autor o tym wie.

Nieszablonowy związek nieprzeciętnych ludzi w wyjątkowych czasach. Tu nie trzeba niczego przyozdabiać, wykręcać, boldować czy podkreślać. Nie trzeba hałasu, krążącego słowotoku, który w końcu zmierza do niepotrzebnego nazwania rzeczy po imieniu. Wystarczy dobrze i bez zadęcia opowiedzieć. I to się autorowi niewątpliwie udało.

*Fragment tekstu piosenki autorstwa Krzysztofa Krawczyka i Edyty Bartosiewicz

Advertisements