LC · lit. polska · recenzje

Regina zamyka drzwi – J. Melchior

regina-zamyka-drzwi-390Regina faktycznie zamyka drzwi. Nie robi tego z hukiem, co podkreśliłoby zapewne jej splendor i byłoby piękną kropką nad i. Regina zamyka drzwi powoli, co rusz wychylając głowę i zerkając, kto patrzy, jak ona odchodzi. Do samego końca wyczekuje widowni, której będzie mogła pokazać, jak bardzo jest. I jak bardzo jest niezniszczalna.

Regina spowiada się klasycznie. Czytelnik ma przed oczami film zmontowany z najważniejszych fragmentów życia. Lecimy więc przez wieś, siostry, rodziców mężów, wycieczkę z Orbisem aż do Wiednia i tu osiadamy. Jak na lata, o których opowiada bohaterka, to dość przewidywalna podróż. Ludzie, o których mówi, są dość typowi dla swojego czasu i miejsca. Sytuacje też są raczej wypadkową możliwych zdarzeń z tamtego okresu. To, co Reginę ma wyróżniać, to jej duma, pracowitość i zawziętość, by wytrzepać całe gówno przylepione do jej gumiaków, w których niejako się urodziła.

Mówi się, że człowiek ze wsi może wyjść zawsze, ale wieś z człowieka? Cóż, ja tu otrzymałam jakąś odpowiedź, ale za mało życie znam, by móc się z nią zgodzić lub polemizować. Zresztą Regina, wychodząc ze wsi, urodziła po drodze syna. I ta relacja jest w książce istotniejsza od słomy w butach.

„Regina zamyka drzwi” jest powieścią idealnie przeciętną w mojej ocenie. Nie ma się zbytnio do czego przyczepić, ale też nie ma nad czym się zachwycać. Opisana historia nie jest zbyt głęboka i można by ją nawet nazwać banalną, nie zapominając o klasycznej w tym przypadku trudnej relacji władcza matka – syn – …sami zobaczycie. Ale ten banał coś ratuje. Narracja, jakaś swoboda, naturalność. Nie ma nadęcia, przesadnej i nieuzasadnionej kwiecistości, która spowodowałaby przerost formy nad treścią. Tutaj treść dobrze pasuje do formy i jest to komplement. Może nie wpijałam się w kolejne strony z gorączkowym zaciekawieniem, ale też się nie nudziłam. Czyta się gładko, choć nic odkrywczego raczej nie znajdujemy.

Reginę ratuje jeszcze jedna rzecz, nie jest do końca jednoznaczna. Może delikatnie przerysowana, zupełnie jak jej wygląd, ale nie jest postacią jednoprzymiotnikową. I to jest fajne. Ona sama i narrator kreślą obraz właściwie bez dopowiedzeń (trochę szkoda), natomiast w historii nie ma wyraźnego łańcucha dać-wziąć, wina-kara. Choć sama postawa Reginy ma konsekwencje w życiu i osobie jej syna, z czego umierająca raczej zdaje sobie sprawę, chociaż wcale tego nie pragnie.

Lektura nie jest może wymagająca, ale poprawna i gładka. Nie pretenduje do niczego, czym nie jest. I to sprawia, że mimo lekkiego zawodu, myślę o niej (i o autorze) ciepło i z sympatią.

Recenzja ukazała się na portalu lubimyczytac

lc_logoP.S.Okładka przepiękna

Reklamy