Historia · LC · lit. polska · recenzje

„Dwie kochanki” – Marek Harny – i jedna wielka nuda

dwie-kochanki-b-iext26164435Nie lubię pisać źle o książkach. Gdzieś tam w swojej naiwności wierzę, że autorzy jednak nie do końca piszą dla pieniędzy, popularności czy blichtru. (Choć przyznaję, że ta wiara jest coraz wątlejsza). Noszę w sobie przekonanie, że książki pisze się z potrzeby rozmowy, konfrontacji, opowiedzenia jakiejś (pouczającej lub zabawnej) historii, czy wreszcie rozłożenia na świecie jakiegoś kocyka, na którym choć jedna osoba przysiądzie, uznając wybrane przez autora miejsce za własne.

Może śmiejecie się teraz w kułak ze mnie, ale ja takie książki czytuję. Gdybym miała kiedykolwiek coś napisać na papierze, zabrałabym się do tego jak do przygotowania wielkiego przyjęcia. Nakryłabym pięknie stół a krzesła wyposażyłabym w miękkie poduszki. Nad wszystkimi potrawami pracowałabym długo i pieczołowicie, aż ich wykonanie doprowadziłabym do perfekcji i wówczas zdecydowałabym się je podać.

Nie wiem jaki cel przyświecał Panu Markowi Harnemu, ale ja na jego przyjęciu zasnęłam zaraz po tym, jak podano przystawki. Może coś do nich dosypał? Chociaż porównanie lektury do snu nie jest do końca trafne, bo ja prawie płakałam za każdym razem, kiedy otwierałam książkę. A otwierałam ją wiele razy, bo liczy sobie ponad 600 stron! Powieść skończyłam wczoraj i nawet nie musiałam czekać aż emocje opadną, żeby się zabrać do pisania, bo żadnych emocji w sobie nie znalazłam.

Zdarzyło Wam się kiedyś pozostać trzeźwym jak świnia, na imprezie zakrapianej alkoholem? Mnie owszem a podczas czytania „Dwóch kochanek” to uczucie mnie nie opuszczało. Nie wiem, czy dobrze bawił się autor ale mam nadzieję, że chociaż jemu pisanie sprawiło nieco przyjemności. Odniosłam wrażenie, że nic się ze sobą nie klei, choć zapowiedziany plan imprezy wzbudzał mój entuzjazm. Trudne relacje polsko-żydowskie, odkrywanie swojej niejasnej przyszłości i mroki historii, zamknięte w okolicach Nowego Sącza, który z racji miłości do Beskidu Sądeckiego jest mi niezmiernie bliski. No niestety na dobrej reklamie się skończyło.

Książka składa się jakby z dwóch części; jedna z nich pisana jest w trzeciej osobie i ta cześć osadzona jest w latach nam współczesnych, druga część to lata sześćdziesiąte (trochę wcześniej i trochę później), gdzie narrator pisze w pierwszej osobie o…. sobie. Obie części przeplatają się i mają się uzupełniać, najpierw mnożąc pytania, by stopniowo dojść do rozwiązania zagadki a po drodze wzbudzić ciekawość. Mnie nie udało się zaciekawić ale faktycznie nasuwało mi się jedno pytanie, czy bohater z teraźniejszości ma amnezję i nie pamięta swoich młodzieńczych lat? Czy może chodzi o dwie różne osoby, co jakby nie wynika z tekstu, ale może coś przespałam?

Postać duch/widmo, do której w młodości wzdychał narrator ( i po latach nadal, bohater) Marylka, Maszeńka czy też Miram Podgórski, wzbudzała we mnie ironiczny uśmiech już, kiedy czytałam jej personalia. Potem było tylko gorzej. Narrator niezależnie, czy pisze w pierwszej, czy trzeciej osobie ma problem ze zdefiniowaniem siebie; czy zostaje zblazowanym mężczyzną po przejściach, czy jest wrażliwcem zgrywającym twardziela ( albo na odwrót)? No generalnie kim by nie próbowałby, to wszędzie widziałam braki i niekonsekwencję, żeby nie powiedzieć brutalnie, tani kicz. Dialogi były mało rzeczywiste (bohaterowie też, więc może nie dało się inaczej), trudno mi było uwierzyć w cokolwiek i w kogokolwiek. Były momenty, kiedy myślałam, że autor „ma bekę”, jakby powiedziała młodzież, że coś takiego napisał i ktoś to wydał ( i ktoś czyta!). Odnosiłam wrażenie, że rzeczy błahe i oczywiste zostały skrupulatnie (bezcelowo) opisane podczas gdy to, co istotne zostało pominięte i nie mam na myśli wymownego milczenia. To uczucie nieustannej ślizgawki bo hasłach, które niewiele niosły i których jako wykluczona (trzeźwa) na imprezie nie potrafiłam zrozumieć, nie opuszczało mnie do samego końca. Może ja z innego towarzystwa jestem? A może po prostu nie potrafię łapać w lot?! Nie wiem, ale jakoś nijak nie mogłam znaleźć klucza do tej powieści, bo gdybym znalazła i w końcu otworzyłabym drzwi, to zakładam, że przynajmniej miałabym przed oczami jakiś pokój, jakąś przestrzeń, całość, gdzie coś z czegoś wynika gdzie rzeczy są albo ich nie ma też w jakimś celu. Klucza nie znalazłam, być może słabo szukałam albo jestem ślepa. Ale jak Wy zechcecie szukać, to róbcie to na własną odpowiedzialność.

Recenzja ukazała się na portalu lc_logo

Reklamy

6 thoughts on “„Dwie kochanki” – Marek Harny – i jedna wielka nuda

  1. W moim odczuciu Pani recenzję od książki Marka Harnego różni to, że jemu udało się zbudować mądrą i pełną napięcia opowieść, a Pani tekst jest jedynie zgrabną zabawą słowami. Złośliwa błyskotliwość bywa czasem ujmująca i ciekawa, ale u Pani jest jedynie, jak przypuszczam, przejawem zamkniętości na przesłanie zawarte w lekturze- a nawet w kuchni nie zawsze trzeba się kurczowo trzymać schematów zapisanych w kulinarnych przepisach! Pozdrawiam! Stały czytelnik Harnego, którego on jak dotąd nie zawiódł 🙂

    1. To Pana zdanie a nie ogolnoprzyjeta opinia. Moje zdanie jest odmienne i w moim odczuciu jedyna rzecz ktora sie Harnemu udala to zanudzenie mnie. Ja bym chetnie poczytala ksiazke ktora odbiega od schematow co wiecej robie to ale wtedy nie siegam po Harnego.
      Bede wdzieczna za powstrzymanie sie od personalnych wycieczek tylko dlatego ze mam odmienny od panskiego gust. To dopiero jest schemat!

  2. Zapewniam Panią, że i Marek Harny też jest „personą”- można go czasem spotkać spacerującego nad stawem w Nowej Hucie- więc trochę śmiesznie jawi mi się Pani oburzenie na moje „wycieczki personalne” pod Pani adresem. Czy opublikowanie czyjejś pracy i wypłacenie mu za nią honorarium daje nam prawo do „odpersonalniania” go i „jechania po nim”, jak po równi pochyłej? Proszę w sposób otwarty przeczytać swoją recenzję, a być może dostrzeże Pani, o czym piszę. Czym innym jest krytyka tekstu, a czym innym obrzucenie kogoś swoimi negatywnymi emocjami. A co do ogólnie przyjętych opinii na temat „Dwóch kochanek”, proszę je poczytać i ewentualnie przedumać- jest ich wcale niemało, np. w Necie. Oczywiście ma Pani prawo, jak każdy, do swojego zdania, ale wyraża je Pani na ogólnodostępnym blogu, więc może w związku z tym warto się zastanowić, czy nie ma jakichś innych przyczyn Pani ospałości, zanim obarczy Pani nimi tego krakowskiego Pisarza! Pozdrawiam ciepło z Dolnego Śląska 🙂

  3. tak się składa, że spotkanie Marka Harnego gdziekolwiek nie wpłynie na moją ocenę jego książki. Za książką, jakąkolwiek stoi autor, mnie ten autor oszukał wiec mam do niego żal. Proszę mi nie zarzucać że książki nie zrozumiałam ponieważ mi się nie podoba. Książka mi się nie podoba bo jest źle napisana naiwna i naciągana. W mojej ocenie słaba. Uważam również iż słabe książki obrażają czytelników. Podobnie jak książki niedopracowane, niedorobione, nieprzemyslane. Poza tym tak zażarcie broni Pan pisarza jeszcze nie usłyszałam żadnego merytorycznego argumentu „za”.
    Jeśli Harny ma tak dobrą prasę to nie znaczy też że mam śpiewać na jego cześć peany tylko dlatego, że inni to robią. A jeśli już mu tak dobrze klaszczą to proszę przyłączyć się do nich, zapewne lepiej się Pan przysłuży swojemu idolowi. Bo mnie Pan do niego skutecznie zniechęca.

Możliwość komentowania jest wyłączona.