Uncategorized

Tak jak w kinie

Przyszła teraz chwila, w której ze słów się staję. Lepi mnie głos czyjś, czyjeś myśli poubierane w dziwne koszulki. Palce jakieś mnie zdobią w doświadczenia nie moje, w nie moje uczucia, w życia obce. I nagle jestem cudzą mną w cudzym łóżku i chodzę jak po nitce. Mimo że ta ja, którą znam  wybrałaby inne drogi, uznaję wytyczone trasy jako własne. Uwiera mnie gdzieś w okolicach rękawa. Czapka dobrze uszu nie zakrywa i bywa mi zimno. Buty … nie czuje butów…ale często się potykam.

Wydaje mi się, że śnię, kiedy …

czytam.

Przypominam sobie wtedy, że wystarczy na głos jedno zdanie powtórzyć a rozpłynie się ten strach, co mgłą mi osiadł nad łóżkiem i pilnuje, żebym nie wstała. Żebym z kostiumów nie wyszła aż się nie wrosną we mnie. Ale nawet gdy mnie lęk z objęć wypuszcza, potykam się i wpadam w kolejną dziurę pełną robaków, co zewsząd wyłażą. Wszędzie są miejsca, w których nie chcę być. Ale jestem, bo mnie do nich zaprowadzono, bo do nich doszłam po nitkach słów, z ciekawości, z tęsknoty za życiem równoległym, ze współodczuwania, które chciałabym zwieńczyć przejęciem nowych kamieni do swojego plecaka.

I gdzie nie spojrzeć historia pazury we mnie wbija. Do krwi. I każda kartka, co się obraca, po plecach biczem mnie smaga. Nie mam siły się podnieść. Ale wstaję, bo muszę upadać.

W malignie na pograniczu światów, marzę o słowach nienaturalnie wygiętych w jakąś trzecią stronę, której dotąd nie widziałam. O zdaniach przyozdobionych w koszmarne falbanki, które szumią od nadmiaru krochmalu, i pozostawiają skórę dziwną w dotyku. Pragnę wyrazów, co jak akrobaci na trapezie skaczą, bo będę mogła na nie patrzeć bez ochoty ruszenia za nimi. Im wyżej skakać będą, tym bardziej się od nich oddalę, tym głębiej w sobie osiądę, tym mocniej siebie trzymać się będę. Pragnę zdań niebezpiecznie zdążających w paszczę lwa, kiedy na trybunach będę spokojnie oglądać przedstawienie. Z oddali…

… tak jak w kinie …

Tak jak w kinie …

Advertisements