Uncategorized

Moja Walka – Karl Ove Knausgard – I moja też – Monika Stocka

Jestem niecierpliwa. Czasami z tym walczę i potem pękam z dumy a czasami mi się nie chce i uznaję, że taka jestem i kochajcie mnie lub nie, jest mi tak bardzowszystkojedno. Dziś nie pęknę z dumy, jutro może się zastanowię, a za tydzień mogę zmienić zdanie. Problem w tym, że nie wiem czy będzie jutro, tym bardziej nie wiem, czy będzie jutro z książką, która była wczoraj i próbowała (tak bardzo się starałam) być dziś, bo starość nie radość, nerwy też trzeba oszczędzać. Poza tym nie lubię wzbierających wulkanów. Taki dymek popierdułka bucha, bucha i gówno z niego jest. Albo jest szał i lawa albo lepiej dać sobie spokój.

Kupiłam sobie Moją walkę. Nie że Proust. No dobra trochę jednak, że Proust. Niby. Bo nie wiem, jak ktoś śmiał w ogóle o nim pomyśleć w kontekście Knausgarda. Mniemam, że nie pomyślał tak sam autor. Chcę w to wierzyć.

Mnóstwo zdań. Normalnie czytam i czuję się jak second handzie, gdzie nigdy nie umiem niczego znaleźć. Wiem, że bywają tam perełki ale ogrom tego, co muszę przebrać, co ma dziury, jest brudne, nie w moim rozmiarze i śmierdzi, mnie odstrasza i wychodzę. Przestałam już tego żałować. No wiec mnóstwo wyrazów. O niczym. Szczegółowe opisy mebli i przestrzeni, które nie wnoszą niczego do obrazu, serio. Mało treści. Za każdym razem, kiedy przewracam stronę, zastanawiam się, czemu nikt nie zrobił korekty. Olśnienie przychodzi natychmiast, bo zostałoby tylko kilka zdań. Pretensjonalne, o niczym, puste.

Przez chwilę myślałam, że te akapity są jak prześcieradła pokrywające antyki. Że muszę skrupulatnie czytać, żeby wydobyć kształty dawnych historii, te ukryte, że muszę uważnie słuchać, żeby wydedukować, co się chowa pod prześcieradłem między jednym krzesłem a drugim, czego nie może zdradzić sama wypukłość, bo jest jedynie puszczony luźno materiał. O jak marzyłam, że tak będzie.

Dobrnęłam do połowy i nic. Gorzej, nie mogę się zmusić, żeby czytać dalej. Już nawet te rzekome obrazoburcze wynurzenia, za które podobno obraziła się rodzina mnie nie ruszają.

Są fragmenty, gdzie autor pisze, że pisze. No było to już w Paludes u Gide’a i też mnie nie wzruszyło. Odnoszę wrażenie, że autor tak bardzo chce, jak bardzo nie potrafi. Czasami wręcz słyszę, jak sobie myśli przed dłuższym akapitem: „a teraz dam się ponieść chwili, wejdę w ciąg, zanurzę się w piwnicy i pozwolę nogom chodzić a rękom dotykać, otworzę się na nową drogę, zasnę i będę śnić. Jeszcze będzie wspaniale!” Wsiada na motor i…. nie może odpalić. Zostaje nam pusty, śmierdzący dym i warkot silnika. Nuda.

Postaram się zebrać i skończyć, bo gdzieś tam tli się jeszcze płomyk nadziei, ale nie mam zamiaru zbytnio się przymuszać, jest tyle innych CIEKAWYCH książek …

Advertisements

6 thoughts on “Moja Walka – Karl Ove Knausgard – I moja też – Monika Stocka

  1. Ale pojechałaś po Karlu Ove 😀 Jak dla mnie powieść rewelacyjna i wyczekuję kolejnych tomów. Jednak od samego początku wiedziałam, że tu Prousta nie znajdę. Tak jak już sama pisałam, zamiast magdalenki u Knausgarda jest zdechła ryba. Klimat zimnej, smutnej Skandynawii jak najbardziej mi odpowiadał. Te jego rozterki życiowe, takie zwyczajne, a niby wyjątkowe też. No i śmierć, która pełza między kartami tej powieści to najmocniejszy punkt tej historii. Może zbyt wielkie oczekiwania miałaś? 🙂

    1. no jasne że miałam!:-) i mimo ze nie oczekiwałam Prousta oczekiwałam podobnej głębi. Proust kiedy opisywał wijąca sie przyrodę pisał tak naprawdę o seksie. Czytając Prousta odkrywałam siebie i swoja wiedzę o świecie. Tu tez się chciałam czegoś dowiedzieć, pobudzić szare komórki do myślenia do skojarzeń, a tymczasem zmuszam oczy do nie omijania linijek, szczególnie że większość z nich w moim przekonaniu jest zupełnie niepotrzebnych bo nie buduje ani klimatu ani niczego nie wnosi do „akcji”. Ale to oczywiście moja subiektywna opinia:-)

      1. To faktycznie spore oczekiwania 😀 Dla mnie Proust to było życie samo w sobie – tutaj jest śmierć. Tam była wyobraźnia, tutaj codzienność i ból istnienia.
        Ciekawe, że Knausgard stał się takim fenomenem, bo TŁUMY ludzi utożsamiło się z jego doświadczeniami, a Ty odnalazłaś się w Prouście, którego dzisiaj niewielu już rozumie 🙂 To chyba taki znak naszych czasów – popularne jest pisanie i mówienie o nieszczęściu i depresji, nawet gdy nie ma to z depresją nic wspólnego. Natomiast szukanie piękna i tego co nazwałaś „wiedzą o świecie” zupełnie nie wpasowuje się w dzisiejsze trendy czytelnicze, a jednocześnie jest takie… odświeżające 🙂
        A właśnie, czy pisałaś już może o Prouście? Bo z chęcią bym przeczytała Twoje wrażenia 🙂

  2. wiesz jak się robi tyle hałasu wokół książki, to ja chcę, żeby mnie rzuciła na kolana. Zrobił to wiele lat temu Myśliwski, całkiem niedawno odkryłam Nowickiego, zaniemówiłam po lekturze „Dziewczyny z Poczty” Zweiga, płakałam przy „Chłopcu z sąsiedztwa” Sabatini, z ostatnich książek skoro jesteśmy przy śmierci, przepiękna była „Na górze cisza” – to tak, żeby się wybronić z tej mojej skamieniałości:-)
    O Prouście to pamiętam, że kiedyś pisałam ale nie pamiętam gdzie, znaczy na blogu może nie być. (mam cos takiego, ale to nie o nim:-) http://ogrodwpiwnicy.wordpress.com/2011/01/11/wszystko-moze-byc-proustowska-magdalenka/) Ale maglowałam go na Sorbonie przez pól roku. To były cudowne zajęcia, choć większość pewnie już mi umknęła. Chodzi mi o to, że ja nie lubię, kiedy opisuje mi się rzeczywistość, w której nie ma relacji między przedmiotami. Kiedy czytałam „Znalezionego” Gordimer, to czułam te przestrzenie pozostawione mnie na zbudowanie mostów, na zarzucenie lin, na powiązanie. Tutaj nie czuję absolutnie nic, ale zważywszy że jestem w ogromnej mniejszości, zastanawiam się oczywiście czego i gdzie nie dostrzegłam lub nie zrozumiałam.

    1. Oglądałam wywiady, czytałam artykuły i wychodzi na to, że to nie autor narobił takiego szumu wokół tej powieści, ale tak właściwie to najbardziej amerykańscy czytelnicy 🙂 Podobno Kanusgard był w szoku na kolejki ludzi na autorskie spotkania z nim i dzikie tłumy totalnie identyfikujące się z pół-fikcyjnym Karlem Ove. Dla mnie to intrygujący fenomen społeczny i nie ma chyba w tym zbyt wiele z literatury ze względu na ten intensywnie prawdziwy wątek autobiograficzny. Zauważyłam, że ostatnimi czasy ludzie lubią się porównywać i wrzucać do jednego wspólnego wora. Ten sam ciuch, ten sam i-phone, ta sama fryzura i ten sam Karl Ove. I tu ciekawie wpasowuje się „Moja Walka” – nie ma luk do wypełniania ani miejsc na budowanie mostów – raczej place wypełnione po brzegi kopiami kopii jednej osoby. Nie odnosisz podobnego wrażenia?
      Sorbońskie maglowanie Prousta to musiała być nie lada gratka – zazdroszczę ❤

      1. przepraszam, że tak późno odpowiadam ale pochłonęło mnie życie:-) tego fenomenu, o którym piszesz nie dostrzegam, tzn nie widzę, żeby było jakoś inaczej niż zazwyczaj, ale przyznaję, że nie pochylam sie nad tym i nie mam obserwacji wiec jest wielce prawdopodobne ze jest jak mówisz:-). to co zauważam za to, to fakt że ludzie lubią proste rzeczy, czytelne, bez ukrytych treści. ładne melodie, gładkie historie ( nie koniecznie wesołe). Żeby się nie zagłębiać nie analizować za dużo i nie myśleć. nie gardzę tym, po prostu takie mam obserwacje.

Możliwość komentowania jest wyłączona.