LC · macierzyństwo

Praca na całe życie – Rachel Cusk

praca-na-cale-zycie-b-iext24960690Najgorsze jest to (a może właśnie to jest najlepsze), że ilekroć pomyślę o książce Rachel Cusk – „Praca na całe życie” , nieważne ile oddechów bym wzięła uprzednio, budzi się we mnie jakiś tajfun. Nadchodzi jakaś burza, o której mówię sobie, spoko jest daleko, jesteś bezpieczna, w domu, ale i tak drżę cała na ciele i tylko patrzeć jak zacznę krzyczeć. Z resztą niejednokrotnie dawałam upust swoim emocjom podczas lektury, zmuszałam do dyskusji koleżanki, przepytywałam, sprawdzałam, czy to mój świat jest taki zamknięty i ograniczony a na dodatek może żyję w przekonaniu, że wszyscy myślą jak ja … czy może Rachel Cusk jest kosmitą? (jeszcze nie ustaliłam)

Zastanawiałam się, co będzie znaczyć, że „Praca na całe życie” jest pozycją kontrowersyjną. To takie chwytliwe PR-owe słówko, któremu kompletnie nie ufam. Ale mam zaufanie do Czarnego, no i Rachel Cusk nie wydawała mi się obca. Ale i tak nie spodziewałam się wiele ponad opis poporodowej chandry, czy racjonalnego podejścia do macierzyństwa, które u matek często wzbudza oburzenie, bo przecież wraz z przyjściem dziecka na świat kobieta ginie i nie ma praw. Prawa ma dziecko. Miałam trochę racji ale tylko trochę. Bo dostałam to, o czym myślałam i jeszcze bombę w bonusie.

Lont zapala się w miarę szybko. Cusk się nie patyczkuje, ona wkłada nogę w zgrabnym sandałku prosto w błoto i ma gdzieś, czy nas ochlapie czy nie. Ona musi przejść. Niby coś tam mruczy gwoli wyjaśnienia (ostrzeżenia) na początku, że to nie poradnik ale nie słuchałam specjalnie, bo odniosłam wrażenie, że to nie do mnie. Nie cierpię poradników afirmujących macierzyństwo z instrukcją obsługi krok po kroku. W ogóle nie cierpię poradników. No i po Cusk nie spodziewałam się ani poradnika, ani instrukcji obsługi.

No więc w okolicach 68 strony czytam, co następuje:

Moja córka ma kolkę. Dotychczas żyłam w przekonaniu, że kolkę miewają konie.

Nie będę komentować, wybaczcie. Próbowałam. Zabierałam się do tej recenzji długo. Na trzydzieści sposobów szkicowałam, o czym napisać i jak, ale zawsze kończyło się tak samo. Kłótnią z Cusk, w której pół czasu zajmuję ja i moje macierzyństwo (a kogo to interesuje?!), żeby odeprzeć te wszystkie dziwne stwierdzenia i upewnić siebie, że jestem normalna (nie taki jest cel recenzji). I zaczęłam myśleć, że nie jestem. Postanowiłam więc podrzucić trochę odłamków po tym wybuchu i sami zdecydujecie, co z tym dalej zrobić.

Kolejny cytat:

(…) Kiedy w swoją pierwszą noc na ziemi moja córka obudziła się i rozpłakała, poczułam się dotknięta i nie miałam pojęcia, co powinnam zrobić. Na pomysł karmienia wpadłam stosunkowo późno, kiedy oświeciło mnie, że jeśli zatkam jej czymś usta, to może uda mi się uciszyć płacz. Chyba nie zdawałam sobie sprawy, że będę musiała powtarzać ten zabieg co trzy godziny, i w dzień, i w nocy, przez cały najbliższy rok.

Wyjaśnię, że autorka jest kobietą inteligentną, oczytaną i będąc w ciąży usilnie starała się zgłębić tajniki macierzyństwa (i nie ukrywam, że zadziwiały mnie drogi, które obierała, by dotrzeć do celu oraz sposób w jaki do niego szła). Musiałam to sobie powtarzać po każdym takim cytacie, ale wiara w moją opinię o pisarce słabła z każdą chwilą. Nie wiem, czy nas tak różni doświadczenie, czy kultura, czy ja jestem ograniczona, czy po prostu jesteśmy tak inne, że nawet jako matki, mając podobne dylematy czy obserwacje, wyciągamy z nich odmienne wnioski. Było wiele momentów, utwierdzających mnie w przekonaniu, że Cusk jest kosmitką, która do tej pory nigdy nie słyszała o dzieciach i na jej planecie nigdy ich nie było. Rodząc własne (pierwsze w galaktyce) i próbując mu zapewnić jak najlepszą opiekę (nie mam co do tego wątpliwości), zapomniała o wszystkim, co wiedziała na temat relacji międzyludzkich, empatii i człowieka w ogóle. Rzeczy, zachowania, które mnie wydały się instynktowne i naturalne, jej nie przychodziły do głowy, albo niezmiernie ją zdumiewały.

Pół książki nie mieściło mi się w głowie, za to drugie pół znalazło wspólnika.

Bo żeby była jasność. W pełni zgadzam się z autorką w kwestiach walki o swoją tożsamość, swoje prawa, swoją kobiecość, odrębność. Popieram jej „egoizm”, rozumiem potrzebę określenia się na nowo, szukania granic. Rozumiem jej chciejstwa i niektóre chwile rozpaczy. I cieszę się, że o tym pisze i że to wzbudza kontrowersje, ponieważ bardzo często padamy ofiarą powszechnego przekonania, że po porodzie kobiety zmieniają się w maszyny do obsługi dzieci i przestają istnieć. Od chwili narodzin to dzieci obdarowywane są prezentami, pluszakami, gryzaczkami, to wokół nich koncentruje się cała uwaga. A gdy kobieta próbuje jęknąć, by dać znak, że żyje, odstawia się ją do kąta, każąc milczeć i nazywając wyrodną.

Poza tym, gdy emocje opadną, i można spojrzeć na książkę z dystansem, trudno odmówić Cusk szacunku. Bo jakby nie było, świadomie, bądź w naiwnej ufności, obnażyła się przed czytelnikiem, gdyż niewątpliwie, wszystko, co napisała było szczere. Zaufała naszej empatii, inteligencji powierzając nam swoje doświadczenia, nie po to byśmy je opluli, lub co gorsza zignorowali, ale byśmy się nad nimi zastanowili i spróbowali parę pytań zasadzić w naszym ogródku.

I na koniec, nie mogę się powstrzymać od małej, osobistej dygresji i muszę się nią podzielić. Kiedy mój syn obchodził rok, byłam lekko rozczarowana (choć nie specjalnie zaskoczona), że nikt przy tej okazji nie mówi o mnie, nie gratuluje, nie składa mi życzeń. A przecież to ja go urodziłam (a nie znalazłam w kapuście, ani nie odebrałam poleconym z poczty) i jego przyjście na świat, to też jest moje święto, nie tylko dlatego, że dziecko jest skarbem, ale też dlatego, że uczestniczyłam w tym momencie bardzo czynnie. I w tym, i w wielu następnych. A przede mną jeszcze praca przez całe życie. Chyba warto o tym przypominać.

lc_logo

 

Recenzja powstawała długo i miała wiele wersji. Mimo wysłania jej do redakcji, wciąż w głowie pracował mi tekst jak ciasto i wciąż jeszcze formowałam bułeczki. Myślę, że za kilka, kilkanaście dni, znów mogłabym nanieść kilka zmian.

Reklamy

4 thoughts on “Praca na całe życie – Rachel Cusk

  1. Czytając cytaty, które przytoczyłaś trudno uwierzyć, że „autorka jest kobietą inteligentną, oczytaną i będąc w ciąży usilnie starała się zgłębić tajniki macierzyństwa”, ale skoro tak mówisz … 🙂

    1. przyznaje że w którejś wersji recenzji, mocno poddawałam w wątpliwość jej inteligencję, ale czas, przemyślenia i dystans zrobiły swoje, choć doprawdy niektórym fragmentom nie mogłam się nadziwić

      1. Na pewno zrobiły swoje, w końcu nawet Cusk zorientowała się (chyba), że kolkę mają nie tylko konie, a niemowlę karmi się kilka razy dziennie 🙂 ale zakładam, że jej książka to jawna prowokacja, taka wersja Bridget Jones tyle, że nie o zamążpójściu a macierzyństwie.

        1. Myślałam o tym i nie do końca bym się zgodziła. Kiedy się czyta „każdą inną” Cusk, to wszystko jakoś do siebie pasuje:-) albo inaczej, ta książka wiele wyjaśnia:-)

Możliwość komentowania jest wyłączona.