LC · lit. izraelska · lubimyczytac · recenzje · tożsamość

Kto znajduje, źle szukał – Neuland Eshkol Nevo

neuland-b-iext24717682Są w książkach dla dzieci takie zadania, które polegają na ułożeniu obrazków w logiczny ciąg. Zauważam niekiedy, że z tych obrazków da się ułożyć nie jedną historię a kilka. Podobnie jest w książce Eshkol Nevo – „Neuland”. Podczas lektury odnosiłam wrażenie, że przed pierwszym rozdziałem historia bohaterów była ułożona podręcznikowo, a z czasem wraz z kolejnymi stronami obrazki zaczęły się przemieszczać, burząc misternie utkany porządek rzeczy. A wszystko dlatego, że ktoś zaczął im się przyglądać z bliska i dostrzegł szczegóły pozornie banalne, malutkie, schowane, które wysunęły się na pierwszy plan. Ktoś zaczął widzieć głębiej.

Treść książki można właściwie wywnioskować z tytułu, bo nowa ziemia, czy też ziemia obiecana, czy idąc dalej – miejsce, implikuje jakieś poszukiwania, podróż, drogę, wewnętrzną przemianę. I to wszystko otrzymujemy – rozbudowaną, misternie utkaną opowieść rozciągniętą wzdłuż drogi między kontynentami, jak i wzdłuż pnia drzewa genealogicznego, a także najbardziej oczywistą, opowieść drogi w głąb siebie.

Podróżują właściwie wszyscy bohaterowie. Czasem w różnych kierunkach (bo np. Lili , babcia Inbar podróżuje w przeszłość) i czasem spotykają się po drodze a czasem jedynie im się wydaje, że idą razem. Jednak ta najbardziej namacalna podróż, bez podtekstów, metafor i ukrytych znaczeń, która jest zarazem źródłem całego tekstu i podłożem tego całego parku zdań, w którym przyszło nam się przechadzać, jest podróż Doriego do Ameryki Południowej w poszukiwaniu zaginionego ojca. W trakcie poszukiwań Dori spotka Inbar, która też szuka, choć nie do końca wie, czego (albo jedynie nie umie tego nazwać). Na kartach książki pojawia się jeszcze wielu ludzi zagubionych, okaleczonych, jak niektórzy z nich się nazywają, napiętnowanych pochodzeniem (Żydzi), krajem zamieszkania (matka Inbar, Chana mieszka w Niemczech), historią sięgającą głębiej niż Holokaust. Ludzi o trudnych relacjach rodzinnych. Spotykamy w końcu Żyda Wiecznego Tułacza oraz śmiałków, którym się zdaje, że znaleźli swoje miejsce.

Nie ukrywam, że ta podróż wciąga. Podczas lektury byłam jak Inbar spotkana przypadkiem przez Doriego. Poszukujący i jednocześnie zbłąkany syn co jakiś czas pytał ją, czy chce iść z nim dalej. Czułam się jakby to mnie autor pytał, czy mi się nie znudziło i czy chcę razem z nim dokończyć tę historię. I jak Inbar, chciałam odpowiadać, że skoro doszłam aż dotąd nie mogę już odpuścić.

Napotkane rozterki, dylematy mają miękkie kształty, nie godzą czytelnika prosto w serce. Odniosłam wrażenie, że narrator nawet, gdy mówi głosem Maniego czy Alfredo, prowadzi nas bezpiecznie za rękę. Momentami wręcz czułam się jakbym szła z ochroniarzem, który kilka kroków przede mną sprawdza czy teren jest bezpieczny. Ale przecież i w życiu mniej ważny bywa kierunek od wagi plecaka mieszczącego nasze kroki, decyzje, doświadczenia. Najważniejsze jest to, co w nas zostaje. Nie inaczej rozumieli to nasi bohaterowie i powróciwszy do swych poprzednich żyć, próbowali się w nich po staremu zadomowić, nie gubiąc niczego z plecaka. Nie było to łatwe zadanie. Bo jak znaleźć miejsce w upchanym mieszkaniu na nowe meble nie wyrzucając starych? Gdzie je pomieścić? Co z nimi zrobić? Jedną z odpowiedzi podsuwa nam Lili, babcia Inbar:

(…) – Co ty myślisz, cypke fojer, ze jesteś wyjątkowa? Popatrz wokoło, każdy, kto siedzi w tej kawiarni, w wyobraźni siedzi także gdzieś indziej, z kimś innym. Obok każdej pary, którą widzisz przy tych świeczkach, siedzi ktoś jeszcze, ktoś trzeci, kogo jedno z nich ma w głowie. Kogo jedno z nich musi mieć w głowie, żeby móc siedzieć tutaj. Cały ten Tel Awiw – jak moglibyście go znieść, gdybyście nie wyobrażali sobie przez cały czas innego, piękniejszego miasta? A nasze państwo? Wszędzie jest pełno Żydów, którzy żyją w jednym miejscu, w głowie zaś mają inne, z którego tu przyjechali, i jeszcze inne, do którego chcieliby uciec choćby jutro. To wielkie szczęście, że mają to w głowie, cypke fojer, bo tylko w ten sposób, dzięki myślom i wyobrażeniom o wędrówce, można zrezygnować z wędrówki prawdziwej i zostać. (…) Zostać to prawdziwa odwaga. **

A inne odpowiedzi, z pewnością przyniesie Wam lektura.

*Tytuł recenzji jest tytułem książki Aglaji Veteranyi – „Kto znajduje, źle szukał” – wyd. Czarne, 2009
** Cytat pochodzi z recenzowanej książki.

lc_logo

Reklamy