lit. francuska

Żeby bolało trzeba czuć- Jak się ma twój ból? – P Garnier

Okladka Garnier Jak sie ma twoj bolZaczyna się od mocnej sceny. Nie wiem, czy powiedziałabym, że od końca. Zależy kogo/co uznamy za głównego bohatera, bo według mnie na przykład tu wcale nie chodzi o Simona, który wiesza się już w pierwszym rozdziale. Ani o Bernarda, który w drugim rozdziale, zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami, wchodzi do mieszkania Simona punktualnie o 8.00, żeby wykopać spod niego krzesełko. Tak właśnie poznajemy naszych przewodników na kolejne niespełna 200 stron, którzy trochę niechcący i trochę między słowami opowiedzą nam o tym, jak się ma ich ból.

Jeśli wierzyć autorowi, pytanie: „jak się ma twój ból?” jest zwyczajowym pozdrowieniem jednego z afrykańskich plemion i kiedy tak nad tym rozmyślam, dochodzę do wniosku, że jest ono najmniej powierzchowne ze wszystkich pozdrowień i najbardziej intymne. Może zbyt daleko posuwam się we wnioskach i skojarzeniach, ale dla mnie to pozdrowienie jest wyrazem jakiejś głębokiej empatii i szczerości. Bo paradoksalnie, dotyka do żywego. Jeśli się coś czuje, oczywiście.

Bohaterowie Garniera z każdą stroną zrzucają jakiś element swojego zwyczajowego stroju, jakby wyczekiwali na moment, kiedy czytelnik jest już na tyle oswojony, żeby można się przed nim całkiem odkryć. Wcześniej delikatnie sprawdzają, testują, przygotowują tak zwany grunt. I nie chodzi tu o jakąś kurtuazję czy nazbyt wysublimowany bon ton, bo jak zapowiada tytuł, będziemy mieć do czynienia raczej z tą ciemniejszą stroną nie tylko człowieka ale i życia. Cały ten proces oswajania nie wydaje się ani z góry zaplanowany ani przemyślany, bo w zdaniach zdaje się panować bezpretensjonalność i harmonia, jakby nie zależało im by dotrzeć do celu, tylko opowiedzieć parę faktów, może trochę dziwnych, może nie do końca spójnych. Ale to tylko pozory.

Z czasem więc bohaterowie czują się coraz swobodniej jakby zapomnieli o publiczności, jakby byli zupełnie sami i zapełniają nasz czas swoim życiem, w którym deratyzacja ma odmienne od powszechnego znaczenie, a boga szuka się pomiędzy butelkami po alkoholu, w których znajdują się zlewki różnej maści detergentów. Kiedy na jaw wychodzą mniejsze i większe tajemnice można zacząć się zastanawiać, w jakim celu spotkali się ci wszyscy ludzie i kiedy odkryją, że są z różnych planet, skoro czytelnik już to wie. A oni, jakby nam na złość, nie zamierzają przemierzać utartych ścieżek i niezmiennie zadziwiają. Nie są tym, kim się zapowiedzieli i nie robią tego, do czego nas przyzwyczaili. Bo ja na przykład początkowo nie mogłam zrozumieć, dlaczego Bernard troszczy się tak o matkę, która go porzuciła, a jeszcze bardziej dlaczego elegancki Simon-w-markowych-ciuchach bzyknął groteskową pindzię z prowincji w jakimś obleśnym domku kempingowym. Ale ta konsternacja trwa tylko chwilę, bo zazwyczaj w momentach zamyślenia zamykam książkę i gapię się bezmyślnie na okładkę układając w głowie przeczytaną historię. Próbuję się wsłuchać, żeby odkryć refren chóru, który zazwyczaj jest kluczem każdej książki. Nie inaczej było tym razem. Z tą tylko różnicą, że tym razem po raz kolejny przeczytałam tytuł.

I wszystko stało się jasne.

Advertisements

3 thoughts on “Żeby bolało trzeba czuć- Jak się ma twój ból? – P Garnier

Możliwość komentowania jest wyłączona.