czasy powojenne · Historia · holokaust · LC · recenzje · wojna · wspomnienia

Powrót do przeszlości – Krótki przystanek w drodze z Auschwitz, G. Rosenberg

krotki-przystanek-w-drodze-z-auschwitz-b-iext24205256Ta książka, przypominająca list do nieżyjącego już ojca, jest nieco odmienna od książek o podobnej tematyce, które dotychczas czytałam. Nie jest to bowiem wspomnienie osoby, która przeszła piekło i próbuje odnaleźć jakieś życie, jakąś normalność w powojennym świecie, ale próba wczucia się w ofiarę wojny, próba zrozumienia i współodczucia tego, co stało się z ojcem Gorana Rosenberga (autora), mieszkańca łódzkiego getta, ofiary nazistowskich obozów koncentracyjnych, który po wojnie zachorował „na Auschwitz” i „na Auschwitz” zmarł.

Syn pilnie studiuje niemal każdy krok ojca. Ponieważ już go z nim nie ma, korzysta z rozmaitych dostępnych mu źródeł, aby dowiedzieć się, a przede wszystkim chyba jednak spróbować pojąć, co z człowiekiem może zrobić wojna. I nie chodzi mi wcale o walkę na froncie, ale bezustanne, systematyczne zabijanie człowieka w ludziach. Poniżanie, dehumanizacja, strach… Zgadzam się, że wiele pamiętników ofiar obozów zagłady o tym mówi. Znajdujemy w nich jakby wspólne refreny, choć zawsze wyłaniają się z nich pojedyncze indywidualne nuty. U Rosenberga jest nieco inaczej, bo choć mówi on pozornie o tym samym, to jednak perspektywa, z której snuje swój list (monolog? esej?) jest mocno odmienna. Goran Rosenberg jest synem Davida Rosenberga, urodził się w Szwecji w 1948 roku, a więc już po. Próbując zrozumieć z czym zmagał się ojciec, wyrusza w drogę jego śladami i suche fakty z pożółkłych dokumentów próbuje ubrać w ludzkie ciała, ludzkie łzy, dramaty, oblec je jakąś ludzką cielesnością wykraczającą poza cyfry, meldunki, listy. Korzystam z każdej okazji, żeby pytać o drogę z Auschwitz, ponieważ każda droga z Auschwitz jest indywidualnym cudem sama w sobie, w odróżnieniu od drogi do Auschwitz, która jest kolektywnym piekłem dla wszystkich jednakowym.

Droga zaczyna się w łódzkim getcie, gdzie rządzi Chaim Rumkowski, ( i mamy kolejne spojrzenie na tę postać i słynną Wielką Szperę) przechodzi przez Auschwitz, Brunszwik, by dotrzeć wraz z Czerwonym Krzyżem do małego miasteczka w Szwecji. To ta namacalna droga, a tak naprawdę droga, którą przemierza autor (ale przede wszystkim ojciec) wije się w piekle, nawet po 1945.

Odniosłam wrażenie, że David Rosenberg nigdy nie opuścił Auschwitz mimo, że nie było już kapo i bramy były otwarte. Że po Auschwitz nie ma już życia, bo po tym, co się przeszło, po prostu nie da się żyć, a jeśli się próbuje, jeśli się stara zapomnieć, znaleźć siłę, to przeglądając się w lustrach innych oczu dostrzega się zarzut, że się przeżyło, że się udało. Dlaczego akurat im się udało, co zrobili, jakiej zbrodni się dopuścili, że przeżyli? Wiec może lepiej byłoby umrzeć?

Mamy tu dużo rozważań, dywagacji, poszukiwań, rekonstrukcji zdarzeń, którym nierzadko dajemy się ponieść. Ale są też akapity, w których moim zdaniem autor odpływa trochę za daleko, jakby dmuchał z całych sił w żagle, bo wiatru zabrakło. Książka jest w moim przekonaniu nierówna, ale słabszych momentów jest znacznie mniej i w ogólnym rozrachunku zdecydowanie uważam ją wartą przeczytania.

Pozwolę sobie jeszcze na personalną refleksję, od której nie mogę się uwolnić po prześledzeniu losów ojca autora. Jakiś rok temu czytałam książkę a właściwie rozprawę naukową Joanny Stocker- Sobelman pt. Kobiety Holokaustu. Książka traktowała głownie o kobietach, ale był w niej fragment porównawczy o tym jak kobiety, a jak mężczyźni radzili sobie z całym okrucieństwem Holokaustu. Z porównania wynikało, że kobiety potrafiły lepiej znosić trud zarówno życia w obozie, jak i po wyzwoleniu. Miały większą zdolność adaptacji, tworzyły tzw. surogaty rodzin, w obrębie których się wspierały, rozmawiały i dodawały otuchy. Nie było im łatwiej ale lepiej dawały sobie radę. Książka Gorana Rosenberga zdaje się w pełni potwierdzać wyniki badań Joanny Stocker-Sobelman. Ojciec autora zamknął się w sobie, pozwolił, aby cienie nie odstąpiły go ani na krok, nie próbował (a może nie umiał) ich oswoić ale i nie mógł nauczyć się z nimi żyć. Wędrówka syna, pozwoliła mu na pozostawienie śladów po tej cichej, nierównej walce. Zapewne na dłużej niż jedno życie.

Recenzja ukazała się na portalu www.lubimyczytac.pl

lc_logo

Reklamy